UDOSTĘPNIJ
fot.: villarealusa.com

Starcie piątej z szóstą drużyną tabeli ligi hiszpańskiej miało potencjał na bycie idealną rozgrzewką przed sobotnimi derbami Madrytu. Mecz jednak spełnił swoje zadanie mniej więcej w połowie. Z pewnością wynik byłby lepszy, gdyby drużyna gości zechciała łaskawie pograć w piłkę nożną na Estadio De La Ceramica. „Żółta Łódź Podwodna” taktycznie i technicznie spenetrowała przyjezdnych z Bilbao, którzy sprawiali wrażenie, jakby byli zgrają pasterzy losowo zebranych na wycieczkę fakultatywną do prowincji Castellon.  

O dziwo Athletic Bilbao wszedł w mecz całkiem przyzwoicie. Starali się prowadzić grę, jednak rozgrywanie wszerz boiska nie kończyło się zazwyczaj niczym bardziej kreatywnym niż zagraniem do Inakiego Williamsa albo Aduriza. Właśnie, Aritz Aduriz. Ten człowiek jest niesamowity i z pewnością zasłużył na niejeden osobny, dedykowany artykuł. To jest naprawdę ewenement na skalę światową, że aktualnie szósta siła najlepszej ligi świata może tak bardzo liczyć na przebłyski 36-latka. Chociaż w sumie dopóki to działa, nikt nie powinien się tego czepiać. Hiszpan jest najlepszym strzelcem zespołu i nawet pomimo dzisiejszej lekkiej impotencji dwukrotnie obił ramę bramki przeciwnika.

Niektórzy z Was mogą pomyśleć, że Baskowie przynajmniej strzelili bramkę jednej z najlepszych defensyw w Europie na ich terenie, więc nie mogło być tak źle. A właśnie, że było. Gol był bardziej dziełem przypadku i srogiej patologii w kryciu podczas rzutu rożnego, niż wynikiem jakiegoś geniuszu ofensywnego albo pomysłowego schematu rozegrania stałego fragmentu gry. Ale cóż, błędy zdarzają się nawet najlepszym. Zresztą, defensywa Villarealu zdecydowanie się później „odkuła”.

A wszystko to za sprawą gościa, który mógł aspirować do tytułu MVP – Victora Ruiza. Bramka, asysta… Wynik całkiem niezły jak na stopera, który nie nazywa się Sergio Ramos. Ocenę ogólną zepsuł jednak bezmyślny faul w końcówce spotkania, który skutkował czerwoną kartką dla defensora. Na jego szczęście Baskowie nie wykazali się wystarczającymi umiejętnościami, aby skorzystać z gry w przewadze. Ogólnie kwartet obrońców w żółtych strojach spisał się dzisiaj na medal. Wybitne zawody rozegrali Mario Gaspar i Jaume Costa, którzy do przyzwoitej gry we własnych okopach dorzucili świetne podłączenia się do ataku.

Do poziomu formacji defensywnej dopasowali się pozostali gracze Villarealu. Cała drużyna Pana Frana Escriby zaprezentowała się wybitnie. Wyjścia spod pressingu, konstruowanie ataków szybkimi podaniami, gra z klepki, przemyślane rozegrania stałych fragmentów gry i po prostu celebrowanie futbolu zdecydowanie mogły się podobać postronnemu widzowi. Oprócz tego pokazali, że sztuka kontratakowania nie jest im obca. Po takim właśnie zabiegu bramkę zdobył Cedric Bakambu, który to wykorzystał genialne, długie podanie Roberta Soriano.

Dla takiej drużyny warto zrezygnować z piątkowego wypadu na piwo. Z pewnością widowisko stałoby na jeszcze wyższym poziomie, gdyby tylko Ernesto Valverde tak nie marnował potencjału teamu z Bilbao. Trochę szkoda, że taka ekipa jak Villareal, która w Anglii zapewne biłaby się o mistrzostwo, nie ma zbyt wielkich szans na grę w Lidze Mistrzów, nawet pomimo zniżki formy Sevilli. Mam jednak nadzieję, że Pan Escriba będzie walczył o to do końca, a nawet jeśli się nie uda, to ze wzmocnionym składem powalczy o piłkarski raj w następnym sezonie.

Villareal 3:1 Athletic Bilbao

17′ Ruiz

20′ Laporte

47′ Bakambu

58′ Adrian

 

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ