UDOSTĘPNIJ
Legia
fot. sport.interia.pl

Hit Ekstraklasy, święta wojna, mecz o mistrzostwo, klasyk – takie spotkanie można określić na wiele sposobów. Każdy wie, że chodzi o drużyny, które od kilku lat dzielą między siebie mistrzostwa Polski. Tym razem Legia i Lech zagrały przeciwko sobie na Łazienkowskiej w ramach rozgrywek w grupie mistrzowskiej.

Węgierski jeździec bez głowy

Pierwsza połowa to dominacja Legii i kompletny brak argumentów Lecha. Można tutaj mówić o szybko strzelonym golu Vadisa Odjidjy-Ofoe, który ustawił mecz, ale Kolejorz był zdecydowanie źle przygotowany do tego spotkania. O ile w obronie Lechici potrafili grać w miarę hermetycznie, to przy wyprowadzaniu ataku zawodnicy Nenada Bjelicy biegali bardzo daleko od siebie. Było to kompletne przeciwieństwo gry Legii Warszawa. Gospodarze szybko tworzyli trójkąty i czworokąty tak, aby każdy piłkarz miał zawsze 3-4 możliwości do zagrania piłki. W obronie Legia bardzo szybko reagowała na pomysły Lecha i miała przewagę liczebną w każdym sektorze na swojej połowie.

Poza tym należy pamiętać o Odjidjy-Ofoe. Ten zawodnik wyrasta ponad Ekstraklasę. Dzięki jego umiejętnościom prowadzenia piłki i wymuszania fauli Legioniści zawsze mają czas na przygotowanie odpowiedniego rozstawienia w fazie ataku. Bardzo dobrze patrzyło się na grę młodego Dominika Nagy’ego. Piłka nie sprawiała mu problemów, przegląd pola pozwalał wypracowywać sytuacje kolegom a odpowiednia szybkość była kluczowa w pojedynkach z Wołodymyrem Kostewyczem. Jedynym problemem był fakt, że Nagy czasem nie wyczuwał intencji kolegów. Z tego powodu zaliczył kilka niepotrzebnych sprintów, które musiały kosztować go mnóstwo sił. Warto również wspomnieć o niesamowitych podaniach Macieja Dąbrowskiego. Jedno z nich Vadis zamienił na gola.

Błąd Bjelicy

W drugiej połowie Lechici grali nieco bliżej siebie. Ataki zaczęły się kleić i drużyna z Poznania o wiele dłużej utrzymywała się przy piłce na połowie Legii. Wyglądało na to, że Lech przejął kontrolę nad meczem. W tym momencie Nenad Bjelica zdecydował się wprowadzić w krótkim czasie dwóch piłkarzy: Marcina Robaka i Abdula Aziza Tetteha. Formacja zmieniła się na 4-4-2. Wydaje się, że był to błąd. Po drugiej stronie biegali Jodłowiec, Kopczyński, Moulin oraz Odjidja-Ofoe. Każdy z nich może wejść w rolę środkowego pomocnika, więc w środku boiska Legia miała przewagę czterech na dwóch.

Stołeczny klub zdecydowanie zasłużył na zwycięstwo w tym spotkaniu. Legia pozwoliła Lechowi na oddanie jednego celnego strzału. W poprzednich sezonach zwycięzca bezpośredniego starcia po ostatniej kolejce zostawał mistrzem kraju. Jednak w tym roku w grze liczą się ciągle Lechia i Jagiellonia, więc Legia musi jeszcze poczekać ze świętowaniem.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ