#CELMUN: Wszyscy grają, Manchester wygrywa

#CELMUN: Wszyscy grają, Manchester wygrywa

W przeciwieństwie do środowego spotkania Ajaksu z Lyonem, mecz Manchesteru United z Celtą Vigo nie zapowiadał się szczególnie interesująco.

Mimo, że obie drużyny ze względu na rozczarowującą postawę w rozgrywkach ligowych jedyną szansę na przyszłoroczne puchary upatrują w wygraniu Ligi Europy, to spodziewać się można było dość monotonnego starcia z małą liczbą bramek. Tak też wyglądało spotkanie na Balaidos – wyrównane, bez fajerwerków, a o losie widowiska przesądził indywidualny błysk Marcusa Rashforda.

Mecz walki: część pierwsza

Początek spotkania należał do gospodarzy. Aktywni byli szczególnie Daniel Wass, Iago Aspas i Pione Sisto. Ten pierwszy dość szybko stanął przed doskonałą szansą na pokonanie Sergio Romero lecz fatalnie chybił. Kilka minut później Wass po raz kolejny mógł strzelić bramkę, jednak nieudolnym przyjęciem zniweczył wysiłek kolegów z drużyny.

Z czasem do głosu doszły „Czerwone Diabły”. Najpierw bramce Celty zagroził Rashford uderzając sprzed pola karnego w kierunku dalszego słupka, na posterunku jednak czuwał Sergio Alvarez. Drugi raz bramką dla United zapachniało po wypieszczonym, prostopadłym podaniu Paula Pogby do Henrikha Mkhitaryana, jednak Ormianin przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Najdogodniejszą sytuację miał jednak Jesse Lingard, który tylko z sobie znanego powodu, w stuprocentowej sytuacji, kropnął z woleja wprost w bramkarza.

Celta próbowała się odgryźć, jednak jej akcje zazwyczaj kończyły się niecelnym podaniem i stratą. Wszelkie warianty rozegrania innego od koronkowej klepki, czyli strzały z dystansu, powodowały jedynie salwy śmiechu na trybunach.

Choć w pierwszej połowie mogliśmy zobaczyć pojedyncze świetne zagrania, między innymi wymienione wcześniej podanie Pogby czy piękne dogranie piłki do Wassa, to mniej optymistycznie nastawieni widzowie przed drugą odsłoną gry obowiązkowo udawali się do kuchni, w celu zaopatrzenia się w termos z kawą.

Mecz walki: część druga

Drugie 45 minut nie różniło się zbytnio od pierwszej odsłony spotkania. Obie drużyny niby chciały, ale nie za bardzo wiedziały jak. W szeregach gospodarzy bardzo aktywny był Sisto, który sprawiał ogromne problemy defensorom gości. W jednej z akcji Duńczyk tak solidnie zakręcił obrońcą Manchesteru, że ten chyba do teraz nie może się odkręcić. Chciałbym również docenić dobrą grę Johna Guidettiego, który był bardzo osamotniony, jednak biegał, wystawiał się na pozycję i nękał obrońców rywala. Niejednokrotnie kończyło się to stratą piłki, a akcja w której z niczego zrobił rzut rożny naciskając Erica Baillego, powinna trafić do elementarza piłkarskiego dla młodych adeptów futbolu z podtytułem: wzorowe przykład zaangażowania.

Z drugiej strony sporo wiatru robił Rashford, jednak z jego poczynań nie wynikały wymierne korzyści dla drużyny. Koniec końców, młodzian dopiął swego. Po dynamicznej akcji został powalony na ziemię przez Hugo Mallo. Następnie podszedł do rzutu wolnego i silnym strzałem pokonał bramkarza rywali, który mimo wszystko mógł chyba lepiej się zachować.

Po tym golu nastąpiło coś, co możemy nazwać znakiem czasów. Otóż ten „wielki” Manchester United przez wiele minut bronił się nawet dziesiątką graczy na swojej połowie przed atakami 12. drużyny La Liga. Na kilkanaście minut przed końcem zaczęła się gra na czas i tempo meczu siadło zupełnie. Manchester spokojnie utrzymał prowadzenie i na Old Trafford to on będzie faworytem.

Chciałbym jeszcze wspomnieć o wyjątkowo nieodpowiedzialnej grze Marouane’a Fellainiego. To co ten facet wyczyniał, przechodziło ludzkie pojęcie. Mimo żółtej kartki na koncie, grał bardzo ostro i popełniał bezsensowne faule. Przed czerwoną kartką uchroniła go jedynie wyjątkowa pobłażliwość rosyjskiego arbitra, która zresztą doprowadzała hiszpańskich kibiców do szewskiej pasji.

Co dalej?

Choć gra Anglików nie powalała, to trzeba uczciwie przyznać, że obrana przez nich taktyka na ten mecz opłaciła się. Zagrali mądrze i nie dali wykazać się rywalowi. Celta nie wyglądała na drużynę, która miałaby pomysł na zagrożenie solidnie broniącemu się przeciwnikowi. Nie skreślałbym jednak Hiszpanów przed rewanżem. Widziałem ich poprzednie spotkania w tych rozgrywkach i sądzę, iż są w stanie powalczyć o awans za tydzień. Muszą zagrać jednak znacznie lepsze spotkanie niż miało to miejsce czwartkowego wieczoru.

#CELMUN: Wszyscy grają, Manchester wygrywa
Rate this post