UDOSTĘPNIJ
Źródło: Białoczerwoni.com

Udane Euro pozwoliło kilku reprezentantom Polski wypromować się na rynku. Jedni dzięki transferom zaliczyli progres, a ich klubowe sukcesy sprawiły, że nasza kadra awansowała w rankingu FIFA nie rozgrywając meczu. Inni poprzez zmianę klubu na lepszy stracili możliwość regularnej gry, co może odbić się na ich formie również w rozgrywkach międzynarodowych. Arkadiusz Milik stanowi trzecią grupę.

Sytuacja w klubie

Transfer do Napoli był strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze wszystko wskazywało na to, że został sprowadzony z myślą o pierwszym składzie, a rozgrywki Serie A są bardziej prestiżowe i wymagające niż Eredivisie. Po drugie klub z północy Włoch jest uznaną na świecie marką jeśli chodzi o szkolenie i wprowadzanie młodych zawodników do wielkiego futbolu. Strategia klubu opiera się na zarabianiu pieniędzy z promowania i zyskownej sprzedaży piłkarzy. Po trzecie obecność w kadrze tego zespołu zapewniała Panu Piłkarzowi Polakowi możliwość trenowania z uznanymi i doświadczonymi zawodnikami.

Wszystkie wielkie plany na ten sezon pokrzyżowała kontuzja. Milik został wyłączony z gry przez prawie cztery miesiące. To długi okres, zwłaszcza dla piłkarza, który jest w fazie rozwoju. Musiał oglądać poczynania swoich kolegów z trybun, a czas treningowy spędzać w gabinecie fizjoterapeuty. Choć wrócił do zajęć wcześniej niż prognozowano, obecnie jest powoli wprowadzany do gry, zazwyczaj wchodząc z ławki na kilka ostatnich minut. Na jego wielkie szczęście koledzy z drużyny unieśli ciężar, a przyszło im to łatwo i przyjemnie – pod nieobecność reprezentanta Polski, Napoli stało się drużyną grającą jedną z najpiękniejszych piłek w Europie.

Dlaczego na szczęście? O tym napisałem już wcześniej. Strategia. Widząc jak poczynają sobie Dries Mertens, Lorenzo Insigne i spółka, włodarze oraz zarząd zacierają ręce. Wszystko wskazuje, że w przyszłym sezonie znowu będą mieli okazję występować w Lidze Mistrzów. W dodatku wzbogaceni o ogromne kwoty ze sprzedaży kluczowych piłkarzy do Realów, Barcelon, czy Manchesterów. A kto będzie grał w przyszłym sezonie? Zieliński, Milik i inni młodzi, utalentowani ludzie czekający na swoją kolej lub ściągnięci za część wspomnianych grubych milionów, które wzmocnią budżet transferowy na dalsze inwestycje. Maurizio Sarri ma ogromny komfort – nie musi na siłę wystawiać Milika ryzykując odnowienie urazu. Daje mu się ogrywać w ogonach, ponieważ wie, że w przyszłym sezonie to na niego będzie liczył najbardziej.

Rola w reprezentacji

Takiego komfortu nie ma Adam Nawałka. Powołaniem do kadry dał Arkowi wyraz zaufania i pokazał, że to na niego zamierza postawić w przyszłości. Ale czy powinien dać mu szansę już z Czarnogórą?

Nie oszukujmy się, spotkanie, które nasza reprezentacja rozegra 26 marca na Stadionie Narodowym, będzie jednym z najważniejszych starć w tych eliminacjach. Zwycięstwo da nam przewagę przynajmniej czterech punktów (a jeśli Dania potknie się w Rumunii, sześciu). Nawałka nie może pozwolić sobie na eksperymenty i wystawianie piłkarzy bez rytmu meczowego. Polska podchodzi do tego meczu z pozycji faworyta, ale dla Czarnogóry, która walczy o zdobycie własnej tożsamości w świecie futbolu, to spotkanie to prawie być albo nie być. Rywale nie cofną się przed niczym, a znani są z twardej, agresywnej gry. Murawa stadionu w Warszawie w niedzielę nie będzie miejscem właściwym dla kogoś komu ledwo zrosło się więzadło w kolanie. Nawałka wystawiając go do składu mógłby zrobić młodemu piłkarzowi ogromną krzywdę. Zakładam więc, że obecność Milika w kadrze ma tylko znaczenie psychologiczne i jest realizacją jego długofalowego planu dla Reprezentacji Polski.

Nasza kadra prawdopodobnie nigdy wcześniej nie miała takiego bogactwa w ataku jak obecnie. Robert Lewandowski od kilku lat jest w ścisłej czołówce napastników świata, a obecnie znajduje się w szczytowej formie będąc w Bayernie najlepszym piłkarzem. Arkadiusz Milik jest wymieniany przez wiele zestawień jako jeden z najbardziej utalentowanych piłkarzy świata. Łukasz Teodorczyk jest na najlepszej drodze do zostania najskuteczniejszym strzelcem w pojedynczym sezonie w historii Anderlechtu Bruksela. Jako czwarty do dyspozycji jest Kamil Wilczek, który w Brondby IF robi furorę. Ból głowy selekcjonera przypomina ten, który od wielu lat mają ludzie na tej posadzie z obsadą bramki. Na szczęście napastników w odróżnieniu od bramkarzy możemy wystawić dwóch i chyba taki wariant powinien wybrać Adam Nawałka w meczu, w którym z założenia to Polska ma kontrolować grę.

Wydaje się, że najbliżej do pierwszego składu jest w tym momencie Teodorczykowi. 25-letni zawodnik gra i regularnie strzela w Belgii więc w duecie z Lewandowskim zapewnia potencjalnie największą zdobycz bramkową. Kolejnym argumentem są warunki fizyczne. Łukasz raczej nie przestraszy się ostrej gry obrońców rywali, a jego styl gry może zapewnić bramki, nawet jeśli Czarnogóra zdecyduje się ,,psuć grę”, czyli nie dopuścić naszych zawodników do ataków pozycyjnych. Po trzecie i ostatnie, z racji wieku jest też opcją na przyszłość, kiedy Lewy zdecyduje się powiesić reprezentacyjne buty na kołku. Kamil Wilczek też ma do odegrania swoją rolę, jeśli gra nie będzie układała się po naszej myśli, 29-letni piłkarz stanowi mocną alternatywę na zmianę stylu i odwrócenie losów spotkania.

Swoją drogą cieszy, że wybór dotyczy tylu wspaniałych napastników. Pomyśleć, że jeszcze parę lat temu, za bramki dla Reprezentacji Polski odpowiadali tacy piłkarze jak Grzegorz Rasiak, czy Paweł Brożek. Ten ostatni ma jeszcze szansę się rozwinąć, musi tylko poczekać na swoją szansę.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ