UDOSTĘPNIJ
Polska
fot. przegladsportowy.pl

Początek EURO U-21 przypomniał o grze dorosłej reprezentacji na wielkich turniejach w XXI w. Oprócz ostatnich mistrzostw Europy we Francji, Polacy z dużych piłkarskich imprez zwykle przywozili nieprzyzwoicie słabe rezultaty. Dzisiejsze 1-2 drużyny Marcina Dorny było przykre – chociażby ze względu na niezmordowany doping kibiców – ale zasłużone.

Polacy wyszli ustawieni w formacji 4-4-1-1. Za plecami Mariusza Stępińskiego biegał Patryk Lipski. Niestety najczęściej bezwładnie. Były pomocnik Ruchu strzelił co prawda bramkę (przez pomyłkę speakera oklaski zebrał Stępiński), ale jego gra wołała dziś o pomstę do nieba. Lipski nie stwarzał partnerom sytuacji do rozegrania piłki oraz nie potrafił obsłużyć osamotnionego Stępińskiego. Niestety nie pomagał również w obronie, co przy słowackim ustawieniu 4-1-4-1 powodowało przewagę Słowaków w środku boiska 3 na 2. Również z tego powodu tak wiele swobody miał Stanislav Lobotka, który został wybrany zawodnikiem meczu. Podsumowując występ Stępińskiego: może nie pomagał w obronie, ale za to był bezproduktywny w ofensywie.

Równie bezbarwny co Lipski był Kapustka. Większość zagrań kierował do tyłu. Nie próbował prostopadłych podań, dryblingów lub gry na małej przestrzeni. Szkoda, bo po EURO 2016 wydawało się, że drzemie w nim olbrzymi potencjał. Bardzo odbił się na nim rok stracony w Leicester i trudno powiedzieć, czy występ na turnieju we Francji nie był tylko jednorazowym wyskokiem.

W pierwszej części gry młodzieżowi reprezentanci Polski chętnie grali długą piłką i często wykorzystywali prawą stronę boiska. Często powtarzali schemat, w którym Stępiński schodził do prawego skrzydła, żeby razem z Tomaszem Kędziorą i Przemysławem Frankowskim wypracować pozycję do dośrodkowania. W miejsce środkowego napastnika pojawiali się Karol Linetty lub Lipski. Właśnie tak padł gol dla Polski w pierwszej minucie spotkania. W dalszej części gry taki schemat rozgrywania okazywał się coraz mniej skuteczny. Pomocnicy nie nadążali z wypełnianiem wolnej strefy pozostawionej przez Stępińskiego i w rezultacie nikt nie zamykał dośrodkowań Polaków.

Drużyna Dorny próbowała agresywnego pressingu już na połowie rywala. Problem w tym, że nie całą drużyną. Najczęściej do odbioru podchodzili jedynie pomocnicy, a obrońcy zostawali na swoich pozycjach. Dzięki temu Słowacy mieli mnóstwo przestrzeni przed polską linią obrony, a wspomniana przewaga 3 na 2 w środku boiska sprawiała, że w większości przypadków nasi południowi sąsiedzi nie mieli problemu z wyprowadzeniem skutecznego ataku pozycyjnego.

Kolejny problem stanowili polscy stoperzy. Jarosław Jach i Jan Bednarek to na pewno dobrzy fachowcy i perspektywiczni piłkarze. Niestety są zbyt podobni do siebie, aby stworzyć skuteczny duet. To wysocy i silni defensorzy, którzy nie sprawdzają się w pojedynkach biegowych i za często mają problem z wyprowadzaniem piłki. W tym ostatnim elemencie mógłby wyręczyć ich defensywny pomocnik. Problem w tym, że na szóstce grał… kolejny stoper. W dodatku Paweł Dawidowicz to również drągal, który przy rozegraniu piłki raczej zwalnia grę, zamiast nadać jej odpowiedniego tempa.

Za co można pochwalić przeciwników? Na pewno za mądre granie w bocznych strefach. Słowacy zawsze mieli przewagę liczebną przy liniach bocznych i uniemożliwiali Polakom wrzutki w pole karne. Jeszcze raz należy podkreślić, że fantastyczne zawody rozegrał Lobotka. Słowak z wyczuciem regulował tempo gry, czysto przerywał akcje Biało-Czerwonych i zasłużenie został wybrany zawodnikiem meczu.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ