UDOSTĘPNIJ
fot.: ZDF

Gdy kobiety chcą poczuć dreszczyk podniecenia lub się wzruszyć, mają pod ręką multum filmów romantycznych i wyciskaczy łez, dzięki czemu nawet przeciętna jednostka pozbawiona partnera może zaspokoić duchowe potrzeby swych delikatnych zmysłów. Na szczęście rynek stworzył alternatywę na zapewnienie takich doznań również mężczyznom – Ligę Mistrzów. Środowe starcie młodych, ambitnych, ofensywnych drużyn walczących o piłkarski raj było idealnym spektaklem dla piłkarskich romantyków. Za sprawą graczy Monaco film jednak z kategorii „romans” przemianował się na „sado-maso” lub „XXX movie”. 

Po meczu Borussii Dortmund z AS Monaco spodziewałem się ofensywnego anarchofutbolu. Ekipa z ligi francuskiej słynie z wybitnie efektywnej i efektownej gry, zaś drużyna z Zagłębia Ruhry musiała odrabiać straty z pierwszego meczu. O tym jednak chyba w pierwszej połowie Niemcy zapomnieli.

Gospodarze nie bawili się w jakąś zbędną grę wstępną. Już na dzień dobry rzucili przyjezdnych na czarną sofę, zdjęli im gacie i zrobili swoje. Po trzech minutach gry było już 1:0 dzięki bramce Kyliana Mbappe. Warto tutaj odnotować, że kawał dobrej roboty w akcji bramkowej odwalił pociąg kolei transsyberyjskiej – Benjamin Mendy. Gość jest niesamowity. Potrafi biegać od jednego pola karnego do drugiego cały mecz, a do tego posyłać wybitne dośrodkowania. Prawie jak Sebastian Boenisch za najlepszych lat w kadrze.

Podopieczni Leonarda Jardima prezentowali się w pierwszej połowie naprawdę genialnie. Wychodzili wysoko pressingiem i doskakiwali do graczy BVB, którzy ewidentnie byli ociężali przez gęstą, brązową masę zalegającą w ich majtkach. Najbardziej na tym wszystkim ucierpieli piłkarsko niepełnosprawni Matthias Ginter i Erik Durm. Pierwszy z nich pomimo szczerych intencji oraz potężnej woli walki, nie pokrył na Bluetooth Radamela Falcao, który podwyższył wynik spotkania na 2:0. Natomiast Pan Erik już w 27. minucie został zdjęty z boiska przez Tuchela, aby cofnąć się o kilka lat w czasie i poszukać swoich umiejętności oraz talentu Matthiasa Gintera.

W drugiej połowie gracze Borussii uznali, że może warto spróbować się spiąć i zacząć walczyć o awans. Niemiecki trener zastosował prawdopodobnie w szatni tajemną technikę motywacyjną, znaną jako „Janusz Wójcik Show”, co zdecydowanie pomogło. Głównie dzięki Marco Reusowi i Ousmane Dembele ekipa z Dortmundu zaczęła przeważać. Udało im się nawet zdobyć bramkę i narobić niezłego stracha defensywie Monaco. Jednak ta drużyna broni niemal równie dobrze co atakuje. Natomiast gwóźdź do trumny wbił superrezerwowy – Valere Germain, który strzelił gola na 3:1.

Monaco całkowicie zasłużyło na awans. Są niesamowicie utalentowaną ekipą, która może zawojować Ligę Mistrzów. Zarażają wręcz swoją radością z gry. Mam nadzieję, że nie zosstaną rozsprzedani po sezonie, chociaż zatrzymać każdego członka tej brygady będzie trudno, gdy do gry wejdą najpotężniejsze europejskie marki i kluby z Premier League. Natomiast Borussia? W sumie to strasznie mi ich szkoda. Niedawno przeżyli straszną traumę, która z pewnością mocno wpłynęła na psychikę piłkarzy i ich dyspozycję. Jednak to jest jedna z tych ekip, które potrafią pomimo przeciwności losu wstać i walczyć o najwyższe trofea. Może w przyszłym sezonie się odkują, ale w tym mogą już co najwyżej trzymać kciuki za swoich pogromców.

AS Monaco 3-1 BVB

3′ Mbappe

17′ Falcao

48′ Reus

81′ Germain

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ