UDOSTĘPNIJ
fot. dailymail.com.ng

Największą ciekawostką przed tym starciem był fakt, że w pierwszym składzie Manchesteru City pojawił się Fabian Delph. Trochę mniej świeżym pomysłem było ustawienie Jesusa Navasa na prawej obronie Manchesteru City. Jedenastka The Citizens wyglądała bardzo ofensywnie co zapowiadało ciekawy mecz. W Chelsea brakowało Victora Mosesa, którego miejsce zajął Cesar Azpilicueta. Na pozycjach środkowych obrońców obejrzeliśmy Kurta Zoumę, Davida Luiza oraz Gary’ego Cahilla.

Skrzydlata bestia

Chociaż od początku grę prowadził Manchester City to o wiele groźniejsza była Chelsea. The Blues wykorzystywali szerokość boiska i stwarzali sytuacje dzięki dynamicznej grze Hazarda i Pedro. To właśnie skrzydła sprawiały, że potwór z Fulham Road schodził na przerwę prowadząc. Natomiast goście byli groźniejsi w atakach środkiem boiska. Sprzed pola karnego próbowali Fabian Delph, Fernandinho oraz Kun Aguero. Wiele dobrego wynikało również z presji, jaką ofensywni piłkarze Guardioli wywierali na obrońcach rywali.

Mecz na Stamford Bridge pokazał jak ważną rolę w drużynie Antonio Conte odgrywa Cesar Azpilicueta. Pomimo wielkiego talentu i wspaniałych umiejętności Kurt Zouma nie jest wystarczająco szybki, aby asekurować Davida Luiza i Gary’ego Cahilla. Natomiast Hiszpan znakomicie ubezpiecza kolegów oraz potrafi wspaniale wyprowadzać piłkę z własne strefy obronnej. Po przerwie Włoch ściągnął z boiska młodego Francuza, na pozycję prawego wahadłowego przesunął się Pedro Hernandez, a Azpilicueta zaczął grać u prawego boku Davida Luiza. Od tamtego momentu gra obronna Chelsea znacznie się poprawiła. Okazuje się, że równie ważnym ogniwem Chelsea jest Victor Moses, który zwalnia Hiszpana z obowiązku gry jako wahadłowy skrzydłowy i daje trenerowi możliwość ustawienia Azpilicuety na środku obrony. Można powiedzieć: „Zaraz, zaraz! Pedro zagrał znakomitą drugą połowę jako wahadło” – to prawda, ale nie warto tłumić potencjału ofensywnego dokładając Hiszpanowi obowiązków w obronie.

Rygiel defensywny

Rola Davida Luiza nie ograniczała się dziś jedynie do wyprowadzania piłki. Z racji tego, że w pierwszej jedenastce nie wybiegł Nemanja Matić, rolą Brazylijczyka było blokowanie rozgrywających The Citizens lub Kuna Aguero. Za każdym razem gdy Luiz był spóźniony Manchester kreował bardzo groźne sytuacje. Natomiast skuteczne krycie środkowego obrońcy Chelsea najczęściej kończyło dobrze zapowiadające się akcje Manchesteru City.

Chelsea
fot. sharemytactics.com; opracowanie własne

Po drugiej stronie podobną rolę pełnił Fernandinho, który na spółkę z Delphem asekurował poczynania Kevina De Bruyne, Davida Silvy i Liroya Sane. W pierwszej połowie Anglik i Brazylijczyk nakryli czapkami N’Golo Kante i wyłączyli z gry Cesca Fabregasa. Szkoda, że Fernandinho zakończył pierwszą połowę faulem we własnym polu karny, bo jego występ mógłby być mocnym 8/10.

„To żadna analiza. Wszystko to zauważyłaby tresowana małpa” mogliby powiedzieć czytelnicy. Możliwe, że każdy widział te same sytuacje, więc na koniec zwrócę uwagę na jeszcze jeden szczegół, od którego aż pieką oczy: Eden Hazard nie potrafi strzelać rzutów karnych. Nie wiadomo dlaczego to właśnie Belg jest wyznaczony do jedenastek, ale jego strzały są lekkie i łatwe do obrony. Dzisiaj obronionego karnego zaliczył Willy Caballero i dopiero dobitka dała gola Chelsea.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ