UDOSTĘPNIJ
Deportivo Alaves doprowadziło Leo Messiego do rozpaczy, pokonując na Camp Nou Barcelonę 1:2. Teraz muszą to zrobić jeszcze raz - w finale Pucharu Króla. (Fot.: fcb.uz)

Ostatnim razem, gdy widzieliśmy Alaves w Primera Division, Osasuna awansowała do eliminacji Ligi Mistrzów. Dla obu baskijskich drużyn jest to pierwszy sezon na szczycie po dłuższej przerwie. I tym razem lepiej radzi sobie zespół Mauricio Pellegrino. Finalista Pucharu UEFA z 2001 roku raczej będzie jeszcze walczyć o zakwalifikowanie się w tym sezonie do tych rozgrywek, ale Babazorros pokazali już, że w przyszłych sezonach mogą jeszcze lepiej wykorzystać swój potencjał.

37 – to liczba zmian personalnych, które zaszły w kadrze Alaves w tym sezonie. Sześć z nich przypada na zimowe okienko transferowe, za to aż 31 na letnie. Ze starej gwardii, która wywalczyła awans, zostali tylko Fernando Pacheco (dziewięć czystych kont to całkiem niezły wynik), Victor Laguardia, Raul Garcia, Kiko Femenia, Gaizka Toquero i Manu Garcia. Trzeba przyznać, że formacja defensywna spisuje się całkiem nieźle, a w 31 spotkaniach Deportivo straciło mniej bramek niż Sevilla. Gorzej z ofensywą, którą mimo wszystko prowadzą “nowi” z Deyversonem na czele. Polityka transferowa okazała się jednak być trafną, szczególnie spoglądając na tabelę.

Wyniki odwrotne do gry

Obrona Alaves bardzo dobrze spisuje się nie tylko w statystyce straconych bramek, ale i na boisku. Theo Hernandez już wyrasta do miana jednego z najlepszych lewych obrońców w lidze, a po powrocie do Atletico może bezproblemowo powalczyć o pierwszy skład z Filipe Luisem. Na mecze z mniej wymagającymi przeciwnikami w podstawowej jedenastce zamiast niego wychodzi Raul Garcia, ale widać różnicę w talencie między tymi dwoma. Na środku najlepiej współgrają Rodrigo Ely i Victor Laguardia. Wypożyczony z Milanu Brazylijczyk jest poza Fernando Pacheco najpewniejszym punktem obrony Babazorros. Wspomaga ich zazwyczaj Kiko Femenia. Był zawodnik szkółek zarówno Realu, jak i Barcelony rozgrywa najlepszy sezon w swojej karierze, nie tylko świetnie podłączając się do akcji ofensywnych, ale też świetnie prezentując się w defensywie.

Mimo, że najbardziej obiecującym obrońcą Alaves jest Theo Hernandez, to Kiko Femenia jest jednym z tych, którzy sprawiają, że zespół z Vitorii traci tak mało bramek. (Fot.: www.goal.com)

Co ciekawe, Alaves nie odnajduje się najlepiej w prowadzeniu gry, choć umie to robić. Najlepsze wyniki przeciwko bardziej znanym drużynom osiągali praktycznie nie mając piłki przy nodze. Deportivo nie jest jedną z tych drużyn, które nie potrafią prowadzić gry – jednak jeśli to robią, to często przegrywają. Dowiodło tego choćby ostatnie spotkanie z Osasuną, w którym Alaves było przy piłce dwukrotnie dłużej od rywali, rozgrywało piłkę lepiej, oddało więcej strzałów (niekoniecznie celnych), ale zabrakło tego, co najważniejsze – wykończenia. Za nie odpowiada Deyverson, który trafił do siatki rywali już sześciokrotnie. Niestety, ma na swoim koncie dwa razy więcej żółtych kartek niż trafień. Oprócz Brazylijczyka bramki dla Basków zdobywa głównie Edgar Mendez, który zdobył zwycięskiego gola w półfinałowym spotkaniu przeciwko Celcie Vigo i mimo, że nie jest typową „dziewiątką”, potrafi dobrze odnaleźć się w polu karnym.

Prawie jak Pellegrini

Manuel Pellegrini, gdy obejmował Malagę, od razu pobił klubowy rekord w liczbie zdobytych punktów i wprowadził do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Mauricio Pellegrino, oprócz podobnie brzmiącego nazwiska, też zalicza dobry – jak na warunki swojego klubu – debiut trenerski. Remisy z Sevillą, Atletico czy Athletikiem oraz wygrane z Villarrealem i Barceloną pokazują, że drużyna została dobrze zmotywowana na spotkania z największymi, a trener stawia nacisk na psychikę zawodników. Daje to naprawdę dobre wyniki – 40 punktów daje aktualnie zespołowi z Vitorii 11. lokatę.

Trener Deportivo Alaves nie tylko umie wykorzystać umiejętności swoich podopiecznych, ale także odpowiednio przygotować ich mentalnie. Zazwyczaj chodzi w garniturze, ale i bez niego prezentuje się stylowo. (Fot.: www.espnfc.com)

Trochę gorzej Deportivo idzie w spotkaniach ze słabszymi przeciwnikami. Niedawne porażki z Osasuną czy Granadą sprawiają, że Alaves jest Robin Hoodem La Ligi. Widmo spadku nie zagląda jednak w oczy Chwalebnym, którzy mają 18 punktów przewagi nad Sportingiem Gijon. Problemem jest to, że duża jest też strata Basków do miejsc premiowanych awansem do europejskich pucharów. Wprawdzie dziesięć punktów do Bilbao nie jest stratą nie do nadrobienia, ale zrobić taki comeback byłoby trudno. Co więc zostaje finalistom Pucharu UEFA z 2001 roku? Środek tabeli? Teraz chyba już tak. A potem?

Pożyczona przyszłość

Victor Camarasa dominuje w środku pola zespołu z Vitorii. Deyverson jest jego najlepszym strzelcem. Zarówno Hiszpan, jak i Brazylijczyk zostali wypożyczeni z Levante. Paragwajczyk Oscar Romero to zawodnik Shanghai Shenhua, a Marcos Llorente i Theo Hernandez swoje kluby mają w Madrycie – ten pierwszy przyszedł tu na rok z Realu, a drugi z Atletico. Mniej niż 25 lat ma Fernando Pacheco, ale bramkarz Deportivo po dobrych występach w tym sezonie może być na celowniku większych klubów. 22-letni Carlos Vigaray wprawdzie jest piłkarzem Alaves, ale w podstawowej jedenastce wyszedł na boisko tylko siedem razy. Brak młodych zawodników z potencjałem, którzy nie odejdą po sezonie, może sprawić, że ten sezon będzie jedynym tak udanym dla beniaminka La Ligi.

Carlos Vigaray jest najlepszym z zawodników młodego pokolenia w Alaves, który nie został wypożyczony z innego klubu. Mimo tego nie gra zbyt wiele. (Fot.: www.marca.com)

16 lat temu, gdy drużyna z Mendizorrozy grała w finale Pucharu UEFA, mieliśmy do czynienia z młodym, ambitnym zespołem, mającym motywację i umiejętności, by wygrywać. Teraz ich gra na boisku wygląda podobnie, a do tego mają i puchar do wygrania. Oprócz dobrej dyspozycji w lidze, zawodnicy Pellegrino świetnie poradzili sobie w Copa del Rey. Po drodze wyeliminowali Gimnastic Tarragona, Deportivo La Coruna, Alcorcon i Celtę Vigo, trafiając do finału Pucharu Króla. Już ustanowili klubowy rekord, a może być jeszcze lepiej. Alaves przegrało już w swojej historii jeden finał, a złożona z walczaków drużyna dobrze o tym wie. Mecz o trofeum nie będzie łatwy – w końcu przeciwnikiem jest Barcelona. Ale z nimi El Glorioso już w tym sezonie wygrali i to na Camp Nou. Pod koniec maja przekonamy się czy będą potrafili to zrobić po raz drugi.

Teraz albo nigdy

Zespół Deportivo Alaves rozgrywa świetny jak na swoje warunki sezon. Miejsce w środku tabeli i finał Copa del Rey cieszą. Zdobycie tego pucharu byłoby jeszcze piękniejszą historią, która potwierdzałaby romantyczność futbolu. Ale nawet jeśli uda im się zakwalifikować do Ligi Europy, to większość kadry w niej samej już nie zagra. Jak poradzi sobie z tym trener Pellegrino? Może będziemy mieli okazję zobaczyć to już niedługo.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ