UDOSTĘPNIJ
fot.: facebook.com/asmonaco

O tym, jaki był miniony sezon w wykonaniu AS Monaco, wie chyba każdy czytelnik Awangardy. Przekonujący triumf w Ligue 1, piękna, nieco niespodziewana przygoda w Lidze Mistrzów, do tego, niejako na doczepkę, półfinał Pucharu Francji (oddany zresztą PSG niemal walkowerem przez wystawienie młodzieżowców i głębokich rezerw) i finał Pucharu Ligi. Nieźle, jak na zespół, którego przed sezonem nikt do podobnych zaszczytów nie ważył się typować. Zastanówmy się więc: czy Monaco z sezonu 2017/18 ma szansę być porównywalnie mocne?

Ach, co to był za skład!

Leonardo Jardim niespecjalnie rotował składem, zwłaszcza w najważniejszych meczach. Wyjściowa jedenastka rekrutowała się właściwie spośród czternastu graczy: Subasić, Sidibe, Glik, Jemerson, Mendy, Raggi, Fabinho, Bakayoko, Lemar, Bernardo Silva, Moutinho, Falcao, Germain, Mbappe. Zaznaczyć należy, że Raggi, Moutinho i Germain w większości decydujących spotkań Ligi Mistrzów oraz Ligue 1 wychodzili w podstawowym składzie głównie wtedy, gdy ktoś z reszty wyżej wymienionych był kontuzjowany, ewentualnie pauzował za kartki. Jak dotąd nie słychać poza tym o wielomilionowych ofertach za któregoś z tej trójki piłkarzy. Przeanalizujmy więc: co słychać u reszty?

Jeden już wyfrunął…

„Proszę Państwa, 26 maja 2017 roku rozpoczęło się wykupywanie graczy Monaco przez bogatsze kluby” – to właśnie parafraza słynnego cytatu Joanny Szczepkowskiej najlepiej oddaje nastrój przeciętnego kibica niedawno koronowanych mistrzów Francji. Bernardo Silva – reżyser gry monakijczyków, piłkarz wyróżniający się doskonałą techniką i przeglądem pola, a przede wszystkim facet, którego Jardim wykupił za paczkę fajek z rezerw Benfiki. Krótko mówiąc: symbol polityki transferowej i skautingu, na jakie postawili działacze klubu ze Stade Louis II po przykręceniu kurka z pieniędzmi od Dmitrija Rybołowlewa. O tym, że na Portugalczyka chrapkę ma Manchester City, a zwłaszcza Josep Guardiola, wiadomo było już w trakcie zimowego okienka transferowego. Wtedy jednak Jardimowi oraz odpowiadającemu za politykę kadrową w klubie Wadimowi Wasijlewowi udało się skutecznie przeciwstawić zakusom tak „The Citizens”, jak i innych klubów patrzących z pożądaniem na monakijskich graczy… Tym razem nie było tak kolorowo – wspierani katarskimi pieniędzmi Anglicy wyłożyli 43 miliony funtów i Bernardo mógł śmiało pozować do zdjęć w koszulce nowego zespołu, do którego oficjalnie dołączy z początkiem lipca. A co z jego kumplami z drużyny?

Bernardo Silva już w barwach MC (fot. Twitter)

Czy ktoś tu w ogóle zostanie?!

Silva nie był jedynym graczem z ekipy Jardima, na jakiego parol zagiął Guardiola. Innym celem transferowym Pepa jest bowiem lewy obrońca ASM Benjamin Mendy. Silny, atletyczny piłkarz, który na Stadion Ludwika II trafił dopiero przed rokiem z Marsylii. I zrobił taką furorę, że zapracował nie tylko na debiut we francuskiej kadrze, ale również  zainteresowanie całej plejady czołowych angielskich klubów! Obok City, walkę o jego podpis mają bowiem zamiar stoczyć derbowi rywale z United, a także szukający wzmocnień w kontekście Ligi Mistrzów Liverpool oraz marzący o odzyskaniu godności i miejsca na ligowym podium Arsenal. Czy wobec tego ktokolwiek daje monakijczykom szansę na zatrzymanie piłkarza, który sam przebąkuje o odejściu? To chyba pytanie retoryczne, tym bardziej, że kwota jaką są w stanie zaoferować monakijczykom Obywatele może być nawet wyższa niż ta otrzymana za Bernardo.

Mendy nie powinien być zresztą jedynym członkiem formacji defensywnej, który zbliżającego się lata opuści Księstwo. Bardzo podobną rolę do byłego gracza Marsylii na prawej stronie defensywy spełniał kupiony przed rokiem z Lille Djibril Sidibe. Z duetu bocznych obrońców ASM to właśnie mający malijskie korzenie zawodnik jako pierwszy osiągnął wysoką formę (bo już od pierwszych meczów zakończonego niedawno sezonu), pierwszy wybił się do reprezentacji Francji, a także początkowo częściej włączał się do ofensywy. Z czasem te ostatnie proporcje zmieniły się nawet na korzyść Mendy’ego, jednak, zdaniem wielu ekspertów, Sidibe prezentował się lepiej na przestrzeni całego sezonu. Widać więc, że odejście tego zawodnika mogłoby być dla monakijczyków dużym problemem. Według medialnych przecieków piłkarzem interesowała się nawet Barcelona, jednak póki co nie wiadomo, czy będzie on celem transferowym nowego trenera Katalończyków. Dużo bardziej konkretny jest Arsenal, ale jedną ich ofertę piłkarz zdążył już zresztą odrzucić.

Podobnie niejasna jest sytuacja Jemersona, który wieloma świetnymi występami zdążył zwrócić uwagę czołowych klubów Starego Kontynentu. Partner Kamila Glika ze środka obrony nie musi jednak wcale opuszczać mistrzów Francji, mimo kilku ofert z Anglii. Zdaniem wielu piłkarz ten jest wciąż jeszcze zbyt nierówny w swojej grze, aby błyskawicznie wywalczyć miejsce w jeszcze bardziej konkurencyjnej drużynie. Jak więc widać, linia defensywna Monaco w nowym sezonie może wyglądać całkiem inaczej, niż ta, którą zdążyliśmy się kilka razy zachwycić w zakończonej kampanii. Może… ale nie musi.

Exodus z przodu?

Pomocnicy, skrzydłowi oraz napastnicy drużyny prowadzonej przez Jardima to na rynku transferowym towar chyba jeszcze bardziej gorący, niż ich koledzy z defensywy. Najgorętszym z tych nazwisk jest, a jakże, Kilian Mbappe. Genialny nastolatek dał się poznać jako świetny egzekutor o niebanalnej technice użytkowej. Szybko okazało się, że dla urodzonego w 1998 roku piłkarza, który zdążył już podbić nie tylko Ligue 1, ale i Ligę Mistrzów, Monaco staje się za małym klubem. Do gry włączyli się niemal wszyscy wielcy europejskiego futbolu, a wszystkich przelicytować zdążyli włodarze madryckiego Realu. Florentino Perez miał zaoferować  za młodzieńca aż 130 milionów w europejskiej walucie, jednak nawet to nie skłoniło Wasijlewa (który udzielił niedawno wywiadu zapewniającego, że czołowi piłkarze pozostaną w drużynie) do przyjęcia takiej oferty. Wygląda na to, że, o ile ktoś z zainteresowanych nie zdecyduje się na wyraźne pobicie transferowego rekordu Paula Pogby, to Mbappe zostanie w klubie przez co najmniej rok. Z korzyścią zarówno dla siebie, jak i broniącego przecież prymatu w lidze ASM.

Czy genialne dziecko francuskiej piłki pożegna się z Ligue 1?
Czy genialne dziecko francuskiej piłki pożegna się z Ligue 1? (Źródło: Bleacher Report)

Znacznie trudniej może być z utrzymaniem duetu środkowych pomocników: Fabinho-Tieumune Bakayoko. Pierwszy z nich już od kilku okienek jest kuszony przez zamożniejsze kluby, głównie z czołówki Premier League i niewykluczone, że w końcu zdecyduje się na przeprowadzkę na drugą stronę kanału La Manche. Szczególne zainteresowanie pomocnikiem przejawia bowiem Jose Mourinho, który chciałby na Brazylijczyku oprzeć środek pola wracającego do LM giganta z Old Trafford. Wielki rywal monakijczyków – Paris Saint Germain – to z kolei zespół, który wymienia się jako nowego pracodawcę Bakayoko, urodzonego… w Paryżu. Sam piłkarz podkreślał w wywiadach, że o ile paryżanie zgłoszą się do niego z konkretną ofertą, chętnie przeniesie się do Parku Książąt, gdyż, pomimo gry dla innych klubów, pozostał kibicem PSG. Wygląda na to, że Wadim Wasijlew będzie musiał się nieźle nagimnastykować, aby zatrzymać w klubie wspomnianą dwójkę…

Ostatnim łakomym kąskiem na transferowym stole jest Thomas Lemar. Błyskotliwy skrzydłowy ma za sobą świetny sezon, zwieńczony wywalczeniem miejsca w reprezentacji Francji. Nic więc dziwnego, że odbiło się to echem w sąsiednich Włoszech, gdzie szczególne zainteresowanie ściągnięciem piłkarza przejawia Juventus Turyn. Niektóre włoskie media piszą wręcz, że turyńscy działacze są już po słowie, zarówno z piłkarzem, jak i jego agentem. Sam zawodnik nie komentuje jednak plotek publicznie. Nie możemy zatem z całą pewnością założyć, że ciemnoskórego skrzydłowego nie będzie już można oglądać na boiskach Ligue 1. Można jednak spodziewać się, że dla Juve nie będzie problemem zapłata za niego nawet 45 mln euro, których podobno domagać się będą dotychczasowi pracodawcy Lemara.

Oni (chyba) zostaną 

O wymienionych wyżej graczach niemal codziennie jest głośno w mediach, oczywiście w kontekście zmiany klubowych barw. Pewnym pocieszeniem, zarówno dla kierownictwa, jak i kibiców klubu z Księstwa, może być fakt, że co najmniej kilku czołowych zawodników najlepszej drużyny ostatniego sezonu Ligue 1 nigdzie się nie wybiera. Tak przynajmniej wynika z medialnych doniesień, a właściwie ich braku. No, chyba że mamy tu do czynienia z przysłowiową ciszą przed burzą. Póki co, jednak nie słyszymy o planowanym transferze Danijela Subasicia, Kamila Glika, Radamela Falcao czy Valere’a Germaina. Oczywiście nie oznacza to, że ci piłkarze nie wzbudzają niczyjego zainteresowania, jednak każdy z wymienionej czwórki ma swoje powody, aby pozostać w obecnym zespole.

Kamil Glik prawdopodobnie będzie nadal walczył w barwach ASM
(Foto: BEN STANSALL/Getty Images)

Poza Germainem, w przypadku każdego z omawianych graczy, dużą rolę spełnia metryka. Subasić, Glik i Falcao należą do tzw. „starej gwardii” w wyraźnie odmładzanej od kilku lat kadry ASM. Chorwat dopiero pod okiem Jardima stał się czołowym golkiperem Europy, a na tej newralgicznej pozycji niewiele mocniejszych ekonomicznie klubów mogłoby mu zaoferować pewność co do pozycji numer jeden między słupkami. Z kolei Kamila Glika poznaliśmy doskonale jako faceta, który nie lubi zmieniać barw klubowych co sezon. Wydaje się, że Polak, mimo mistrzostwa i miejsca w jedenastce sezonu Ligue 1, nie powiedział jeszcze we francuskiej lidze swego ostatniego słowa i jest gotów do walki o kolejne laury. Tak samo jak Falcao, który po nieudanych wypożyczeniach do czołowych drużyn Premier League w Księstwie wyraźnie odżył, momentami przypominając fenomenalnego snajpera z czasów gry w madryckim Atletico. Podobnie zresztą Germain: o ile w Nicei jedynie zgłosił akces do miana czołowego napastnika ligi, o tyle podczas gry w Monaco swą przynależność do tego grona zdecydowanie potwierdził. I to mimo konkurowania z graczami pokroju Falcao czy Mbappe…

Wzmocnienia?

Niezależnie od tego, czy zespół opuści jeden, trzech czy siedmiu graczy, nawet tak utalentowany i potrafiący reagować na boiskową sytuację trener jak Leonardo Jardim będzie potrzebował wzmocnień swojego zespołu. Pewną siłę można wykrzesać z głębokich dotąd rezerw. Tacy gracze jak Nabil Dirar, czy często walczący z urazami Gabriel Boschilla i Guido Carrillo z pewnością są w stanie osiągnąć poziom pozwalający na wysokich obrotach, tak w kraju, jak i w rozgrywkach europejskich. Do tego dodać należy wychowanka Almamę Toure, który, w sytuacji kontuzji Sidibe bądź Mendy’ego, z dużym powodzeniem łatał dziury na lewej obronie. Jest przecież brazylijski skrzydłowy Jorge, wyjęty zimą ze swojej ojczystej ligi za osiem milionów euro. Jak widać zmiennicy w talii Jardima mają całkiem niezły potencjał…

Czy belgijski supertalent zastąpi godnie Bernardo? (foto: Twitter)

Trudno jednak powiedzieć, czy to wystarczy. Nie bacząc na transferowe losy swoich gwiazd, włodarze Monaco na pewno zabezpieczą się na przyszłość wykupieniem kilku młodych, utalentowanych graczy. Takich jak choćby już zaklepany Youri Tielemans – wielka nadzieja belgijskiego futbolu, zdaniem wielu materiał na gracza pokroju Edena Hazarda (który zresztą światową sławę zyskał, gdy grał w Ligue 1). Media nad Sekwaną rozpisują się także o planach sprowadzenia z Villareal prawego obrońcy, byłego reprezentanta Hiszpanii Mario Gaspara, co ma stać się realne po ewentualnym odejściu Sidibe. Do macierzystego klubu wróci także z Bastii robiący aktualnie furorę na MŚ U-20 Alexandre Saint-Maximin.

Jak widać przyszły sezon nie musi oznaczać degrengolady Monaco. Odejście przynajmniej części z graczy obecnego składu wcale nie musi być przesądzone, a w ich miejsce w kadrze klubu mogą znaleźć się równie wartościowi następcy. Niewątpliwie jednak klub z Stade Louis II będzie jednym z najpilniej śledzonych przez kibiców podczas codziennych meldunków medialnych z rynku transferowego. Jak to się skończy? Wydaje się, że wiele będzie zależało od zdolności przekonywania Wadima Wasijlewa… Sympatycy ASM, nie traćcie więc nadziei – ten facet nie raz udowodnił, że wie, o co w tym biznesie chodzi!

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ