UDOSTĘPNIJ
Superpuchar
fot. tylkoekstraklasa.pl

Ten mecz był jak butelka schłodzonej wody na Saharze. Jak łyk czystego powietrza w robotniczej dzielnicy Szanghaju. Serca kibiców Ekstraklasy musiały rozgrzać się na nowo, po mroźnym czerwcu bez najlepszej ligi świata. Choć był to tylko Superpuchar Polski każdy wiedział, że początek ekstraklasowego szaleństwa jest tuż tuż.

Nowe oblicze Legii

Chociaż mecz był rozgrywany przy Łazienkowskiej to Arka chciała powalczyć o jak najlepszy rezultat. Goście od razu ruszyli do silnego pressingu. Oczywiście był to typowo polski, dziurawy pressing, który rozciąga drużynę po całym boisku. Arka podzieliła się na dwa obozy: czterech piłkarzy atakowało Legionistów na ich połowie, a pozostała szóstka przyjmowała bezpośrednie ataki ze strony gospodarzy. Czasem do wysoko ustawionego kwartetu doskakiwał Adam Marciniak. Z jednej strony sprawiało to sporo problemów gospodarzom. Z drugiej wzrastało ryzyko, że osamotniony Sambea nie da rady powstrzymać ofensywnych pomocników Legii. Jeżeli mistrzom Polski udawało się przejść pierwszą linię oporu to Nagy, Guilherme i Kasper Hamalainen mogli do woli hasać po wolnych przestrzeniach pomiędzy formacjami Arkowców. To właśnie z tego powodu Marciniaka zabrakło przy wyrównującym golu Thibaulta Moulina. Jednak najczęściej Wojskowi mieli problemy z wyprowadzaniem piłki. Owocowało to stratami przed linią obrony i groźnymi sytuacjami dla Arki.

Superpuchar
fot.: sharemytactics.com
Gdyński tercet

Szczególnie aktywny w pierwszej połowie okazał się Dominik Nagy. Z gry węgierskiego pomocnika niewiele wynikało, ponieważ większość udanych rajdów kończył niecelnymi podaniami lub strzałami, ale skrzydłowy Legii dawał nadzieję, że za którymś razem uda mu się odpowiednio trafić w futbolówkę. Nieźle radził sobie Guilherme. Niestety, Brazylijczyk był pozbawiony wsparcia Miroslava Radovicia i Vadisa Odjidjy-Ofoe. Gui utrzymywał się przy piłce i próbował dryblować, ale w większości przypadków musiał zagrywać bezpiecznie.

Drużyna przyjezdnych próbowała się odgryzać. Znakomicie w nowym zespole odnalazł się Grzegorz Piesio. We współpracy z Marcinem Warcholakiem kilka razy rozmontował prawą stronę obrony Legii i zagroził bramce Arkadiusza Malarza. Ostatecznie po jednym z błędów środkowych pomocników Legii (Moulin i Kopczyński stali zdecydowanie za daleko od siebie, aby zapobiec atakowi Arki) Piesio zaliczył „asystę” przy samobójczym golu Michała Pazdana. Byłemu pomocnikowi Górnika Łęcznej często pomagali Rafał Siemaszko i Patryk Kun. Ruchliwy tercet często wymieniał się pozycjami i w wielu sytuacjach był nieuchwytny dla defensorów Legii. Jeszcze gorącej pod bramką Legii robiło się kiedy do ataków Arki podłączali się boczni obrońcy.

Legia
fot. sharemytactics.com

W obu drużynach kulało krycie strefowe. Stałe fragmenty okazywały się ogromnym zagrożeniem. Chociaż żadna z drużyn nie zdobyła gola, to Artur Jędrzejczyk może pluć sobie w brodę, że nie wpisał się na listę strzelców. Legii ciężko było wypracować klarowną sytuację bramkową. Bez Vadisa i Radovica mistrzowie polski pokazują mniej finezyjne oblicze. Tym bardziej szkoda dogodnych sytuacji Jędzy.

Arka grała bardzo odważnie w obronie. Oprócz wspomnianego pressingu, Gdynianie zwykle bronili 1 na 1 lub 2 na 2 w bocznych sektorach boiska. Często kończyło się to dośrodkowaniami Legionistów. Przy takiej różnicy w piłkarskiej jakości, asekuracja zapewniająca przewagę liczebną na małej przestrzeni wydaje się niezbędna.

W drugiej połowie Legia zaczęła przypominać Liverpool. Po zejściu z boiska Jarosława Niezgody, w jedenastce Legii brakowało typowej dziewiątki. Pustą przestrzeń mieli wypełniać ruchliwi pomocnicy. Niestety, Hamalainenowi wiele brakuje do Roberto Firmino, dlatego zastąpił go Vamara Sanogo. Podopieczni Jacka Magiery wrócili do ustawienia z napastnikiem.

Arka wygrała po remisie 1-1 i 4-3 w rzutach karnych. Leszek Ojrzyński znalazł sposób na finały i drużyny silniejsze kadrowo. Nie można napisać, że Legii nie zależało na wygraniu meczu o Superpuchar, ale to jeszcze nie jest optymalna forma mistrzów Polski. Natomiast postawa Arki stanowi dobry prognostyk przed eliminacjami LE. Może zespół z Gdyni utrze nosa chińskiemu włoskiemu AC Milan?

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ