UDOSTĘPNIJ
fot.: managingmadrid.com

2 maja 2012 r., 50. minuta starcia Athletiku z Realem Madryt na San Mames w Bilbao. Po dośrodkowaniu Xabiego Alonso z rzutu rożnego bramkę na 3:0 zdobywa Cristiano Ronaldo. W ten oto sposób Portugalczyk pieczętuje mistrzostwo Hiszpanii dla swojego klubu. W Madrycie panuje fiesta. Panie sprzedawczynie w całodobowych nie nadążają z wydawaniem szampanów uradowanym kibicom. Nikt się jednak wtedy nie spodziewał, że przez następne pięć lat Real nawet nie powącha tego trofeum. Dzisiaj jednak, pokonując Sevillę 4:1, „Królewscy” zrobili milowy krok w stronę odzyskania godności i przełamania klątwy.  

Tezę, że Real Madryt jest drużyną turniejową, zdecydowanie można by zdecydowanie wybronić. Jednak bądźmy szczerzy, takie wymówki nie są godne tak potężnej marki. A przecież nie samą Ligą Mistrzów żyje człowiek. Jest to zadra na honorze „Los Blancos”, że w przeciągu pięciu lat zdobyli mistrzostwo La Ligi mniej więcej tyle razy, ile Zlatan Ibrahimović trofeum Champions League w swojej karierze. Na szczęście sympatyków drużyny z Santiago Bernabeu w końcu odnalazł się człowiek, który jest na dobrej drodze do złamania klątwy. Człowiek – legenda. Zinedine Zidane.

Francuz postanowił z lekka zaryzykować i odstawić od pierwszego składu Marcelo, Lukę Modricia, Casemiro czy Karima Benzemę. Jasne, częste rotacje są najważniejszym punktem programu wyborczego Pana Zidane’a, ale jednak należy wziąć pod uwagę, że gracze Sevilli to nie są ogórki przyjeżdżające do Madrytu, aby zostać przerobione na mizerię. Nawet pomimo kilku absencji paczka z Andaluzji jest wymagającym oponentem.

Jeśli ktoś śledził mecz tylko za pomocą FlashScore’a, to mógł mieć wrażenie, że gospodarze całkowicie zdominowali mecz i zakończyli go praktycznie przed gwizdkiem sędziego kończącym pierwszą połowę. Spotkanie wyglądało jednak troszkę inaczej. Sevilla prezentowała się zdecydowanie estetyczniej, ale to Madryt strzelał bramki. Sprytnym, pięknym strzałem z rzutu wolnego wynik spotkania otworzył Nacho, natomiast potem Cristiano znalazł się świetnie w zamieszaniu pod bramką Sergio Rico.

W drugiej części spotkania do siatki trafił w końcu Stevan Jovetić – absolutnie najlepszy zawodnik dzisiejszego spotkania po tej stronie barykady. Gdyby tylko skuteczność u niego nie szwankowała, to prawdopodobnie byłby już wpisany czerwonym długopisem do dzienniczka Pereza w zakładce „do kupienia”. Ogólnie Sevilla chwilami prezentowała się bardzo ciekawie, grała z polotem. Na szczęście fanów „Los Blancos” słupki, poprzeczka i Keylor Navas byli dzisiaj w dobrej dyspozycji.

Ogólnie rzecz biorąc ten mecz był odpowiedzią na pytanie „dlaczego gra wiecznie Karim Benzema zamiast Alvaro Moraty?”. Lubię Hiszpana, doceniam jego ambicję, wolę walki i fakt, że jest solidnym zmiennikiem. Ale to nie jest ten najwyższy światowy poziom, który mógłby mu dać na stałe miejsce w wyjściowej jedenastce. Karim ma swoje mankamenty, ale jak nikt inny rozumie się z Cristiano, potrafi się cofnąć, rozegrać, zejść do boku. Genialnie czuje grę. Morata co prawda ma bardzo dobre statystyki, ale jak dla mnie jest on typowym klockiem do stania w polu karnym i wykańczania akcji. Ale od tego w Madrycie jest CR7.

Z bardzo dobrej strony, oprócz wyżej wspomnianego Joveticia, zaprezentowali się Marco Asensio oraz Nacho. Ten pierwszy brał na siebie ciężar rozgrywania, był ciągle pod grą i po raz kolejny zaśmiał się prosto w twarz tym, którzy twierdzą, że w Realu nie ma szans się przebić, nie będąc gwiazdą. Defensor natomiast zdobył bramkę, zaliczył asystę i robił wiatr na skrzydle, świetnie zastępując Marcelo. No i oczywiście zdobywca dwóch bramek, lider ekipy – Cristiano.

Sevilla pomimo wielu absencji zaprezentowała się całkiem przyzwoicie. Cieszyli oko swoją radosną grą, ale w ten sposób niestety nie zdobywa się punktów. Przez wynik Barcelony z Las Palmas został zachowany w tabeli status quo, więc losy tytułu o mistrzostwo Hiszpanii sezonu 2016/17 rozstrzygną się już w najbliższych dniach.

Real Madryt 4:1 Sevilla

10′ Nacho

23′ Ronaldo

49′ Jovetić

78′ Ronaldo

84′ Kroos

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ