UDOSTĘPNIJ
Prezydent UEFA Aleksander Ceferin; Fot:. http://blog.cpdfootball.de

Reforma Ligi Mistrzów przed nami – to już pewne. Od sezonu 2018/19 cztery miejsca w LM dostaną nie trzy, lecz cztery najlepsze federacje – najprawdopodobniej Anglia, Hiszpania, Niemcy oraz Włochy. Ponadto drużyny z czwartych miejsc w tych właśnie ligach nie będą musiały przechodzić przez kolejne rundy kwalifikacji. One same zmienią się znacznie i zamiast 10, gwarantować będą zaledwie 6 miejsc, z czego 4 dla mistrzów ligowych. Nowy system przyznawania punktów w rankingu UEFA ma również pomóc zespołom z niżej notowanych federacji. Czy to zmiana na lepsze? Zdania są podzielone. RiGCzu reformy postanowił bronić Patryk Chyła, za to za Raka uważa ją Kamil Czukowicz.

Patryk: Zacznijmy może od czegoś, co można bardzo łatwo wywnioskować – reforma bonifikuje największych. Jak się jednak okazuje, nie ma w tym nic złego, bo są oni po prostu najlepsi. Ostatnią drużyną spoza Wielkiej Szóstki (Anglia, Hiszpania, Francja, Włochy, Niemcy, Portugalia), która dostała się do ćwierćfinału LM jest Galatasaray z sezonu 2012/13. Turcy byli wtedy na 10 miejscu w rankingu.

Kamil: Po pierwsze Liga Mistrzów, jak sama nazwa wskazuje, powinna być turniejem, w którym rywalizują ze sobą zwycięzcy poszczególnych lig. Zdaję sobie sprawę, że dosłowna interpretacja tego terminu nie jest racjonalna, bo przecież absurdem byłoby gwarantowanie jednego miejsca w LM dla mistrza San Marino. Nie należy jednak popadać w skrajność i robić z Champions League zabawy dla piłkarskiej arystokracji, która ma gwarancję miejsca na imprezie jedynie ze względu na „miejsce urodzenia”.

Co więcej, wspominasz drużyny z Wielkiej Szóstki i kontrastujesz je z ekipami spoza niej. Według mnie, to nie do końca słuszna analogia. Powinno się raczej porównać zespoły ze słabszych lig z czwartymi ekipami z Hiszpanii, Anglii czy Niemiec, skoro miałyby być one lepsze od „kopciuszków”. Co się okazuje? Otóż ostatni raz drużyna z 4 miejsca dostała się do ćwierćfinału w przywoływanym sezonie 2012/2013 – była nią pompowana petrodolarami Malaga. Jeśli spojrzymy rok wstecz, to ujrzymy w ćwierćfinale sensacyjny APOEL, podczas gdy ekipy z 4 miejsca którejś ze znamienitszych lig ze świecą szukać. Wniosek? Mistrzowie słabszych lig nie odstają od “czwartych do brydża” z Primiera Division czy Premier League, a jednocześnie znacznie lepiej pasują do idei Ligi MISTRZÓW.

Patryk: Teraz spójrzmy raczej jak to wyglądałoby w praktyce. Reforma zapewnia dodatkowe miejsce dla czwartej federacji – od kilku lat są nią Włosi. Gdyby obowiązywała ona już w tym roku, do fazy grupowej dostałaby się Roma. Eliminacji nie przeszła, ale radziła sobie bardzo przyzwoicie w Lidze Europy. Wprawdzie Inter (4 drużyna Serie A w poprzednim sezonie) nie zaprezentował się dobrze w tegorocznych europejskich rozgrywkach, ale powiedzmy sobie szczerze – gra nie była warta świeczki. Walcząc o Scudetto i nie będąc przy tym Juventusem ciężko jest grać co trzy dni na tym samym poziomie. Szczególnie, gdy mecze z Rossoneri i Violą przedziela nam spotkanie przeciwko Hapoelowi Beer Sheva. Co innego, gdyby na stole leżały naprawdę duże pieniądze w meczu o zdobycie tytułu najlepszego europejskiego klubu przeciwko topowej drużynie.

Oczywistym jest, że Liga Mistrzów musi mieć przecież mistrzów. Nie zapominajmy jednak, że mają to też być rozgrywki NAJLEPSZYCH zespołów w Europie. A jestem pewien, że aktualnie czwarte w Serie A Lazio bardziej należy do tego grona niż, na przykład, FK Rostów, inny nie-mistrz grający w tegorocznej fazie grupowej Ligi Mistrzów. I to pomimo tego, jak świetnie spisywali się na własnym terenie.

Kamil: Jeśli nazywamy występy Romy w Lidze Europy bardzo przyzwoitymi, to jak nazwać to, iż w ćwierćfinałach mamy dwie drużyny belgijskie? Przecież to liga znacznie niżej notowana od włoskiej. W dodatku, Gent wyeliminował Tottenham, obecnie drugą drużynę ligi angielskiej, która przecież uchodzi za europejską czołówkę. Powodzenie Belgów w tym sezonie dowodzi, że należy dać szansę mniej medialnym ligom i nie powinno się ich skreślać na starcie.

Inter w tym sezonie w Lidze Europy zbierał bęcki jak leci i kompletnie się skompromitował. Ten argument o niewystarczającej motywacji przypomina mi sytuację, gdy starszy z braci zaczyna przegrywać w jakąś grę z młodszym i sfrustrowany swoją bezsilnością, stara się przekonać wszystkich wokół, że „dał młodemu wygrać”. Jeśli drużyna nie jest gotowa do walki co trzy dni z drużynami pokroju Hapoelu, to nie będzie też w stanie powalczyć z zespołami ze znacznie wyższej półki. Rozumiem, że fanom przeżywających chude lata klubów z tradycjami ciężko jest zaakceptować taki stan rzeczy, ale nie zakłamujmy rzeczywistości.

Jeśli chodzi o Rostów i Lazio… Po pierwsze nazwy i nazwiska nie grają. To, że jakiś klub na przestrzeni lat wyrobił sobie większą markę, czy fakt iż posiada głośniejsze nazwiska w składzie, nie świadczy o aktualnej wyższości nad mniej znanym rywalem. Rostów ma swoje problemy, prawdopodobnie nie uda mu się awansować do pucharów aczkolwiek jego zaskakująco dobra przygoda mogłaby być jedynie argumentem świadczącym o sile ligi rosyjskiej.

Jeszcze słówko o Lazio… Hipotetyczny mecz Lazio – Bayer jest z mojego punktu widzenia mniej atrakcyjny niż Ludogorec – PSG. Dlaczego? Otóż moim zdaniem starcie dwóch drużyn dobrych może być ciekawym widowiskiem piłkarskim, jednakże nie porwie tak swoją historią, kontrastem pomiędzy dwiema ekipami jak pojedynek Dawida z Goliatem. Dobry wynik wywalczony przez drużynę z mniej rozwiniętego piłkarsko kraju jest czymś ciekawszym niż zwycięstwo brązowego medalisty Serie A nad czwartą drużyną Bundesligi.


Obecny sezon udowadnia, że drużyny ze słabszych lig potrafią namieszać. Trzecie miejsce w Lidze Mistrzów zajęły: Legia, Kopenhaga czy Ludogorec, wyprzedzając w tabeli wyżej notowane zespoły: Sporting, Brugię i Bazyleę. W Lidze Europy zaskoczeń było jeszcze więcej: zwycięstwo Apoelu nad Athletikiem, wyżej wymieniony dwumecz Gent Tottenham czy Sparta i Hapoel odprawiające z kwitkiem Inter i Southampton.

Tak prezentuje się nowy system kwalifikacji do Ligi Mistrzów, obowiązujący od sezonu 2018/19. Na granatowym tle widzimy zespoły mające automatyczną kwalifikację do fazy grupowej, środkowa tabelka pokazuje jakie drużyny będą walczyły o kwalifikację w drabince mistrzowskiej, a jasnoniebieska – „ligowej”. (Fot.: www.uefa.com)

Patryk: Podejmując to zagadnienie, spotykamy się z pewnym problemem, występującym u drużyn z topowych lig – one szybko nudzą się Ligą Europy. Oczywiście, jest to gwiazdorzenie. Tak jak celebryci chętniej udzielają wywiadów dla dużych stacji telewizyjnych, tak i wielkie piłkarskie kluby chętniej grają ze sobą niż z FK Astaną czy Karabachem. Takie są fakty. I tu nie chodzi o to, że zespoły pokroju Genku, ćwierćfinalisty LE, są niedoceniane. Groźnymi przeciwnikami są drużyny z Azerbejdżanu czy Kazachstanu i nikt nie uśmiecha się już pod nosem, gdy do jego klubu wylosowana jako przeciwnik zostanie FK Gabala.

Mimo wszystko, nie znaczy to, że zawodnicy tych klubów dysponują większymi umiejętnościami niż średniak Premier League. Prawdopodobnie nie poradziłyby sobie w zimny, deszczowy wieczór w Stoke tak samo, jak Bayern nie poradził sobie w Rosji. Czy to jednak oznacza, że Alexandru Gatcan (który, swoją drogą, poradziłby sobie i w większym klubie) jest lepszym zawodnikiem środka pola niż Thiago Alcantara? Śmiem twierdzić, że grając w takich samych warunkach, z takimi samymi zawodnikami i w takich samych sytuacjach grałby gorzej. To, jak świetnie poszło w europejskich pucharach zespołowi znad Donu nie jest zależne tylko od umiejętności piłkarzy.

Ponadto, mecz Bayer kontra Lazio miałby – oprócz bycia ciekawym widowiskiem – jeszcze jedną przewagę nad starciem PSG z Bułgarami. Więcej ogrania w najlepszych europejskich rozgrywkach dostaliby młodzi, perspektywiczni zawodnicy, tacy jak Keita Balde Diao czy Kai Havertz. Poza tym, reforma nie wyeliminuje przecież pojedynków Dawidów z Goliatami. Nowy system eliminacji przywróci te spotkania już w tej fazie rozgrywek, a w fazie grupowej będzie więcej Goliatów do pokonania. Szczególnie, że grupy takie jak ubiegłoroczna grupa H – Lyon, Valencia, Gent, Zenit – mogłyby śmiało być grupami Ligi Europy.

Kamil: Zgadzam się, jednak moim zdaniem jedynym wyjściem, aby możniejsze kluby przestały kręcić nosem na Ligę Europy jest podniesienie jej prestiżu. Oprócz zwiększenia nagród za dobre wyniki, skutecznym sposobem może być przekierowanie tych „czwartych” do Ligi Europy – gdy zacznie w niej grać więcej mocnych klubów, to w mojej opinii poprawi się podejście części zespołów z lepszych lig do tych rozgrywek. Nie zamykałoby to jednocześnie drzwi słabszym ekipom, a odciążyło Ligę Mistrzów.

Nie twierdzę, że azerscy czy kazachscy “potentaci” mają w swych szeregach lepszych graczy niż średniak z Premier League. Mają natomiast większe prawo do uczestnictwa w Lidze Mistrzów niż tenże średniak.

Nie zawsze wygrywa drużyna teoretycznie lepsza. Rozumiem handicap wynikający z odległej podróży, średniej murawy, czyli ogólnie pojętych warunków środowiskowych, charakterystycznych dla danego rejonu (w podobny sposób dyskredytuje się też Ekwador, ze względu na wysokie położenie nad poziomem morza). Okej, ale jest to też pewien folklor ubarwiający monotonne hiszpańsko-niemiecko-angielskie podróże. Chodzi o może drugorzędny, ale istotny aspekt okołofutbolowy.

Wracając do tych zwycięstw teoretycznie słabszych drużyn. Czy fantastyczna przygoda Kostaryki na MŚ2014 dyskredytuje ten turniej? Moim zdaniem nie. Czy zwycięstwo Greków w 2004 roku obniża rangę EURO? Również odpowiem przecząco.

Casus Gatcana udowadnia, że nazwiska nie grają. Czy ktoś przed finałem zeszłorocznych mistrzostw Europy zamieniłby Oliviera Giroud na Edera? Nie wydaje mi się, a to jednak Portugalczyk okazał się bohaterem tego spotkania. Czy Anglicy zamieniliby się z Islandczykami na kogokolwiek prócz Gylfiego Sigurdssona? Prędzej pękneliby ze śmiechu. Czy Szwajcarzy przed Euro zrezygnowaliby z Schara na rzecz Pazdana? Odpowiedź wydaje się oczywista. To właśnie ta nieprzewidywalność, dyspozycja dnia, możliwość zagrania na 200 procent swoich umiejętności sprawia, że tak kochamy futbol. Szansa, że w tej grze “kopciuszek” wyjdzie zwycięsko z pojedynku z faworytem jest znacznie większa niż w siatkówce czy koszykówce. W moich oczach jest to jeden z najważniejszych czynników powodujących wyższość piłki nożnej nad innymi sportami.


Młodzi zawodnicy mogą równie dobrze ogrywać się w Lidze Europy. Z drugiej strony, wyniki tegorocznej młodzieżowej odsłony Ligi Mistrzów sugerują, że między młodzieżą Legii a Realu nie ma takiej przepaści jaka mogłaby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie widzę więc powodu, by gra młodziutkich piłkarzy w Champions League miała być argumentem za obecną reformą, gdyż zdolni młodzi gracze znajdują się również w szeregach mniej renomowanych klubów.

Zauważmy, kto awansował z przytoczonej przez Ciebie grupy H. Otóż do 1/8 finału przeszli obaj mistrzowie z niżej notowanych lig: Zenit oraz Gent. Okazało się więc, że niekoniecznie „niemistrzowie” z bardziej rozwiniętych piłkarsko krajów muszą być lepsi od triumfatorów słabszych lig. Jest to kolejny argument przeciwko przekształcaniu Ligi Mistrzów w rozgrywki zdominowane przez „niemistrzów”.

Patryk: W tym momencie warto przypomnieć, że nad UEFA nadal wisi groźba utworzenia – po części mitycznej już – Superligi. Taki ukłon w stronę największych ostudzi ich zapał do tworzenia takich zmagań na kolejne kilka lat. Najbardziej bolący nie byłby jednak brak kilkunastu najlepszych drużyn Europy, lecz znaczny spadek prestiżu rozgrywek Ligi Mistrzów, a w konsekwencji strata dużej ilości pieniędzy i zainteresowania Ligą Mistrzów nie tylko bez mistrzów, ale też po prostu bez najlepszych zespołów w Europie. Piłka nożna nie jest już tylko sportem, ale i produktem, który trzeba sprzedać. I mimo, że ja osobiście kupiłbym nawet finał LM pomiędzy Rostowem a Łudogorcem czy Atalantą a West Bromwich Albion, to 90% piłkarskich konsumentów nie.

Utrzymanie wielkich marek w Lidze Mistrzów leży więc nie tylko w kwestii UEFA, lecz również mniejszych federacji. To właśnie dzięki pieniądzom za awans do tych prestiżowych zawodów mogą podnieść swój poziom sportowy. Spójrzmy choćby na Dinamo Zagrzeb, które zmonopolizowało ligę chorwacką. Świetny system szkolenia młodych zawodników pozwolił wypromować w Lidze Mistrzów młodych Chorwatów, takich jak choćby Kovacić.

Do tego Dinamo potrafiło się w przeszłości postawić choćby Arsenalowi. Zespoły z tych „gorszych” lig będą mogły wygrywać również po reformie. Pierwsze okazje będą miały już w nowych eliminacjach, a może się nawet okazać, że wyjdą na tym lepiej niż wcześniej. Jak pokazują wyniki z poprzednich lat, mistrzowie często pokonują w następnych fazach czwarte drużyny najlepszych lig. Wszystko w nogach piłkarzy, a decydować może dyspozycja dnia.

Kamil: Moim zdaniem ta, jak to ująłeś, “mityczna” Superliga jest jedynie straszakiem, pozostającym niemożliwym do zrealizowania. Oczywiście nie polemizuję z jego skutecznością –  dzięki niemu bogatsze kluby wywalczyły „swoje” reformy.

 Zgadzam się, że piłka nożna to produkt, który trzeba sprzedać. Prawda jest jednak taka, że słabszych piłkarsko krajów jest więcej niż tych silnych. Dlatego też łatwiej będzie sprzedać ten produkt, jeśli w jego skład będą wchodzić drużyny z różnych krajów. Widać to na przykładzie Legii, której mecze w Lidze Mistrzów z pewnością budziły większe zainteresowanie w naszym kraju, niż na przykład zmagania Bayeru z Tottenhamem. Poza tym nie popadajmy w przesadę – szansa, że do finału awansują dwa “kopciuszki” jest naprawdę bardzo nikła, toteż nie będzie problemu w postaci mało prestiżowego finału.

Pieniądze z Champions League są potrzebne biedniejszym klubom, aby te mogły podjąć walkę z bogaczami. Akurat Dinamo to na tyle specyficzny przykład, ze względu na przeżarty korupcją chorwacki futbol, że trudno uznać go za miarodajny.

Uważam, że po reformie ów pościg biednych za bogatymi będzie utrudniony. Skoro, jak sam twierdzisz, w fazie grupowej i dalszych etapach mistrzowie niżej notowanych lig radzą sobie z czwartymi drużynami z Anglii czy Hiszpanii, to nie widzę powodu by te zabierały im miejsce.

Jak widać, nasza burzliwa dyskusja nie przyniosła jednogłośnego rozstrzygnięcia. Przedstawiciele obu stron barykady mają swoje argumenty, a czytelnicy po zapoznaniu się z nimi mogą wyciągnąć wnioski i zweryfikować swoje stanowisko – czy pozostaną przy swoim zdaniu, czy jednak któraś ze stron spowodowała zmianę postrzegania tego zagadnienia.

A co Wy sądzicie o tej reformie? Jesteśmy ciekawi Waszego punktu widzenia, więc gorąco zachęcamy do dyskusji w komentarzach!

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ