UDOSTĘPNIJ
Fot: The Independent

Spotkanie będące ostatnim ligowym na starym obiekcie Tottenhamu zostało rozegrane w perfekcyjnych okolicznościach dla gospodarzy. Zespół już wcześniej zapewnił sobie wicemistrzostwo Anglii po bardzo udanym sezonie w Premier League. Przystępował do tego meczu pozbawiony presji wyniku. Jedyną istotną motywacją było dla Kogutów godne pożegnanie z White Hart Lane. Przy tej okazji do Londynu przyjechał Manchester United.

Czerwone Diabły zdziesiątkowane kontuzjami, w rezerwowym składzie i myślące przede wszystkim o meczu z Ajaksem w finale Ligi Europy – Jose Mourinho najchętniej pewnie oddałby ten mecz walkowerem. Gdyby to był Football Manager, z pewnością poszedłby na urlop do czasu przygotowań do jego meczu o wszystko. W poprzednim spotkaniu zadeklarował już, że na wyniku w Premier League mu nie zależy. Przeciwko Arsenalowi, z którym mógł wówczas jeszcze teoretycznie rywalizować o czwarte miejsce, wystawił rezerwowy skład. Tak samo było dzisiaj. Podstawowym celem Czerwonych Diabłów na ten mecz było przetrwanie. Jedynym piłkarzem, którego można było poświęcić, był Eric Bailly, który z Ajaksem nie wystąpi, ponieważ w rewanżu z Celtą Vigo dostał czerwoną kartkę. Francuz rzeczywiście jako jedyny dawał z siebie wszystko, będąc najlepszym graczem United również w ofensywie. Wiele to mówi o postawie MU.

Ten mecz był świetnym podsumowaniem sezonu Tottenhamu. Gracze Mauricio Pochettino zaprezentowali ten sam ofensywny, kombinacyjny futbol, którym zachwycali kibiców. To zdecydowanie najefektowniej grający zespół w Anglii. Zejścia Harry’ego Kane’a do rozegrania, rajdy Dele Alliego w pole karne, piłki dogrywane dokładnie co do centymetra przez Christiana Eriksena – to wizytówki tego klubu i obyśmy więcej takich zagrań oglądali również w przyszłej kampanii.

Zakończyło się na wyniku 2:1 dla gospodarzy. Nie odzwierciedla to jednak przewagi, jaką miały Koguty. Gdyby Kane i spółka mieli więcej szczęścia i innego bramkarza naprzeciwko siebie, mogłoby być równie dobrze 5:1. United zdołali odpowiedzieć tylko bramką Wayne’a Rooneya po kapitalnym zagraniu Anthony’ego Martiala.

Do idealnej atmosfery piłkarskiego święta zabrakło tylko ładnej pogody. Kibice Tottenhamu bawili się świetnie i zaprezentowali imponującą odprawę na pożegnanie miejsca, które dla wielu z nich było drugim domem. Szkoda tylko, że wbrew oficjalnej prośbie klubu nie zdołali powstrzymać się przed wbiegnięciem na boisko po końcowym gwizdku sędziego.

White Hart Lane

Tottenham przeprowadził się na ten stadion już w roku 1899. Pierwszym oficjalnym meczem na obiekcie było spotkanie z Notts County wygrane 4:1 w obecności pięczi tysięcy kibiców. Największą frekwencję na WHL zanotowano w 1938 roku w meczu Pucharu Anglii z Sunderlandem – 75038 widzów. W wyniku zmian przepisów po tragedii na Hillsborough pojemność stadionu została zredukowana i na koniec swojego funkcjonowania mógł on pomieścić niewiele ponad 36 tysięcy kibiców. Koguty przenoszą się na nowy obiekt o planowanej pojemności 61 tysięcy widzów. W sezonie 2017/2018 swoje domowe spotkania będą rozgrywać na Wembley.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ