#AJXMUN: Misterny plan Mourinho zrealizowany

#AJXMUN: Misterny plan Mourinho zrealizowany

O tym, że Jose Mourinho potrafi zneutralizować każdego przeciwnika, o ile ma dostępne środki, wiemy od lat. To urodzony zwycięzca, chorobliwie ambitny człowiek, który dla wzbogacenia gabloty jest w stanie poświęcić piękno gry.

Dla Manchesteru to był mecz o wszystko. Jose Mourinho od tygodni budował presję wokół finału Ligi Europy rozgrywanego w Sztokholmie. Już od wygranego rewanżu z Celtą Vigo przygotowywał się tak, by z Ajaksem Amsterdam zapewnić swojej drużynie pierwszy po erze Sir Alexa Fergusona awans do Ligi Mistrzów.

Ajax nie odczuwał praktycznie żadnej presji. Sam fakt dojścia tego zespołu do finału rozgrywek europejskich był sensacją i największym sukcesem od lat. Pamiętamy, że zanim holenderski zespół na dobre się rozkręcił, ledwo wyeliminował Legię Warszawa. Z resztą finał okazał się być spotkaniem między dwoma zespołami, które przez każdą wcześniejszą fazę ledwo się prześlizgnęły. Ajax był klubem zupełnie niespodziewanym. Manchester United, zdecydowany faworyt tych rozgrywek i najbogatszy klub świata, przejechał te rozgrywki na remisach i skromnych zwycięstwach 1:0.

O tym, że Jose Mourinho potrafi zneutralizować każdego przeciwnika, o ile ma dostępne środki, wiemy od lat. Ten gość potrafi wygrywać finały, co czynił dwunastokrotnie. To urodzony zwycięzca, chorobliwie ambitny człowiek, który dla wzbogacenia gabloty jest w stanie poświęcić piękno gry. Cel uświęca środki, a wszystko podporządkowane jest wygranej.

Nie spodziewaliśmy się pięknego, zapadającego w pamięć spotkania, lecz przede wszystkim walki, piłkarskich szachów ze strony Zjednoczonych i rozpaczliwych prób Ajaxu. Tych było za mało, a Manchesterowi dopisywało szczęście. Najpierw rykoszet po strzale Paula Pogby pozwolił Czerwonym Diabłom wyjść na prowadzenie. Już ta bramka stawiała zespół z Amsterdamu w beznadziejnej sytuacji. Mierzyli się bowiem z drużyną, która najlepiej (może za wyjątkiem Juventusu) potrafi zneutralizować przeciwnika.

Drugi raz szczęście dopisało na samym początku drugiej połowy. Po stałym fragmencie gry i zamieszaniu w okolicach piątego metra piłkę po ekwilibrystycznym kopnięciu do bramki wbił Henrikh Mkhitaryan. Było już po meczu, chociaż Ajax dalej starał się walczyć. Ofensywnie byli jednak za słabi. Brakowało pewności siebie, bo chociaż dochodzili do kilku sytuacji strzeleckich, nie potrafili oddać uderzenia, które zmusiłoby Sergio Romero do jakiegokolwiek wysiłku. Na pochwałę zasługuje natomiast defensywa z Amsterdamu. Owszem, popełnili błąd przy drugiej bramce, ale znakomicie radzili sobie z atakiem pozycyjnym United. Często po interwencji obrońców któryś z piłkarzy z Manchesteru lądował na ziemi. Jak pokazywały powtórki , wszystkie te odbiory imponowały czystością i pewnością.

Wielkim  nieobecnym spotkania był oczywiście Zlatan Ibrahimović. Na stadionie, przed którym ten piłkarz-legenda ma swój pomnik, a obiekt prawdopodobnie w przyszłości będzie nazywał się od jego imienia, w meczu przeciwko zespołowi, w którym zabłysnął i wypromował się, Zlatan musiał zasiąść na trybunach i oglądać swoich kolegów. Piłka nożna pełna jest pięknych i niespodziewanych momentów. Niestety, zdarzają się również przykre, a nawet tragiczne niespodzianki. To byłaby wspaniała historia, gdyby Szwed zagrał w tym spotkaniu i strzelił bramkę. Idealne ukoronowanie kariery, którą zakończył na najwyższym poziomie, przechodząc do najtrudniejszej ligi świata w wieku, w którym wielu piłkarzy już nie wychodzi na boisko. W przyszłym sezonie Ibrahimović jeszcze zagra, ale nie będzie to już jedna z największych europejskich lig, które w swoim życiu zdominował. Na pocieszenie pozostało mu świętowanie sukcesu swojego klubu, do którego sam się przyczynił.

Manchester United zrealizował swój cel. Mimo miejsca w lidze poza TOP4, zapewnił sobie start w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Sprawia to, że zobaczymy aż pięć zespołów z Anglii walczących o najcenniejsze trofeum na kontyne. To sprawia, że w samej lidze w będzie ciekawie, ponieważ od dwóch lat Premier League wygrywa zespół, który w zwycięskim sezonie nie uczestniczy w europejskich pucharach. Wniosek – można wyczuć kolejnego czarnego konia na Wyspach.

Rate this post