UDOSTĘPNIJ
Fot: Transfery Piłkarskie

Chyba dla wszystkich za wyjątkiem kibiców drużyn Madryckich ten mecz byłby wymarzonym finałem. Kulki zdecydowały, że zamiast wielkiego święta na końcu rozgrywek zobaczyliśmy aż dwa, niemal bliźniacze, tak bogate widowiska, że będziemy mieli zakwasy na powiekach od powstrzymywania mrugnięć. W pierwszym meczu byliśmy świadkami absolutnej dominacji ze strony Starej Damy. Młodzieńcza fantazja Monako została całkowicie zneutralizowana przez wyjadaczy Allegriego. Zespół pokazał jak zdeterminowany i skoncentrowany, że nawet Monako ze swą genialną fantazją nie byli w stanie złamać ich gardy.

Zespół Jardima wiedział, że będzie musiał pokazać jeszcze większy głód, jeszcze większą kreatywność, żeby zaskoczyć Buffona i jego ruchomy mur. Tak właśnie było i Monako rzuciło się do ostrych, odważnych ataków. Jeszcze dynamiczniej niż w pierwszym meczu. Czym odpowiedział Juventus? Proporcjonalnie większą determinacją, koncentracją i wyrachowaniem. Pierwsza bramka była konsekwencją uśpienia defensywy Monako, wykorzystanego przez Mandzukica. Druga bramka? Stadiony świata, coś totalnie niespodziewanego. Wolej Alvesa (który jest największym bohaterem tego dwumeczu) można porównywać tylko z kultowym Zidane’a z 2001r.

Początek drugiej połowy był symfonią graną przez ofensywną orkiestrę pod przewodnictwem Allegriego. Juventus chciał ewidentnie przeczekać rywala zasypując go gradem ciosów. Obrona wraz z bramkarzem Monaco także spisywała się dobrze. ,,Ozdobą” spotkania były pojedynki  Gonzalo Higuaina z Kamilem Glikiem. Agentyńczyk był świetnie dysponowany, walczył jak lew i pędził jak byk. Bykiem był też Polak. Ich zderzenia kończyły się zwykle upadkiem przynajmniej jednego z nich, a w pewnym momencie Glik postanowił stratować rywala.

Było to ważne spotkanie dla Kamila, ponieważ grając w Torino był kapitanem, a kibice tej drużyny nienawidzą Starej Damy. Zdeptanie rywala na pewno przysporzyło mu splendoru w tamtej części Turynu, ale znacznie więcej krytyków na świecie. O ironio, Polak nie dostał żadnej kartki, a otrzymał takową Mandzukic domagając się kartki za późniejsze jeszcze obalenie Argentyńczyka. Co by nie mówić, wszelkimi dostępnymi środkami, wyeliminował zagrożenie ze strony Higuaina, czyli robotę wykonał.

Po 65 minucie Monako zaczęło tracić koncentrację, gdy rywalom pozostały 4 bramki. Ładnie z ich strony, bo pozwoliło to strzelić bramkę młodziutkiemu Mbappe w kolejnej fazie Ligi Mistrzów. Jeszcze jeden rekord pobity, gratulacje.

Ta rywalizacja pokazała klasę obu zespołów. Ale siła Juventusu jest w tym momencie tak potężna, że grający jutro w Madrycie półfinaliści będą czuć z tyłu głowy, że w finale czekać będzie na nich przeciwnik w niesamowitym gazie.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ