Wielki mecz w Wielką Sobotę. Chińskie derby nie zawiodły mediolańskich kibiców

Wielki mecz w Wielką Sobotę. Chińskie derby nie zawiodły mediolańskich kibiców

Wielka Sobota, godzina 12:30. Ktoś by powiedział, że to nie są warunki do grania w piłkę.

Gracze Interu oraz Milanu a także bukmacherzy mieli jednak na ten temat nieco inne zdanie. Oderwali się więc na 90 97 minut od malowania pisanek, by rozegrać Derbi Della Madonnina po raz 218. I swoją postawą sprawili, że nikt, kto zdecydował się wpaść na półtorej godziny na San Siro, ewentualnie śledzić transmisję w telewizji, nie miał prawa być ze swej decyzji niezadowolony.

Dzisiejsze derby miały być z pewnych przyczyn wyjątkowe. Wczesna godzina rozegrania meczu to nie tylko efekt nabożnego szacunku, jakim Włosi darzą najważniejsze święto chrześcijan. Od chęci umożliwienia lokalnym kibicom uczestnictwa w sobotniej mszy świętej ważniejsze dla organizatorów było bowiem zadbanie o kibiców z Państwa Środka. W końcu, od tego tygodnia i ostatecznej sprzedaży ACM przez Berlusconiego, obaj upadli mediolańscy giganci znajdują się w rękach biznesmenów z tego wielkiego azjatyckiego kraju. A, że Serie A była pierwszą ligą, jakiej transmisje dopuszczono w przeszłości na rynek chiński, a tamtejsze kluby rozgrywały już za Wielkim Murem mecze o krajowy Superpuchar, wszystko zdawało się składać w jedną całość –  kilkaset milionów spośród Chińczyków pasjonuje się futbolem, więc dlaczego nie umożliwić im obejrzenia meczu „ich” zespołów. W końcu nasz klient, nasz pan…

No, ale do rzeczy… Czy, poza nowymi właścicielami, zapamiętamy z czegoś dzisiejsze spotkanie? Ależ oczywiście! Początek należał do gości Milanu. Szalał przede wszystkim Gerard Deulofeu, który już w trzeciej minucie miał kapitalną szansę, jednak zabrakło zimnej krwi najpierw jemu, a chwilę potem Carlosowi Bakce. Inter próbował się odgryzać, jednak to grający w białych strojach podopieczni Vincenzo Montelli byli stroną dominującą. W ekipie „Nerroazzurrich” nie funkcjonowały należycie skrzydła, a długo jedyną groźną sytuacją był, zatrzymany zresztą, rajd Joao Mario. Po drugiej stronie wciąż najaktywniejszy był Deulofeu. W 34. minucie uciekł on w polu karnym Garemu Medelowi i tylko, niepierwsza w tym meczu, dobra interwencja Samira Handanovicia uchroniła Inter przed utrata gola. Dwie minuty później to piłkarze trenera Piolego prowadzili. Świetna piłka z głębi pola Riccardo Gagliardiniego, obcinka De Sciglio, który nie przejął futbolówki, niepotrzebne wyjście z bramki Gigiego Donnarrumy, przytomne uderzenie Antonio Candrevy i 1:0. Milan ruszył więc do ataków, ale poza Deulofeu i Suso jego piłkarze nie wyglądali na mających jakikolwiek ofensywny pomysł. Tuż przed przerwą został więc skarcony po raz drugi – tym razem za sprawą dwójkowej akcji Ivana Perisicia i Mauro Icardiego. Bramka tego drugiego była dopiero jego pierwszym golem w mediolańskich derbach. Jak się miało okazać – nie była jednak bramką decydującą o wyniku…

Pierwsza połowa mogła zadowolić koneserów, ale to co się działo w drugiej… No, w sumie, to długo nic się nie działo, a tempo gry znacznie spadło w porównaniu z pierwszą częścią. Wciąż optyczną przewagę miał Milan, a Deulofeu próbował wszystkiego: groźnie uderzał, kiwał, podawał, nic jednak nie chciało wpaść. Milaniści mogli więc zostać skarceni po kolejnej akcji duetu Ivan Perisić – Mauro Icardi. Tym razem to Argentyńczyk podawał Chorwatowi, jednak strzał Perisicia był bardzo słaby i nie sprawił kłopotów Gianluigiemu Donnarrumie. Takie pomyłki nie wpływały jednak na postawę prowadzącej drużyny  w defensywie. Obrońcy Interu grali bowiem pewnie i wydawać się mogło, że mecz jest już rozstrzygnięty. Było tak, aż na zegarze nastała 83. minuta. Suso zakręcił na prawym skrzydle Yuto Nagatomo, wrzucił w pole karne, tam nie wiadomo skąd znalazł się Alessio Romagnoli i bramka kontaktowa stała się faktem. Od tego momentu w Milan wstąpiły jakby nowe siły. O ile rywale wciąż rozsądnie się bronili, o tyle z odsieczą przybył milanistom sędzia, pan Daniele Orsato, przedłużając mecz aż o pięć minut. Mimo, że piłkarze Interu kilkukrotnie pokazywali arbitrowi na zegarek, ten pozwolił rozegrać Milanowi rzut rożny… w 97. minucie gry. Co działo się potem? Zgranie piłki w polu karnym przez Manu Locatellego, zamknięcie akcji przez Cristiana Zapatę, sekunda oczekiwania na decyzję technologii goal-line i… bramka wyrównująca… Derby Mediolanu, podobnie jak jesienią, nierozstrzygnięte.

O ile wtedy bohaterem ostatniej akcji dającej remis (co ciekawe, także w stosunku 2:2) był Perisić, o tyle teraz w objęciach kolegów utonął kolumbijski defensor ACM. Piłkarze Interu mieli ogromne pretensje do Orsato, zwłaszcza że przerwy w trakcie doliczonych pięciu minut wynikły głównie z karygodnego zachowania Locatellego, który brzydko sfaulował Yuto Nagatomo. Faktem jednak jest, że wynik idzie w świat, a remis nie zadowoli żadnej ze stron. Milan pozostaje szósty w tabeli Serie A, Inter sklasyfikowany jest nadal pozycję za sąsiadami. Faktem niezaprzeczalnym jest natomiast to, że w dłuższej perspektywie podobne lokaty w lidze nie będą satysfakcjonowały azjatyckich właścicieli. Dzisiejszy mecz może być jednak dla chińskich biznesmenów pewnym promykiem nadziei, że uda się przywrócić mediolańskim drużynom dawny blask. Pewnym jest jednak, że bez wielomilionowych transferów się nie obejdzie…

Rate this post