UDOSTĘPNIJ
fot. sportowefakty.wp.pl

Wczorajszy mecz z Czarnogórą może okazać się kluczowy dla tych eliminacji. Sześć punktów przewagi przy pięciu meczach do rozegrania wydaje się przepaścią. Po spotkaniu warto na chłodno przyjrzeć się temu, co przygotował Adam Nawałka.

Ataki środkiem

Dla naszej reprezentacji najważniejsze były dzisiaj środek i prawa storna boiska. To w centrum boiska Polacy rozegrali najwięcej groźnych akcji, natomiast bliżej prawego skrzydła grali najbardziej doświadczeni i pojętni taktycznie zawodnicy. Pierwszy schemat, jaki zaproponował Adam Nawałka, to zagrania do skrzydłowych wbiegających do środka boiska.

Nawałka
fot. sharemytactics.com; opracowanie własne

Najpierw Robert Lewandowski schodził bliżej środka boiska. Następnie Kamil Glik zagrywał do Jakuba Błaszczykowskiego (rzadziej do Kamila Grosickiego, ale kilka razy to skrzydłowy Hull odbierał podanie od Glika), który zbiegał z prawego skrzydła i odgrywał do wracającego Lewandowskiego. Jednocześnie zabierał ze sobą lewego obrońcę i tworzył wolny korytarz dla Łukasza Piszczka. Lewandowski w tym schemacie bardziej przypominał zawodnika z numerem 10 niż środkowego napastnika. Najczęściej po takim rozegraniu oddawał piłkę na lewe skrzydło do włączającego się Grosickiego lub sam próbował kończyć akcję.

Czasem napastnicy Czarnogóry odcinali Glikowi możliwość bezpośredniego podania do przodu. Oczywiście Nawałka przygotował swoich podopiecznych na takie ustawienie rywali.

Nawałka
fot. sharemytactics.com; opracowanie własne

Podanie Glika trafiało wtedy do Piszczka. Lewandowski schodził do prawej strony. Otrzymywał podanie od bocznego obrońcy Borussii Dortmund. Następnie jego zadaniem było odwrócenie się z obrońcą na plecach i zagranie piłki do włączającego się Grosickiego.

Adam Nawałka przygotował również trzecią możliwość. Znów wszystko zaczynało się od Glika.

Nawałka
fot. sharemytactics; opracowanie własne

Stoper AS Monaco posyłał długie podanie do Lewandowskiego. Tym razem polski napastnik musiał opanować piłkę lub powalczyć o nią w powietrzu. Po jednym z takich zagrań (tym razem na miejscu Glika stał Błaszczykowski) snajper Bayernu wywalczył rzut wolny i zamienił go na gola. Lewandowski nie musiał wygrywać każdej główki, bo tak jak pisałem w poprzedniej analizie, pomocnicy Czarnogóry rzadko zbierają „drugie piłki”. Właśnie ten mankament przeciwnika wykorzystywał włączający się Piotr Zieliński. Po przyjęciu piłki rozgrywający Napoli mógł rozrzucić piłkę na lewą stronę, zagrać prostopadle do wbiegającego w pole karnego Lewandowskiego lub próbować kończyć akcję strzałem. Jedna z takich sytuacji powinna zakończyć się golem, ale Zieliński nie skorzystał z podania Grosickiego.

Mączyński jak Krychowiak

Przed meczem obawialiśmy się nieobecności Grzegorza Krychowiaka. Wspaniałym zastępcą okazał się Krzysztof Mączyński. Piłkarz Wisły Kraków ma inne warunki fizyczne niż Krychowiak, więc nie mógł zatrzymywać przeciwników w sposób równie spektakularny co gracz PSG, dlatego skupił się na przechwytach. Znakomicie zbierał wszystkie bezpańskie piłki i niechlujne podania zawodników Czarnogóry. Obszar, który ubezpieczał w fazie ataku reprezentacji Polski, był imponujący (na grafice poniżej). Zapobiegł też wielu atakom dzięki szybkiemu czytaniu gry oraz rozsądnemu ustawieniu. Po przechwycie piłki starał się szybko uruchamiać akcje prostopadłymi podaniami. Zachowując wszelkie proporcje, jego grę można porównać do występów N’Golo Kante w Leicester City i Chelsea FC.

Nawałka
fot. sharemytactics.com; opracowanie własne
Jak grać bez Joveticia?

To było główne zmartwienie Czarnogórców. Główny architekt i strzelec drużyny był kontuzjowany, więc trzeba było szybko znaleźć inny sposób na defensywę Biało-Czerwonych. Udało się wykorzystać wzrost Karola Linettego i Krzysztofa Mączyńskiego.

Nawałka
fot. sharemytactics.com; opracowanie własne

Stoperzy Czarnogóry często uruchamiali napastników długim podaniem. Jednak nie zagrywali piłki w strefę gdzie rządzili Michał Pazdan i Kamil Glik. Dużo łatwiej było kilka metrów dalej od pola karnego. Dlatego Fatos Beqiraj najczęściej walczył o górne piłki z Mączyńskim i Linettym. Jeśli udawało mu się opanować piłkę albo zgrać ją do środkowego pomocnika lub drugiego napastnika, to trafiała ona szybko na skrzydło. W przedostatniej fazie boczni pomocnicy i obrońcy wrzucali ją w pole karne do rozpędzonych napastników i podłączających się środkowych pomocników, którzy starali się wykończyć akcję strzałem.

Jak wykorzystać Karola?

Kończąc analizę, warto zwrócić uwagę na Karola Linettego. Jego rola nie była do końca jasna i chyba sam zawodnik nie zrozumiał założeń trenera. Pomocnik Sampdorii wyglądał na abiturienta zagubionego na uczelni wyższej. Na szczęście nie popełnił żadnego rażącego błędu, więc biorąc pod uwagę korzystny wynik, jego występ należy uznać za przeciętny.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ