UDOSTĘPNIJ
Niebiescy
fot. eplfeeds.com
Przyśpiewka fanów Chelsea, która znalazła się w tytule, wybrzmiała jeszcze przy wyniku 0:0 i patrząc na grę Niebieskich była kompletnie nieuzasadniona. Piłkarze ze Stamford Bridge długo męczyli się z ekipą Tony’ego Pulisa. Walijczyk pokazał nam dziś swoją specjalność czyli solidną obronę i szybki atak. Jednak na końcu ze zwycięstwa mógł cieszyć się zespół z Londynu. Ostatecznie bohaterem Niebieskich został… Michy Batshuayi.

Tuż przed pierwszym gwizdkiem byliśmy świadkami miłego ukłonu w stronę gości. Z głośników na The Hawthorns popłynął „Liquitator” dla kibiców przyjezdnych. West Brom od początku starał się bronić remisu 0:0. W grze defensywnej uczestniczyło dziewięciu piłkarzy z pola, z czego sześciu potrafiło stać w okolicach 16. metra. Tak zmasowana obrona odbijała się na grze ofensywnej obu drużyn: Chelsea nie mogła przebić się przez zasieki gospodarzy, West Brom nie był w stanie odgryźć się liderowi Premier League. Samotny Salomon Rondon nie potrafił samotnie stawić czoła obrońcom Chelsea.

Chelsea wyglądała na rozkojarzoną. W dużym stopniu była to zasługa środkowych pomocników West Bromu, którzy odcięli od podań trójkę napastników The Blues. Niebiescy grali po obwodzie i ich akcje bardziej przypominały piłkę ręczną. Na pewno część kibiców liczyła na to, że sędzia w końcu gwizdnie grę pasywną i zarządzi rzut wolny dla WBA. Chelsea kojarzyła się ze starym ospałym kotem. W pewnym momencie zawodnicy Antonio Conte potrzebowali kilkudziesięciu sekund na rozpoczęcie gry z rzutu wolnego na środku boiska. Zapowiadało się na remis podobny do tego w starciu The Blues z Burnley na Turf Moor.

Tak jak z innymi drużynami, których nie można zaliczyć do czołówki Premier League, Azpilicueta grał bardzo wysoko i dublował pozycję Mosesa. Ułatwiało to odbiór piłki w przypadku straty oraz rozgrywanie akcji ofensywnych. Po drugiej stronie szeroko ustawiał się Alonso, ale lewy wahadłowy Chelsea nie mógł już liczyć na takie wsparcie jak Nigeryjczyk. Dlatego przed Chrisem Bruntem otwierał się wolna przestrzeń. Przy przechwytach zawodnicy Tony’ego Pulisa często z tego korzystali, a Niebiescy musieli gonić za rozpędzonymi The Baggies. W takich sytuacjach widać było brak N’Golo Kante. Francuz odpowiada za gaszenie takich pożarów. Dzisiaj obrona Chelsea musiała radzić sobie bez najlepszego piłkarza Premier League sezonu 2016/2017.

Niebiescy
fot. sharemytactics

Brak możliwości do prostopadłego podania i nisko ustawieni obrońcy przeciwnika prowokowały do strzałów z dystansu. Najczęściej próbowali Fabregas, Azpilicueta i Moses. W całym meczu 46% z 24 strzałów Chelsea pochodziło zza pola karnego. O ich bezsilności świadczy fakt, że Diego Costa po raz pierwszy miał okazję do uderzenia w polu karnym dopiero w 43. minucie spotkania.

Druga część meczu to o wiele lepsze sytuacje Chelsea. Przede wszystkim odważniej zaczął grać Moses. Szkoda, że Costa nie nadążał za tempem ataków i nie kończył wrzutek Nigeryjczyka strzałami. Inna sprawa, że uniemożliwiali mu to znakomici dziś obrońcy West Bromwich Albion. Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem nie jest wybitny pod względem piłkarskiej techniki, więc nie czuje się dobrze w gąszczu nóg przeciwników.

Okazało się, że o wielu sprawach w tym meczu zadecydują zmiany. Po pierwsze: wejście Nacera Chadliego, który dał The Baggies nadzieję na korzystny rezultat w tym spotkaniu. Belg ożywił ofensywę WBA i mógł nawet strzelić gola. Po drugie: Michy Batshuayi pokazał krytykom, że nie potrzebuje wiele czasu, żeby odmienić losy meczu. To właśnie były zawodnik Olympique de Marseille dał Chelsea upragnionego gola. Cała akcja była brzydka i pełna chaosu, ale przytomność umysłu Belga sprawiła, że Niebiescy już dziś mogą cieszyć się z mistrzostwa.

Gratulacje dla Antonio Conte za fantastyczną kampanię i powodzenia w finale Pucharu Anglii. Jak mówią kibice Chelsea: „Keep The Blue Flag Flying High!”.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ