UDOSTĘPNIJ
Fot: Interia

Manchester United, który jeszcze parę dni wcześniej zdominował liderującą Chelsea na tym samym stadionie, miał jeszcze bardziej zmasakrować Anderlecht. Jose Mourinho wystawił znacznie bardziej ofensywny, w teorii mocniejszy skład. Na boisku od pierwszej minuty pojawił się Zlatan Ibrahimovic, który był oszczędzany w starciu z The Blues. Swoje szanse na przekonanie trenera dostali też Henrikh Mkhitaryan i Luke Shaw. Zabrakło natomiast bohatera ligowego spotkania, Andera Herrery.

Zmiana taktyki skutkowała otwarciem się na grę. Zyskało na tym widowisko, zyskał także Anderlecht. Goście z Belgii już w kilkanaście minut wypracowali sobie więcej sytuacji niż Chelsea w całym meczu. Ofensywne nastawienie przyniosło Czerwonym Diabłom prowadzenie już w dziesiątej minucie. Na listę strzelców wpisał się Mkhitaryan, który ewidentnie woli mierzyć się rywalami z kontynentu niż z wysp. Świadczy o tym liczba pięciu bramek zdobytych w Lidze Europy, a to więcej niż Ormianin zdobył w Premier League, występując ponad dwa razy więcej.

Obie drużyny dosyć łatwo dochodziły do pola karnego przeciwnika. Nie tyle była to zasługa kreatywnych zagrań, ile sporych luk w obronach i błędów przy kryciu. Dzięki temu Anderlecht zdołał wyrównać po szczęśliwej, kuriozalnej asyście Łukasza Teodorczyka. Nasz napastnik bardzo dobrze spisywał się w tym meczu. Grał pewnie i mądrze. W fizycznych starciach świetnie dawał sobie radę z podobnymi gabarytowo Paulem Pogbą i Erikiem Baillym. Wrażenie robiło także jego zaangażowanie w grę obronną i rozgrywanie piłki. Nie był w tym meczu tylko wysuniętym napastnikiem czekającym na lagę do przodu (chociaż takich też kilka dostał i odebrał), ale ciężko harował na całym boisku, będąc jednym z liderów swojego zespołu. Jeśli na Old Trafford byli skauci angielskich zespołów, to z pewnością zarekomendowali u siebie kupno Polaka.

Druga połowa tego meczu będzie się pewnie śniła po nocach kibicom i napastnikom United. Gospodarze, mimo że mieli momentami otwartą autostradę do bramki Anderlechtu, nie potrafili żadnej z kilku stuprocentowych okazji zamienić na bramkę. Przyjezdni wyprowadzali czasem szaleńcze, karkołomne ataki, zostawiając środek pola pusty, ale napastnicy Zjednoczonych nic sobie z tych prezentów nie robili i kolejno marnowali okazje. Swoje trzy grosze do utrzymania wyniku dorzucił też Jose Mourinho, nazywany przez niektórych złośliwie Special One-One, zmieniając ofensywnego Jese Lingarda na Marouane’a Fellainiego – narzędzie z reguły stosowane w celu utrzymania piłki i odebrania kibicom przyjemności oglądania składnych akcji obu drużyn.

Regulaminowy czas gry zakończył się typowym w tym sezonie wynikiem w Teatrze Marzeń. Dogrywka była bardzo nie na rękę United, które czeka jeszcze mnóstwo pracy w lidze. Gdyby doszło do karnych i zwyciężyłby Anderlecht, dla Czerwonych Diabłów byłaby to tragedia – wyczerpani, przegrani i załamani musieliby przez sześć kolejek walczyć o niepewny awans do Ligi Mistrzów i żyć ze świadomością bezproduktywnego sezonu. Na szczęście dla nich po raz kolejny w tym roku błysnął Marcus Rashford i zdobył bramkę na wagę awansu. Zjednoczeni co prawda zmęczeni, ale będą kontynuowali walkę o Puchar Ligi Europy. Kolejny rywal na ich drodze będzie z Francji (Olympique Lyon), Hiszpanii (Celta Vigo) lub Holandii (Ajax Amsterdam). Są oni znacznie mocniejsi od Anderlechtu i łatwo nie będzie. Tym bardziej, że istnieje duże prawdopodobieństwo utraty Zlatana Ibrahimovicia do końca sezonu. Szwed pod koniec regulaminowego czasu gry solidnie przeciążył kolano podczas lądowania po pojedynku główkowym i wręcz konał z bólu.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ