#RMAATM: Kto mieczem wojuje, od miecza ginie

#RMAATM: Kto mieczem wojuje, od miecza ginie

Niebywała 40-meczowa seria meczów bez porażki Realu obfitowała w kluczowe bramki w końcowych minutach meczu.

Jedni nazywali to fartem, inni powtarzalnością. Dzisiaj na Santiago Bernabeu gracze Zinedine’a Zidane’a mogli odczuć na własnej skórze, jak to jest stracić punkty w samej końcówce spotkania.

Początek meczu obfitował w niedokładności. Zawodnicy obu zespołów byli trochę elektryczni a gra się nie kleiła. Po początkowych 15-tu minutach wykrystalizował się krajobraz spotkania. Real próbował konstruować ataki pozycyjne, a podopieczni Cholo liczyli na błędy w wyprowadzaniu piłki przez “Królewskich”. To kontry oraz stałe fragmenty gry miały być sposobem na zdobycie bramek przez Atletico.

Pomimo kilku groźnych sytuacji “Los Colchoneros”, to gospodarze byli bliżsi objęcia prowadzenia w pierwszej połowie meczu. Interwencje doskonale dysponowanego dziś Jana Oblaka oraz timing Savicia pozwoliły gościom zejść do szatni z zerem z tyłu. Takie akcje obronne, jak ta Czarnogórca nie zdarzają się często.

Nawet mimo zdobytej bramki przez Real, Simeone nie nakazał swoim zawodnikom na szalone ataki. Argentyński szkoleniowiec konsekwentnie stawiał na swoją taktykę. Goście cały czas liczyli na potknięcie się rywala i szybkie, precyzyjne zadanie ciosu. Taka strategia dała wymierne skutki w postaci gola Griezmanna w 85. minucie.

W grze ofensywnej Realu coraz częściej można uświadczyć wymienność pozycji między Ronaldo a Benzemą. Nie inaczej było w tym spotkaniu. Francuz co chwilę pojawiał się na lewej flance, a na szpicę schodził Cristiano. Trzeba jednak oddać obu panom, że naprawdę nieźle współpracowali z Marcelo.

Z resztą boczni obrońcy to chyba jeden z największych skarbów Zidane’a. Dzisiaj zarówno wspomniany wyżej Brazylijczyk, jak i Dani Carvajal zagrali świetne spotkanie, szczególnie w ofensywie. Do Hiszpana można się jednak przyczepić o straconą bramkę.

Kolejny bezbarwny mecz zaliczył dziś natomiast Gareth Bale. Niby parę razy ruszył skrzydłem, wykonał dwa, może trzy rajdy, jednak to nie ten Bale, do którego przywykliśmy. Walijczyk od powrotu po kontuzji jest cienki jak barszcz wigilijny, a przed Realem najtrudniejsze mecze sezonu. Jest to niewątpliwie ogromne zmartwienie Zinedine’a Zidane’a.

Bardzo solidnie zaprezentowali się obaj bramkarze, chociaż Jan Oblak zaprezentował jeszcze coś więcej. Do momentu zdobycia bramki przez Real wyrastał on na zawodnika meczu i w zasadzie to przyznanie mu tego tytułu nie byłoby dużym nadużyciem. To co wyczyniał dziś w bramce Słoweniec było naprawdę imponujące.

Obie drużyny są w naprawdę dobrej formie, poza nielicznymi jednostkami. Zarówno Real, jak i Atletico czeka teraz okres, gdzie będą grali co 3-4 dni. Jest to jednocześnie czas, kiedy ważą się losy sezonu. Dzisiaj niezmiernie zadowolony z rezultatu zdawał się być Diego Simeone, którego drużyna dzięki temu jednemu punkcikowi umacnia się na podium Primera Division.

Natomiast sprawa tytułu może rozstrzygnąć się w bezpośrednim starciu Realu z Barceloną. Do zmartwień francuskiego szkoleniowca, poza formą Bale’a dołączyła jednak kontuzja Pepe. Schodził on dziś z boiska z grymasem bólu na twarzy. Biorąc pod uwagę uraz Varane’a może się to potoczyć bardzo nieciekawe dla “Królewskich”.

Rate this post