UDOSTĘPNIJ
Fot. Cezary Bronszkowski

W Monachium wszyscy przecierają oczy ze zdumienia. Marzenia o potrójnej koronie zostały brutalnie przerwane i została jedynie walka o mistrzostwo Niemiec. 

A miało być tak pięknie…

Tydzień temu Real Madryt pozbawił Bayern szans na triumf w Lidze Mistrzów. Nie obyło się przy tym bez kontrowersji, zwłaszcza w meczu rewanżowym. Sędzia Viktor Kassai do spółki z arbitrami bocznymi wypaczył wynik spotkania, które zapoczątkowało tragiczny tydzień „Bawarczyków”.

Po wtorkowym dramacie Bayern w weekend grał u siebie mecz ligowy z Mainz. Mimo osłabienia (brak Manuela Neuera, Javiego Martineza i Jerome’a Boatenga) nikt nie spodziewał się innego wyniku niż zwycięstwo gospodarzy. Przewidywania swoje, a boiskowa rzeczywistość swoje. Piłkarze z Moguncji zaczęli strzelanie już w 3. minucie, czym pokazali, że nie zamierzają tanio sprzedać skóry. Ostatecznie skończyło się na 2:2, choć Bayern miał szansę wygrać, gdyby arbiter odgwizdał ewidentny faul w polu karnym na Robercie Lewandowskim. Ta wpadka na drodze po mistrzowski tytuł jednak nie była aż tak kosztowna, bowiem w niedzielę Schalke zremisowało z RB Lipsk, dzięki czemu Bayern utrzymał ośmiopunktową przewagę nad beniaminkiem.

Drugą szansę na powrót na zwycięskie tory „Bawarczycy” mieli w środę. „Der Klassiker” w półfinale Pucharu Niemiec na Allianz Arena – czy może być lepsza okazja na pokazanie swojej siły? Zwłaszcza, że 8 kwietnia na tym samym stadionie „Gwiazda Południa” rozbiła „Schwarzengelben” aż 4:1.

Bayern przystąpił do półfinału niemal w najmocniejszym składzie, zabrakło jedynie Neuera, który ten sezon ma już z głowy. Strzelanie, po błędzie Javiego Martineza, rozpoczął jednak Marco Reus, który wyprowadził Borussię na prowadzenie. Później jednak do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, co potwierdzili strzeleniem dwóch bramek. Mogło być nawet 3:1, ale Robert Lewandowski nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Romanem Buerki.

Po przerwie Bayern nadal dominował, jednak nie wykorzystał kilku szans, co zemściło się w późniejszej fazie meczu. Do bramki Ulreicha najpierw trafił Aubameyang, a pięć minut później Dembele. Wynik nie uległ zmianie i czwarte w tym sezonie „Der Klassiker” zakończyło się tryumfem BVB.

Słaby „Lewy” i błędy

O porażce Bayernu zdecydował głównie brak szczęścia i trzy błędy. Podanie Martineza wprost pod nogi Guerreiro, zakończyło się stratą pierwszej bramki. Przy drugiej znowu część odpowiedzialności spoczywa na Hiszpanie, który nie przypilnował osamotnionego w polu karnym Aubameyanga. Trzecie gol to juniorski błąd kapitana Bayernu. Philipp Lahm sam się okiwał i stracił piłkę na połowie Borussii, która wyprowadziła zabójczą dla Bayernu kontrę.

Nikt dziś by nie pamiętał tych błędów defensywy Bayernu, gdyby ofensywa była bardziej skuteczna. Robert Lewandowski miał tuż przed przerwą szansę na wyprowadzenie Bayernu na dwubramkowe prowadzenie. Niestety, zamiast strzelić nad bramkarzem, „Lewy” wybrał opcję „strzał prosto w golkipera”. Aż chce się zacytować Dariusza Szpakowskiego, który za każdym razem, gdy Robert był przy piłce, powtarzał, że to „nie ten Robert”. I faktycznie, to nie był ten Robert – nie wykorzystał dwóch stuprocentowych okazji, był niewidoczny w ofensywie i niemal nie było go w defensywie.

Lewandowski przyzwyczaił kibiców do walki. Dla niego nie było straconych piłek, zawsze walczył bark w bark do samego końca i z zimną krwią wykańczał nadarzające się okazje. W środę zabrakło wszystkiego, czym Robert imponował przez cały sezon. Widzieliśmy innego piłkarza, który wciąż zmaga się z kontuzją. Zwłaszcza w bezpośrednich pojedynkach rzucało się w oczy to, że bark Polaka nadal daje mu się we znaki.

Jednak nie można zrzucać odpowiedzialności za wynik tylko na jednego piłkarza. Swoje szanse miał również Arjen Robben, który w sytuacji sam na sam z pustą bramką posłał piłkę na taką wysokość, że interweniujący obrońca zdołał zmienić jej tor lotu, a co za tym idzie, uchronił Borussię przed stratą bramki. Zabrakło w ofensywie Vidala, Alonso też gdzieś zniknął. I jedynie Thiago, Hummels i Ribery zasłużyli na wyróżnienie. Reszta – jak nie oni.

Co dalej?

Uli Hoeness kilka miesięcy temu stwierdził, że „jeśli zajdzie taka potrzeba, to mamy nieograniczone środki na wzmocnienia”. Przewiduję, że tego lata w Monachium dojdzie do wzmocnień. Przede wszystkim potrzeba zmiennika dla Lewandowskiego. To najważniejszy i najtrudniejszy zakup, jaki stoi przed Bawarczykami. Bo jaki dobry napastnik zgodzi się przyjść i robić jedynie za rezerwowego? Z ligi niemieckiej najbardziej realnymi kandydatami wydają się Mario Gomez (byłby drugi raz w Bawarii) oraz Vedad Ibisević. Z pewnością nie będzie to Claudio Pizzarro, który zbliża się do końca kariery i będzie chciał ją zakończyć w Werderze.

„Gwiazda Południa” musi wzmocnić również skrzydła. Robben i Ribery młodsi raczej nie będą, zaś Kingsley Coman najwidoczniej nie ma zaufania Carlo Ancelottiego. Może zmieni się to w najbliższym czasie, bowiem w czwartek Bayern oficjalnie wykupił młodego Francuza z Juventusu. Jeszcze najbliższe trzy lata Coman ma spędzić na Allianz Arena, z czego z pewnością ucieszą się fani jego talentu. Zwłaszcza, że za każdym razem, gdy pojawi się na boisku, pozytywnie wpływa na grę Bayernu.

Transferów pełna lista

Niemieckie media przygotowały listę zawodników, których w tym okienku będzie chciał pozyskać Bayern Monachium. Są to kolejno: Kyle Walker, Alexis Sanchez, James Rodriguez, Salvatore Sirigu, Marco Verratti i Moussa Dembele.

Walker to nominalny prawy obrońca, czyli idealne zastępstwo za Lahma, który po tym sezonie skończy karierę. Z pewnością nie jest to najlepszy boczny obrońca świata, jednak w obecnej chwili Anglik jest jedną z lepszych opcji dla Bayernu. Nie dość, że ma tylko 26-lat, to za sobą spore doświadczenie w najostrzejszej lidze świata – to dwa główne atuty Walkera. Podstawowy obrońca Tottenhamu wyceniany jest na 20 mln euro, ale, biorąc pod uwagę obowiązujący go do 2021 roku kontrakt, raczej Bayern będzie musiał sięgnąć głębiej do kieszeni.

W tym towarzystwie ciekawie wygląda Sanchez. O jego transferze na Allianz Arena głośno jest już od kilkunastu dni. Media są przekonane, że Chilijczyk skusi się na przenosiny. Jego główną motywacją będzie chęć zdobywania trofeów, o co w Arsenalu niezwykle ciężko. Jeżeli 28-letni skrzydłowy zasili „Die Roten” najpewniej zastąpi Douglasa Costę i zostanie zmiennikiem, a być może i następcą, Arjena Robbena.

James Rodriguez i Marco Verratti – w transfer tej dwójki wierzę najmniej. Pomocnik Realu w tym sezonie może nie jest pierwszym wyborem Zidane’a, jednak wątpliwym jest, by zdecydował się na transfer do Bayernu. Zwłaszcza, że w Monachium nie brakuje ofensywnych pomocników. Na tej pozycji prym wiedzie Thiago, a i Thomas Mueller nie zamierza tak łatwo odpuszczać i z pewnością w kolejnym sezonie odbuduje formę.

Co do Verattiego – sytuacja ma się podobnie. Mimo faktu, że Xabi Alonso przechodzi na emeryturę, Bayern ma dużo środkowych pomocników. Vidal, Kimmich, Sanches, w razie potrzeby i Thiago, no i Sebastian Rudy. Jak wiadomo, od przybytku głowa nie boli, to jednak argumentem przeciwko temu transferowi może być cena za 24-letniego Włocha. Według dziennika „SportBild” piłkarza bardzo chce Carlo Ancelotti i zupełnie mu nie przeszkadzają żądania PSG – 80 mln euro. Bayern na taki ruch może sobie pozwolić, jednak czy do niego dojdzie?

O wiele bardziej realne wydają się dwa kolejne cele transferowe „Gwiazdy Południa”. Salvatore Sirigu od roku przebywa na wypożyczeniu w Hiszpanii. Bramkarz PSG nie może wywalczyć sobie miejsca w składzie paryżan i pół tego sezonu spędził w Sevilli, a od końca stycznia gra w Osasunie. Mistrz Francji raczej bez żalu pozbędzie się swojego piłkarza, zaś Bayern z pewnością wyda mniej niż siedem mln euro, na jakie wyceniany jest 30-latek.

Politykę transferową Bayernu każdy fan Bundesligi zna dobrze – osłabić rywali kupując ich najlepszych graczy. Jednak oprócz tego, włodarze rekordowego mistrza Niemiec od kilku lat sprowadzają młodych, perspektywicznych i w nich inwestują. Z tego względu warto spojrzeć na Moussa Dembélé, który w tym sezonie strzelił dla Celticu 32 bramki w 49-ciu meczach. To całkiem niezły wynik jak na niespełna 21-latka, o którego bije się m.in. Arsenal, Tottenham, Liverpool czy West Ham. Młody napastnik to idealny kandydat na zawodnika Bayernu – łatwiej pogodzi się z rolą rezerwowego, a do tego za kilka lat może wyrosnąć na godnego następcę Roberta Lewandowskiego. A wszystko to za jedyne 50 mln euro, bowiem właśnie tyle, według „The Sun” oferował Manchester United.

No i nie zapominajmy o dwóch już zakontraktowanych piłkarzach. Niklas Suele i Sebastian Rudy z pewnością wzmocnią siłę ognia. Ten pierwszy ma warunki, by zostać gwiazdą pokroju Matsa Hummelsa, z kolei ten drugi ma wypełnić lukę w środku pola po Alonso, a niektórzy widzą go nawet jako prawego obrońcę. Jaka będzie jego rola, o tym wie pewnie tylko sam Ancelotti.

Trening, trening i transfery

W Monachium szykuje się pracowite lato. Ancelotti musi przemodelować drużynę, by ponownie, w najważniejszych momentach sezonu, nie była ona zdziesiątkowana przez kontuzje i urazy. Piłkarze Bayernu wiedzą jak wygrywać, nie potrzeba ich do tego motywować, jednak należy wprowadzać i oswajać z podstawowym składem młodych-gniewnych. W tym roku, podobnie jak w poprzednich, o porażce zdecydowały detale. Carletto wie już co jest dobre, a nad czym należy popracować. Ten sezon właściwie już się skończył, Włoch ma tego świadomość i z pewnością już szykuje się na kolejne wyzwania. Odpowiedzi, jaką obrał drogę dostarczą nam najbliższe tygodnie i miesiące.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ