UDOSTĘPNIJ
Fot. Wikimedia/Thorsten Halm

Dwa sezony – właśnie tyle potrzeba by zweryfikować czy drużyna nadaje się do najwyższej klasy rozgrywkowej. Przypadek SV Darmstadt 98 pokazuje, że o wiele łatwiej uzyskać awans do Bundesligi niż się w niej na dłużej zadomowić.

Gdy zabierałem się do napisania tego tekstu, byłem przekonany, że w tym sezonie pożegnamy FC Ingolstadt 04 oraz SV Darmstadt. Cóż, mogę się mylić. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że było to przed trzema z rzędu zwycięstwami „Schanzer” z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie. Dziś jestem pewny, że kwestia spadku wciąż jest otwarta i bardzo możliwe, że drugiego spadkowicza poznamy dopiero podczas ostatniej kolejki.

Z kolei tego pierwszego już znamy – SV Darmstadt 98. „Lilien” awans do Bundesligi wywalczyły w sezonie 2014/2015 z drugiego miejsca, tracąc pięć punktów do Ingolstadt. Plan minimum klubu z Hesji na premierowy sezon w Bundeslidze był prosty – utrzymać się. Został on wypełniony, jednak dużo do walki w barażach nie brakowało. Na szczęście bezpośredni rywale w ostatniej kolejce pogubili punkty, co oznaczało, że Darmstadt może być spokojne o ligowy byt.

Teraz jednak ekipa „Lilien” z pewnością spadnie. Z pomocą przychodzi nieubłagana matematyka. – Skoro do końca sezonu zostało sześć kolejek, co daje nam 18 punktów do zdobycia, to musicie wygrać wszystkie – zauważyła królowa nauk. Gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że do bezpiecznego 15. miejsca Darmstadt traci aż 14 punktów i ma w perspektywie mecze m.in. z Schalke, Bayernem czy Herthą, to widzimy, że szanse na utrzymanie są praktycznie zerowe.

Dlaczego to się stało? Co powoduje, że tak waleczny klub oddaje 1. Bundesligę właściwie bez walki? Nikt nie spodziewał się, że Darmstadt będzie z powodzeniem walczyć o europejskie puchary, ale również mało kto wierzył, że zostanie tak brutalnie zepchnięte do 2. Bundesligi.

Armaty, a właściwie ich brak

W zeszłym sezonie Darmstadt mogło się utrzymać tylko i wyłącznie dzięki skuteczności Sandro Wagnera. Niemiecki napastnik zdobył aż 14 bramek i dołożył do tego cztery asysty. Swoje dołożyli również obrońca Aytac Sulu (sześć goli) oraz Marcel Heller (sześć bramek i pięć asyst). Dość solidnie prezentowała się również defensywa. W poprzednim sezonie Darmstadt straciło mniej bramek niż w obecnym po 28. kolejkach. Z najbardziej dziurawą obroną w lidze ciężko jest myśleć o utrzymaniu.

Jednak od sierpnia coś się popsuło i o zeszłosezonowych liderach nie słychać. Heller strzelił tylko dwie bramki i przy tylu samo asystował, z kolei Sulu trafił raz. Jedynie Wagner nie utracił nic ze swojej skuteczności. Do tej pory w 25 meczach zdobył 11 bramek. Problem Darmstadt polega na tym, że zrobił do dla TSG 1899 Hoffenheim, do którego trafił latem za niespełna trzy mln euro.

Czy było warto? Wagner z pewnością się cieszy, że w przyszłym sezonie będzie miał okazję powalczyć w europejskich pucharach a nie tłuc się po Kaiserslautern czy Sandhausen w 2. Bundeslidze. „Lilien” pewnie dziś plują sobie w brodę, że nie zatrzymali tak bramkostrzelnego napastnika, a większość z tych milionów za sprzedaż Wangera przeznaczyli na Romana Bezjaka, który rozegrał 11 spotkań i nie strzelił żadnego gola. Co ciekawe zawodnik ten w lutym został wypożyczony do klubu, z którego został kupiony. W chorwackim HNK Rijeka radzi sobie znacznie lepiej. Osiem bramek w 14 meczach to wynik dość przyzwoity, który pokazuje, że Bezjak nie ma czego szukać w Bundeslidze. Może niższy szczebel rozgrywkowy będzie dla niego odpowiedniejszy.

O słabości ekipy z Hesji niech świadcz fakt, że w tym sezonie najskuteczniejsi są: wypożyczony z Hoffenheim Antonio Colak (cztery gole) oraz Mario Vrancić (trzy bramki i asysta). Tak źle nie jest w żadnym klubie w Bundeslidze. Nawet FC Augsburg ma lepszych strzelców. Nie dość, że w Darmstadt nie ma komu strzelać, to jeszcze nie ma komu podawać. W zeszłym sezonie w „Lilien” dwóch piłkarzy miało 5 asyst i tylu samo miało cztery asysty. Teraz lider, jak to przewrotnie brzmi, tej klasyfikacji Jerome Gondorf ma aż trzy asysty.

Odejście budowniczego

Jednak gdyby tego było mało, to Darmstadt straciło przed sezonem coś jeszcze. Z klubem pożegnał się Dirk Schuster, który pracował w nim od grudnia 2012 roku. To on w sezonie 2012/2013 wprowadził „Lilien” na zaplecze Bundesligi. To on, jak torpeda przemknął przez bramy do nieba i z drugiego miejsca awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech. W dwa lata z 3. ligi do Bundesligi. To był właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jednak, tak jak w piosence, nic nie może wiecznie trwać. Tak też było z Schusterem, którego na początku sezonu zastąpił Norbert Meier. Ten swojej posady nie utrzymał nawet do końca roku. Na początku grudnia został zwolniony i przekazał 15. w tabeli Darmstadt w ręce Ramona Berndrotha. Ten pożegnał się z posadą jeszcze szybciej, bowiem po trzech, jakżeby inaczej, przegranych spotkaniach, zostawiając klub na szarym dnie tabeli.

Powiedzenie do trzech trenerów (w sezonie) sztuka najwyraźniej nie sprawdza się w przypadku Darmstadt. Berndrotha zastąpiła legenda Werderu Brema – Torsten Frings, jednak i on nie jest w stanie odwrócić, ani nawet spowolnić spadku klubu do drugiej ligi. Frings, zanim trafił na Jonathan-Heimes-Stadion, przez dwa lata był asystentem trenera Werderu. Nabyte doświadczenie okazało się niewystarczające, by sprostać wyzwaniu utrzymania Darmstadt w Bundeslidze.

Sprzedaż najlepszego napastnika, nietrafione transfery w letnim okienku no i zawirowania na ławce trenerskiej – to trzy kroki do piekła. Trzy kroki, które zaważyły na być albo nie być w Bundeslidze. Ten scenariusz zaczął się spełniać już w połowie sezonu. Darmstadt zamyka tabelę od 15. kolejki – przez ten czas „Lilen” wygrali dwa razy – z Borussią Dortmund i FSV Mainz. To było o wiele za mało na Bundesligę. Na Bundesligę, która prezentuje niezwykle równy poziom, a z pewnością w dolnych rejonach. Darmstadt zostało zweryfikowane negatywnie. Zachłysnęli się całkiem przyzwoitym poprzednim sezonem, dokonali złych ruchów i ostatecznie muszą za to zapłacić. Za wysokie progi, na ich nogi.

Kibicom pozostaje liczyć na to, że w przerwa od Bundesligi potrwa tylko rok. W powrocie do elity ma pomóc sprowadzony we wtorek Kevin Grosskreutz. Tak, mistrz świata i była gwiazda Borussii Dormtund wreszcie znalazła zatrudnienie. Niemiec, który sam zaprzepaścił swoją karierę, dostał szansę od losu na powrót do wielkiej piłki. Banicja do 2. Bundesligi niekoniecznie musi być dla niego karą. Sądzę, że Grosskreutz wniesie wiele dobrego do ekipy „Lilien”, przy czym sam nabierze tam ogłady i szacunku – zwłaszcza do siebie. A Darmstadt zyskało porządnego skrzydłowego, który wie jak podawać i strzelać bramki. Oby zakontraktowanie mistrza świata było pierwszym krokiem w dobrą stronę. W innym wypadku Bayern czy Borussia zbyt szybko na Jonathan-Heimes-Stadion nie przyjadą.

1 KOMENTARZ

  1. Kopciuszek, ktory dostal sie na salony. Fajnie bylo tu z 1 liga ale i 2 liga dla miasta to ogromny sukces, szczegolnie porownujac co sie dzieje u wielkich rywali zza miedzy: niestabilnego Frankfurtu i w tym sezonie Mainz, 3 ligowych Wehen i FSV lub dogorywajacego 4 ligowca z Offenbach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ