UDOSTĘPNIJ
Fot: Mirror

Co za mecz! Ciężko ochłonąć po tym, co pokazały drużyny Realu i Bayernu. To spotkanie za samo widowisko zasłużyło na miano przedwczesnego finału. Wydarzyło się chyba wszystko co można było sobie wyobrazić. Przede wszystkim gra przenosiła się od bramki do bramki. Oba zespoły atakowały skrzydłami, co przełożyło się na szybkie tempo spotkania. I fantastyczna dogrywka, w której padło tyle samo bramek ile w regulaminowym czasie. 

Drużyna gospodarzy pokazała w pierwszej połowie zupełnie inną twarz niż w pierwszym meczu. Mimo prowadzenia nie wahali się spychać przyjezdnych do defensywy. Bayern mógł mówić o sporym szczęściu schodząc na przerwę przy bezbramkowym wyniku. Obrońcy zespołu Carlo Ancelottiego nie dość, że dopuszczali przeciwników do klarownych sytuacji, to jeszcze sami podawali piłkę napastnikom Realu. Zwłaszcza Hummels popełniał błędy w rozegraniu.

Niewykorzystane sytuacje Realu oczywiście zemściły się po przerwie. Przy akcji Robbena, fatalnie zachował się Casemiro i sfaulował Holendra, który ledwo zdążył wbiec w pole karne. Wystarczyło zaasekurować od środka i z tej akcji zapewne nic by nie było. Do karnego podszedł Robert Lewandowski i oczywiście wykorzystał go po profesorsku, kładąc bramkarza podbiegiem na dwa tempa. Na tym poprzestańmy, jeśli chodzi o opis boiskowych poczynań Pana Piłkarza Polaka Rodaka. Kontuzja i dwa mecze przerwy w grze negatywnie odbiła się na jego formie. Nie pokazał bowiem nic specjalnego, miał problemy z utrzymaniem piłki i dosyć często ją tracił.

Szczęśliwa bramka Bayernu osłabiła tempo spotkania. Gospodarze zaczęli atakować ostrożniej. Dopiero przesunięcie Ronaldo na środkowego napastnika przyniosło efekt. Wydaje się, że właśnie ta pozycja odpowiada teraz najbardziej wiekowi i umiejętnościom Portugalczyka. Nie potrafi już dryblować tak jak kiedyś i będąc z piłką na skrzydle albo niepotrzebnie przytrzymuje piłkę zwalniając akcję, albo po prostu ją traci. Kiedy jednak dostaje dobrą piłkę w polu karnym, jest zabójczo skuteczny. Każda z pięciu bramek strzelonych w dwumeczu z Bayernem była zdobyta z pierwszej piłki – bez zbędnego przyjmowania i bawienia się z obrońcami.

Zaraz po pierwszej bramce Ronaldo, obrońcy Realu postanowili zrobić przeciwnikowi i kibicom wielką przysługę. Po zagraniu Muellera w stronę Lewandowskiego, sami wpakowali sobie piłkę do bramki w kuriozalny sposób. Dzięki temu prezentowi mogliśmy obejrzeć zapewne jedną z najbardziej widowiskowych dogrywek w historii Ligi Mistrzów. Karma za pośrednictwem sędziego wynagrodziła Realowi pechowego samobója, gdy niesłusznie ukarano Arturo Vidala drugą żółtą kartką.

Dogrywka przyniosła kolejne błędy sędziego i kolejne bramki Ronaldo – obie ze spalonego. Czwarta bramka była tylko formalnością wobec załamanej obrony Bayernu.

Główne role odgrywali boczni obrońcy. Ten mecz na pewno wiele kosztował Marcelo, Carvajala, Lahma i Alabę. Ci piłkarze spędzili na boisku 120 minut. Byli zaangażowani w każdy pozycyjny atak, a w obronie do wykonania mieli trudne zadanie. Z tych piłkarzy najbardziej zaimponował brazylijski obrońca Realu, który zaprezentował fantastyczne wejścia w pole karne rywala (szczególnie gdy w dogrywce asystował Ronaldo), a we własnym dwukrotnie ratował swoją drużynę.

Futbolowi koneserzy mogli podziwiać w tym spotkaniu świetne długie przerzuty na drugie skrzydło. W tym elemencie błyszczał Thiago. Hiszpan fantastycznie rozgrywał w tym meczu, ale nie przyniosło to spodziewanych efektów. Dobrze spisywał się Robben, ale osamotniony z przodu nie mógł wiele zdziałać.

Real Madryt kontynuuje swój marsz po obronę tytułu. Żeby wygrać Ligę Mistrzów trzeba mieć nie tylko formę, ale i sporo szczęścia. Tego szczęścia zabrakło dzisiaj Bayernowi. Nie mniej jednak to gospodarze byli w tym spotkaniu lepsi i zasłużyli na awans. Wynik tego dwumeczu został już ustalony w Monachium, a w Madrycie Królewscy tylko potwierdzili swoją klasę i charakter.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ