UDOSTĘPNIJ
fot. goal.com

Po przymusowym tygodniu przerwy miałem pisać o zbliżającym się eliminacyjnym meczu reprezentacji Polski. Po raz kolejny życie napisało zupełnie inny scenariusz. W poniedziałek dotarła z Azji bardzo smutna wiadomość. Zawał serca przerwał karierę Cheika Tioté

Przyszedł na świat w 1986 roku w Jamusukro w wielodzietnej rodzinie. Od najmłodszych lat interesował się futbolem. Regularnie kopał piłkę z kolegami na ulicy. Jego rodzina nie była zamożna, nie mogła zapewnić małemu Cheikowi choćby pary butów do gry. Zwyciężyła jednak jego miłość do sportu, dla którego wcześnie zrezygnował z nauki. Pierwszym zespołem, w którym stawiał piłkarskie kroki, było iworyjskie FC Bibo. Cztery lata później przeniósł się do Belgii, gdzie porozumiał się z Anderlechtem Bruksela. Długo występował w rezerwach tego klubu, aż wreszcie doczekał się debiutu w pierwszej drużynie. Ten w sezonie 2005/06 przypadł na mecz Pucharu Belgii. Nie był jednak szczególnie udany.

„Fiołki” w szóstej rundzie rozgrywek rywalizowały z niżej notowanym KFC Verbroedering Geel. Rozstrzygnięcia nie przyniósł regulaminowy czas gry ani dodatkowe pół godziny dogrywki. Po bezbramkowym remisie o losach meczu przesądził konkurs rzutów karnych. W jednej z serii do „jedenastki” podszedł Tioté. Młodzian jednak nie zdołał pokonać golkipera rywali. Ekipa z Brukseli przedwcześnie musiała przełknąć gorzką pigułkę porażki. Na swoją kolejną szansę Iworyjczyk czekał miesiąc, gdy trener dał mu szansę debiutu na europejskich salonach. Rywalem Anderlechtu w szóstej kolejce zmagań grupowych w Lidze Mistrzów był hiszpański Real Betis. To spotkanie także zakończyło się porażką Belgów (0:1 – przyp. red.). Po raz pierwszy w Jupiler League Cheik zagrał w 2006 roku, w zwycięskim 4:0 spotkaniu z Beveren. Wydawało się, że kariera młodego chłopaka nabierze rozpędu, jednak jego plany pokrzyżowała kontuzja.

W 2007 roku Tioté opuścił Belgię i na zasadzie wypożyczenia przeniósł się do Eredivisie, konkretnie zespołu Rody JC Kerkrade. Solidne występy już w następnej kampanii pozwoliły mu na podpisanie umowy ze zdecydowanie silniejszym Twente Enschede. W sezonie 2008/09 wywalczył z zespołem z De Grolsch Veste wicemistrzostwo Holandii. Regularne występy, okraszone jednym trafieniem zaowocowały transferem do Premier League. Po 24. letniego zawodnika sięgnęło Newcastle United. Choć kwota odstępnego utrzymywana była w tajemnicy, mówiło się, że kosztował on „Sroki” około 3,5 miliona funtów. Cheik szybko stał się stałym elementem układanki drużyny z St. James’ Park. Rozegrał w czarno-białych barwach 139 spotkań, strzelił jednego gola. To właśnie on sprawił, że o ostoi środka pola usłyszał cały świat.

5. lutego 2011 roku piłkarze Newcastle rywalizowali przed własną publicznością z Arsenalem Londyn. Po dziesięciu minutach „Kanonierzy” – po trafieniach Theo Walcotta, Johana Djourou i Robina van Persiego – prowadzili 3:0. Przed przerwą „Latający Holender” dorzucił jeszcze jedno trafienie i tylko najwięksi optymiści wśród kibiców „Srok” mogli wierzyć w pomyślne zakończenie tej potyczki. Pogrom wisiał w powietrzu. Piłka nożna ponownie pokazała jednak swoje piękne oblicze. Jednym z bohaterów widowiska został właśnie Cheik Tioté. Po zmianie stron strzegący bramki gości Wojciech Szczęsny musiał wyciągać futbolówkę z siatki aż czterokrotnie. Pierwszy raz w 69. minucie, gdy po strzale z rzutu karnego pokonał Polaka Joey Barton. Ten sam zawodnik uderzał z „wapna” w 83. minucie, a w międzyczasie na listę strzelców wpisał się również Leon Best.

Prawdziwą wisienką na torcie było jednak trafienie Iworyjczyka, ten kapitalnym wolejem spoza pola karnego zmusił polskiego golkipera „The Gunners” do kapitulacji po raz czwarty. Z prawej strony, z rzutu wolnego zagrywał Joey Barton. Futbolówka spadła na głowę jednego z zawodników Arsena Wengera, który wybił ją wprost pod nogi zawodnika grającego z numerem 24. Bombardier długo nie czekał, złożył się do strzału, huknął jak z armaty i po chwili mógł wznieść ręce w geście triumfu. Zawodnicy Alana Pardew’a udowodnili, że niemożliwe nie istniej, wyrównali na 4:4, doprowadzili tym samym stadion i swoich sympatyków do prawdziwej ekstazy. Zresztą, zobaczcie sami.

Cheik Tioté na Wyspach zanotował tylko jedno trafienie, ale sami przyznacie, że było ono przepięknej urody. Z pewnością mogło ono zaważyć o decyzji włodarzy chińskiego drugoligowca, BJ Enterprises, by w 2017 roku wyłożyć okrągłą sumkę na stół i zatrudnić w Azji 55-krotnego reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej. Spisywał się na drugiej części globu przyzwoicie, jednak już więcej nie zachwyci nikogo swoim piłkarskim talentem i determinacją w dążeniu do określonych celów. Feralnego dnia, 5 czerwca Iworyjczyk zasłabł podczas treningu i mimo szybkiej reakcji i udzielonej mu pomocy medycznej, nie udało się go uratować. Zmarł w szpitalu. Tragedia, która spotkała piłkarza i jego rodzinę jest tym większa, że w najbliższych dniach 30-latek miał zostać ojcem.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ