Rak czy RiGCZ #15: Nowy kontrakt dla Arsene’a Wengera

Rak czy RiGCZ #15: Nowy kontrakt dla Arsene’a Wengera

Nie ma chyba trenera na świecie, o którego zwolnieniu mówiłoby się więcej w tym sezonie niż o tym Francuzie. Arsene Wenger jednak, nie zwracając uwagi na wywieszane przez kibiców napisy „Wenger out”, szykuje się do podpisania nowego kontraktu z Arsenalem. Czy to dobre posunięcie dla Kanonierów?

Piotr: Czara goryczy, do której od paru lat nalewa Arsene Wenger wraz ze swoimi podopiecznymi, już dawno groziła przelaniem. Wszystko wskazuje, że Francuz wypije całą tę gorycz podpisując nowy kontrakt z Arsenalem. Tymczasem głosów sprzeciwu słychać coraz więcej. ,,Wenger Out” pojawiło się już kilka lat temu i w każdym kolejnym sezonie było mniej lub bardziej intensywnie przypominane, jak na przykład legalni bukmacherzy. Tym razem ten slogan pojawia się wszędzie. Począwszy od inauguracji Donalda Trumpa, poprzez napisy malowane przez drogowców na ulicach, na weselach czy koncertach skończywszy. Podejrzewam, że do akcji podłączają się także kibice innych drużyn czy to ze złośliwości czy z chęci uczestnictwa w zbiorowym linczu. Istnieje obawa, że kibice Arsenalu zaczną w końcu tatuować sobie te słowa na ciele co będzie wyrazem zarówno ich ogromnego sprzeciwu wobec kierunku prowadzenia tego klubu, jak i niezłomności zarządu wobec tego sprzeciwu.

Rak czy RiGCZ #15: Nowy kontrakt dla Arsene’a Wengera

Klub jest obecnie w kiepskiej sytuacji i nie można już tego wytłumaczyć budową stadionu ani plagą kontuzji. Najwyższy czas żeby poleciały głowy winnych. Tego domaga się już większość kibiców Kanonierów. A przecież każdy ma z pewnością dla Wengera szacunek i sympatię za to czego dokonał w przeszłości. Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. AW już dawno przegapił ten moment, a teraz pozostając na stanowisku pogrąża ten klub oraz cały swój trenerski dorobek.

Paweł: Problem jest tylko taki, że żaden trener z dostępnych nie gwarantuje jak dla mnie polepszenia jakości gry Arsenalu. Co by nie mówić o Wengerze, to jednak zawsze to niezbędne minimum osiąga – Kanonierzy co roku przechodzą fazę grupową Ligi Mistrzów oraz zajmują miejsce w czołówce Premier League. Nie mam problemu z trenerskimi umiejętnościami Wengera, bardziej chodzi tu o motywację.

Pamiętajmy, że Francuz musiał przez lata mierzyć się z ciężkimi warunkami w klubie: najpierw spłata stadionu i przymusowe odsprzedawanie co okno największych gwiazd, a potem rządy Kroenke, czyli marazm.  Może być na przykład freebet czyli bonus bez depozytuMarazm, który zdaje się udzielił Wengerowi. Dlatego, bez zmiany zarządu, nie ma sensu dla mnie zmiana Wengera. On jest dla mnie gwarantem minimum przyzwoitości w Arsenalu.

Piotr: W jednej kwestii się zgodzę – Stan Kroenke to najgorsze co spotkało Arsenal. Biznesmen traktuje ten klub jako dochodowe przedsiębiorstwo. Jako jeden z niewielu włodarzy na świecie wypłaca sobie dywidendę. Inni właściciele klubów, wypracowany zysk przeznaczają na inwestycje, a zarabiają na stałym wzroście wartości klubu. Spójrzmy na Romana Abramovica – zainwestował setki milionów w transfery i rozwój infrastruktury. Wszyscy myśleli, że szasta pieniędzmi. Wartość marki, którą nabył za 233 miliony dolarów zbliża się do 2 miliardów.

Problem w tym, że AW jest kwintesencją filozofii Kroenke. W swoim zadufaniu, będąc z wykształcenia ekonomistą, przyjmuje ochłapy niechętnie oferowane przez zarząd i jest przekonany, że to wystarczy do osiągania sukcesów. Sam przyznawał w wywiadach, że nie rozumie sum oferowanych za piłkarzy w dzisiejszych czasach. To przykre, skoro 100 milionów wydane na Pogbę przez United zdążyło ponoć zwrócić się w jeden sezon z samego marketingu. Jego wiedza na temat finansów jest ewidentnie przestarzała.

Uważam, że akcja ,,Wenger Out” jest trochę niewłaściwie skierowana. W tym klubie zarząd nie sprawuje władzy. Tam dzieli i rządzi AW. Jak napisał angielski historyk Lord Acton: ,,Każda władza deprawuje, władza absolutna deprawuje absolutnie”. Właśnie z taką, dwudziestoletnią deprawacją mamy w tym klubie do czynienia. Ile to już razy Wenger blokował decyzję zarządu? Tam decydentem w ważkich sprawach jest tylko on sam i nie pozwoli sobie wytknąć błędu. A błędy popełnia. Każdy sezon był zawalany m.in. przez sytuację, w której zawodnik bez formy był eksploatowany przez 5-7 meczy (patrz np. Walcott). Wszyscy krytykowali – media, kibice, ale W wiedział lepiej.

Z tego też powodu w trakcie jego pobytu w klubie obserwowaliśmy odpływ graczy z charakterem jak Viera czy Henry, zastępowanych przez zawodników potulnych jak baranki – na boisku, a jeszcze bardziej w szatni, totalnie podporządkowanych. Kiedy Thierry Henry, pracujący w pionie młodzieżowym Arsenalu, pozwolił sobie na antenie Sky Sports skrytykować W, natychmiast dostał ultimatum i opuścił klub. Późniejsza decyzja zarządu o ponownym zatrudnieniu legendy, została także przez menedżera zablokowana.

Niedawno pojawił się pomysł zatrudnienia dyrektora sportowego, którym de fakto powinien moim zdaniem być właśnie Wenger. Pozwól, że przytoczę jego wypowiedź na ten temat:

,,Nie, nie zatrudnimy dyrektora sportowego. Nawet nie wiem za co odpowiada taka osoba. Czy to ktoś, kto kieruje piłkarzami? Nigdy nie rozumiałem co oznacza „dyrektor sportowy””
Jestem menedżerem Arsenalu i dopóki będę piastował to stanowisko, to ja będę decydował, co dzieje się w klubie od sprawy technicznej. To tyle.”

W tej wypowiedzi łączy się wszystko: arogancja, despotyzm, ignorancja. Pokazuje jakim człowiekiem stał się ten legendarny menedżer.

Paweł: Zgodzę się z twierdzeniem, że Arsene Wenger wpasował się z musu w filozofię Kroenke, ale nie wiem co innego miał zrobić. Dostaje określony budżet, widzi jak wygląda finansowanie i stara się z gówna ukręcić bat. Wątpie czy inny menedżer będzie miał jakikolwiek wpływ na Amerykanina i wyciągnie więcej kasy do budżetu transferowego. Śmiem w to wątpić, patrząc na przykłady innych klubów zarządzanych przez Kroenke. Wenger więc miał wybór dostosować się albo odejść. Wybrał, co naturalne, to pierwsze.

Odpływ graczy pokroju Henry’ego i Vieiry to był efekt braku finansów i możliwości zaoferowania tym piłkarzom piłki na najwyższym poziomie. Spłata stadionu znacząco wtedy uszczupliła finanse klubu i nie było to dla mnie zaskoczeniem. Faktem jest Wenger przygotował się na to i znalazł godnych dla nich zastępców – Fabregasa i van Persiego. Oni w swoim czasie poszli tą samą drogą co Henry i Vieira, również z powodów finansowych.

A co do władzy absolutnej Wengera, również mnie to nie dziwi. Łączenie funkcji dyrektora sportowego i trenera to stara angielska tradycja, a Francuz w tych warunkach funkcjonuje już ponad 20 lat. Menedżer rządzi i dzieli oraz jest rozliczany z wszelkich wyników. Na tej samej zasadzie działał w Manchesterze United sir Alex Ferguson, kolejny despota, potrafiący rzucić butem w jedną ze swoich największych gwiazd czy zmusić do odejścia zawodnika, który mu się nie podporządkował (Jaap Stam przykładowo). Bo obaj trenerzy wyznają prostą maksymę: to oni rządzą, a nie piłkarze. I słusznie! Swoją drogą, jakoś SAF-a taka krytyka nie spotyka, ponieważ miał lepsze wyniki. No i miał do dyspozycji zdecydowanie więcej pieniędzy.

Wracam do mojego pierwszego argumentu – w obecnych warunkach, jakie Kroenke stworzył w Arsenalu, nie widzę trenera, który gwarantowałby lepsze wyniki niż Wenger. Dlatego jestem za podpisaniem z nim kontraktu i pozostawieniem na stanowisku trenera, aż do momentu, gdy uda się (oby) wyrugować pazernego Amerykanina z Arsenalu. Wtedy nadejdzie moment zwolnienia Wengera i przebudowy Arsenalu. Wcześniejsza wymiana trenera poskutkuje, moim zdaniem, popadnięcia Arsenalu w mizerię i walkę corocznie nie o Ligę Mistrzów, a Ligę Europejską.

Piotr: Wydaje mi się, że zmiana na tym stanowisku musiałaby wstrząsnąć zarządem. Wenger jest dla nich wygodny, ponieważ zgadza się na minimalistyczne podejście do budżetu i płac. Te zaś są poniekąd wyznacznikiem ambicji klubu. W tym momencie Arsenal nie jest w stanie ściągać największych gwiazd światowej piłki mimo, że finansowo mógłby sobie na to pozwolić. Każdy piłkarz, który chce coś ugrać – wracam do tego, że brakuje graczy z charakterem – wybierze prędzej Chelsea albo Manchestery, a nie klub, w którym panuje kilkunastoletnia sportowa stagnacja. Szansa, że skauci Arsenalu wynajdą spod ziemi prawdziwą perełkę, której nie dostrzeże również konkurencja jest bliska zeru.

Zatrudnienie znanego nazwiska dałoby zawodnikom na świecie sygnał, że klub, którego potencjału nikt nie ma prawa kwestionować, zamierza w końcu walczyć o trofea. Nowy trener w negocjacjach z zarządem ma prawo zażądać deklaracji dotyczącej budżetu na transfery, a także przedstawić własną listę piłkarzy do ściągnięcia. Bardzo często za takim nazwiskiem podążają również klasowi zawodnicy, z którymi współpracował wcześniej.

Nie twierdzę, że taka zmiana nie byłaby ryzykowna i nie odbiłaby się czkawką na kilka sezonów. Ryzyko jest, ale gdyby decyzja była dobrze przemyślana, zostałoby znacznie zminimalizowane. Moim zdaniem najważniejsze jest przerwanie marazmu w jakim Arsenal tkwi od ponad 10 lat. Jakiś czas temu w mediach mówiło się o zainteresowaniu Massimo Allegriego tym stanowiskiem. Chciałby prawdopodobnie sprawdzić się w trenerskiej lidze mistrzów jaką stało się ostatnio Premier League. Teraz wydaje się, że zarząd przegapił okazję dogadania się z Włochem, ale na świecie jest parę nazwisk pewnych, które nie przyniosłyby wstydu temu klubowi. Osobiście marzyłby mi się okres przejściowy z Manu Pellegrinim i Thierry’m Henry jako asystentem. Niestety na tę chwilę to marzenia ściętej głowy…

5 (100%) 1 vote