UDOSTĘPNIJ
fot. niebiescy.pl

Przyszła nowa liczba – 2833 dni. Okres to mroźny, ale i suchy, nieobfitujący w zwycięstwa. Długie siedem lat, dziewięć miesięcy i trzy dni przykryły świątynię marszałka grubym na łokieć białym kożuchem; zielona murawa ukryła się pod obfitą okiścią, biel i czerwień na długi okres kłuły oczy w dzień przy słońcu, a nocą przy księżycu migotały jakoby iskry niknące po stężałej od mrozu powierzchni; kolejna szansa zbliżała się do serc ludzkich, a ubogie białe ptactwo stukało dziobami do szyb szedzią i biało-czerwonymi kwiatami okrytych. 

Sierpniową porę, kiedy to „Biali” po raz ostatni polegli na terenie rywala doskonale pamięta książę Adrian ze Zduńskiej Woli. To właśnie jego męstwo i odwaga sprawiły, że nadzieje w sercach „Czerwonych” odżyły na nowo. Pierwszy cios zadali najeźdźcy, właściwie hetman Mariusz z Poznania, ale kolejne dwa zabójcze ataki wyprowadzili żołnierze legendarnego króla Pawła. Szczególnie drugi zabolał wojaków namiestnika „Wesołego” Grzegorza, któremu przydomek po walce z pewnością nie sprzyjał. Ból zadał były wojownik „Białych”, wychowujący się w szeregach „Czerwonych”, by następnie być rzucanym po świecie w poszukiwaniu swojego miejsca. Mowa o Radosławie „Napastliwym”, który dwie minuty po ciosie księcia Adriana wyprowadził ten decydujący – prosto w serce. Zgromadzeni dookoła sympatycy rywali grzmieli – Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni. Choć przewaga prowadzących rosła, ale przecie nie każda kula zabija, inaczej by już ludzi nie było na świecie, bo matki by nie nastarczyły rodzić.

Wracając do czarta, okazał się on katem, bo wszyscy mieli w pamięci, jak jeszcze sześć roków wcześniej był jednym z „Białych” braci. Jego ogon na mszę zadzwonił jeno symbolicznie, natomiast po dziewięćdziesięciu minutach wybrzmiała prawdziwa trąba, rozjemcy Piotra z Kalisza, który dał sygnał do zakończenia bojów. Wcześniej motywujący najeźdźców krzyczeli doń z oddali, kończ waść, wstydu oszczędź. On jednak niewzruszony oczekiwał na dogodny moment, by zaprosić oba szwadrony na zasłużony odpoczynek. Zwycięstwo smakowało wyjątkowo, ale i odwagę w nieprzyjacielu cenić należy, albowiem to właśnie on jako pierwszy sztandar „Czerwonych” pochwycił. Ten został mu odebrany szybko i następnie porwano „Białą” chorągiew, więc faktów przeinaczać nie wypada.

Ostrożnym trzeba być. Kto chce, by go woda nie porwała, musi umieć pływać, a kto idzie lasem, w którym dróg nie ma, ten często musi stawać i miarkować, w którą mu stronę iść należy. Takie słowa swoim żołnierzom przekazywał w trakcie odpoczynku po pierwszej części bitwy król Paweł z Pabianic. Zdania wypowiadane przez władcę okazały się znamienne, bo tętno w sercach „Czerwonych” szybko zostało przywrócone do normalnego tempa. Nie wszystkie frazesy dowódcy zapisały się jednak złotymi zgłoskami – Smoła tak nie przylega do szaty, jak niesława do imienia! Prorocze kwestie okazały się przykrymi w skutkach. Kolejne bitwy na marszałkowskiej ziemi okazały się dla gospodarzy niepomyślne. 2833 dni – tyle trwała ich niemoc. Pierwsza porażka przyszła w czasie, o której napisane zostało w „Scyzoryku i zapałkach”. Nie należy tych treści na nowo przytaczać.

Trzeba jednak pamiętać, że taki to już u nas obyczaj, aby winę zawsze na wodza składać. Po gorszej dyspozycji „Czerwonych” w kolejnych potyczkach, a także jesiennej niemocy w bezpośrednim starciu z odwiecznym rywalem, żołnierzy pożegnał mąż o inicjałach „MP”. Jego miejsce zajął charyzmatyczny Hetman Przemysław, który tchnął w zespół nowego ducha. Również po drugiej stronie barykady nastąpiły zmiany. Wielkiej fantazji kawaler, choć gorączka okrutny o inicjałach „MP” ustąpił miejsca małomównemu i skrytemu księciu Wojciechowi, którego zasługi dla „Białych” ogromne. Wielu doń sceptycznie podchodziło, ale przecie w bitwie miejsca się nie wybiera, jeno się stoi, gdzie każą. Najbliższa rywalizacja, acz wciąż niewiadoma, zapowiada się zacnie, tylko wielka szkoda, że wsparcie w niej otrzyma ino jedna ze zwaśnionych stron. Jedno jest pewne, powtórzenie jesiennego rezultatu nie zadowoli nikogo, wszak stawką bitwy jest możliwość rywalizacji z jeszcze większymi.

Bitwa w świątyni marszałka zatrzęsie łódzką ziemią. Sprawi, że do wojny wytoczone zostaną najcięższe działa. Naprzeciwko siebie wieczorową porą stanie dwóch bombardierów. Reprezentujący „Białych” Jewhen ze Wschodu, jeśli tylko sił mu starczy będzie chciał zdobyć fortecę, na czele, której stoi niezłomny książę Wolan.  Po stronie „Czerwonych” szczególnie groźny winien być duet szarżujących braci. Choć oni z matek i ojców są różnych, to na polu bitwy wyglądają podobnie. Jeden za drugiego życie gotów oddać. Mowa oczywiście o wkraczającym w ćwierćwiecze Mateuszu, o którym Michał wołają, a także pułkowniku Danielu, którego nazwisko wielokrotnie potwierdzało, że „Czerwony” chleb jest jego dziełem. Obaj mężowie pochodzą ze zwaśnionej stolicy, ale swe nowe barwy szanują i nie zezwalają, by olśniewający sztandar dostał się w niepowołane ręce.

Nie należy także zapominać o wymienianym wcześniej księciu Adrianie ze Zduńskiej Woli. Wszak on jako ostatni z obecnych ustrzelił „Białych” i w pamięci ma wyjątkowe zwycięstwo, na które wszyscy mający czerwone serca wyczekują blisko osiem roków. Trzeba w majowy wieczór wybronić świątyni i pokonać odwiecznego rywala. Nad sprawiedliwością czuwać będzie opatrzność i rozjemca Tomasz „Kwiecisty”, którego aż z Warszawy ściągnąć postanowiono. Czeka go trudne zadanie, gdyż temperatura z każdą kolejną sekundą rosnąć będzie do stanu niebotycznego. Ostatecznie jednak niech w te ciężkie czasy wspólnymi siłami zbiorą się wojownicy i dadzą radość swoim. Ku pokrzepieniu serc.

Legenda:

„Czerwoni” – Widzew Łódź
„Biali” – ŁKS Łódź
książę Adrian ze Zduńskiej Woli – Adrian Budka
hetman Mariusz z Poznania – Mariusz Mowlik
król Paweł (z Pabianic) – Paweł Janas
namiestnik Wesoły Grzegorz – Grzegorz Wesołowski
Radosław Napastliwy – Radosław Matusiak
Piotr z Kalisza – Piotr Wasielewski
mężowie o inicjałach „MP” – Marcin Płuska i Marcin Pyrdoł
książę Wojciech – Wojciech Robaszek
Jewhen ze Wschodu – Jewhen Radionow
książę Wolan  – Patryk Wolański
Mateusz zwany Michałem – Mateusz Michalski
pułkownik Daniel – Daniel Mąka

Tekst powstał we współpracy z serwisem internetowym widzewlodz.pl

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ