UDOSTĘPNIJ
Fot.: alchetron.com

Tayfun Korkut miał być lekarstwem na problemy Bayeru Leverkusen. Kluczowe jest tu słowo „miał”, bowiem w trzech meczach, w których prowadził „Aptekarzy”, nie przekonał do siebie kibiców.

Bayer Leverkusen obecnie miota się między awansem do Ligi Europy a barażem o utrzymanie w Bundeslidze. Przypominam, że mówimy o trzeciej drużynie ubiegłego sezonu, która w sierpniu zakładała, że ponownie będzie walczyć o najwyższe lokaty. Niestety, ekipa Rogera Schmidta od początku sezonu gra bardzo słabo. W zespole brakowało regularności – słabe mecze były przeplatane pewnymi zwycięstwami. Czarę goryczy przelały porażka z Mainz (0:2) oraz całkowita klęska z Borussią Dortmund (2:6). Zarząd powiedział „dość” i pożegnał się ze Schmidtem, na jego miejsce przyszedł zaś mało znany Tayfun Korkut.

Start z dzieciakami

43-letni Turek swoją trenerską przygodę rozpoczął w czerwcu 2007 roku w młodzieżówce Realu Sociedad. Spędził tam równo rok, który nie zapowiadał wielkiej kariery. Kolejne 12 miesięcy to czas, w którym Korkut „odpoczywał” od futbolu. Zatrudnienie znalazł dopiero w lipcu 2009 roku w ekipie TSG Hoffenheim U-17. W ciągu całego sezonu poprowadził ten zespół w 12-tu spotkaniach w ramach B-Junioren Bundesliga Süd/Südwest. Korkut z pewnością nie należał do wybitnych szkoleniowców – jego średnia meczowa to okrągły jeden punkt na spotkanie. Młody trener zadebiutował za sterami Hoffenheim U-17 21 lutego 2010 roku w przegranym meczu z Burghausen U-17. W następnych kolejkach wiele lepiej nie było. Dość powiedzieć, że Korkut wygrał tylko trzy z 12-tu spotkań, zaś w dziewięciu meczach jego drużyna nie zachowała czystego konta. Ostatecznie z pracą pożegnał się 30 czerwca 2010 roku.

Na kolejną szansę turecki szkoleniowiec musiał czekać kolejny rok. W lipcu 2011 roku rozpoczęła się jego przygoda z poważniejszą drużyną. Wydawało się, że miała to być jego przepustka do wyższej ligi i zawodowej piłki – VfB Stuttgart U-19. Wszystko szło dobrze, wręcz za dobrze. Pierwsze cztery kolejki A-Junioren Bundesliga Süd/Südwest i aż trzy zwycięstwa i jeden remis. Jak na nieopierzonego trenera, całkiem niezły start. W połowie swojej przygody z „Die Schwaben” Korkutowi już tak dobrze nie szło, jednak końcówka roku to popis w jego wykonaniu. Cztery mecze, 4czterywygrane, a ostateczny bilans po 15-tu kolejkach to 8-3-5 i średnia 1,8 punktu na mecz.

Wreszcie poważna piłka!

Dobre wyniki zaowocowały sportowym awansem. O Korkuta upomniał się TFF, czyli Turecki Związek Piłki Nożnej. Cały świat świętował nadejście nowego roku, a szkoleniowiec młodzieżówki Stuttgartu zmianę środowiska i objęcie posady zastępcy trenera reprezentacji Turcji. W kadrze spędził ponad 1,5 roku i wraz z Abdullahem Avcim 18 razy poprowadzili kadrę Turcji. Niestety, duet ten nie zapewnił reprezentacji awansu na mistrzostwa świata, w związku z czym obaj panowie stracili pracę. Avci po roku został zatrudniony w drugoligowym Medipolu Basaksehir, który z powodzeniem prowadzi do dziś (drugie miejsce w tureckiej Super Lig), zaś Korkut wrócił do Niemiec i od stycznia 2014 roku objął posadę trenera Hannoveru 96, zastępując na tym stanowisku Mirko Slomkę.

Fot.: tff.org

W debiucie nie miał łatwego zadania, bowiem „Die Roten” jechali do Wolfsburga, który tamten sezon zakończył na piątym miejscu. Jednak pewna wygrana 3:1 oraz taki sam wynik w meczu z Borussią Moenchengladbach przekonały kibiców do nowego trenera. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy, Korkut niestety, dla swojej kariery, nie pozbył się swojej maniery z młodzieżówek i ponownie miał bardzo słaby środek sezonu. Od lutego do kwietnia wygrał zaledwie raz, co doprowadzało kibiców Hannoveru do szewskiej pasji. Mimo wszystko, udało mu się obronić posadę w końcówce sezonu – pięć spotkań i 13 punktów, pozwoliły „Czerwonym” na zajęcie dzieiątego miejsca, a Korkutowi utrzymać stanowisko. I to mimo faktu, że jego statystyki były niewiele lepsze niż zwolnionego w grudniu Slomki.

Zarząd Hannoveru postanowił pozostawić Turka na stanowisku trenera, licząc na powtórzenie dobrej lokaty z zeszłego sezonu. I zaczęło się dobrze – pięć ligowych spotkań, a w nich trzy zwycięstwa, do tego awans do drugiej rundy Pucharu Niemiec i Hannover ustępuje miejsca w tabeli jedynie Bayernowi Monachium i Bayerowi Leverkusen. Jednak w kolejnych miesiącach tak dobrze w zespole z północy Niemiec nie było. „Die Roten” częściej przegrywali niż zdobywali jakiekolwiek punkty, co przekładało się na coraz niższe lokaty. Chwały Korkutowi z pewnością nie przyniosła porażka w 2. rundzie Pucharu Niemiec z trzecio ligowym VfR Aalen. Mimo wszystko, kibice nie mieli powodów do wielkich zmartwień. Turecki szkoleniowiec wypełniał przedsezonowe założenia z nawiązką. Po 16-tu kolejkach Hannover był na ósmym miejscu i liczył się w walce o europejskie puchary.

Sielanka skończyła się 16 grudnia 2014 roku. Tego dnia Korkut odniósł swoje ostatnie zwycięstwo w ekipie Hannoveru. Mało kto spodziewał się, że wygrana 2:0 nad Augsburgiem będzie ostatnim sukcesem urodzonego w Stuttgarcie trenera. Z klubem rozstał się 20 kwietnia 2015 roku, dwa dni po bolesnej porażce z „Aptekarzami” (0:4), zostawiając klub ledwo trzy punkty nad strefą spadkową.

Fot.: kralspor.ensonhaber.com

(Zmarnowana) szansa na powrót?

Mimo bardzo słabej postawy w pierwszej połowie 2015 roku, znalazła się drużyna zainteresowana usługami Korkuta. Było to słynne 1.FC Kaiserslautern, które rokrocznie walczy o powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. W sezonie 2014/2015 zabrakło bardzo niewiele, więc kibice liczyli, że nowy trener, obyty z 1. Bundesligą, wprowadzi klub na salony.

Okazję na zweryfikowanie tych planów, Korkut dostał bardzo szybko. Już w pierwszej kolejce spotkał się ze swoim byłym pracodawcą. Na Fritz-Walter-Stadion przyjechał Hannover 96 pod wodzą nowego trenera – André Breitenreitera. Goście nie dali szans „Die roten Teufel”, rozbijając ich aż 4:0. W kolejnych meczach lepiej nie było. Na pierwszy tryumf Korkut musiał czekać aż do 21 września, kiedy to jego zespół pokonał Dynamo Drezno. Kibice, którzy liczyli na przełom, szybko się zawiedli. Co prawda Turek wygrał jeszcze 3 spotkania, jednak w większości głównie remisował. Czarę goryczy przelała porażka z Norymbergą i tak po 17. kolejkach 2. Bundesligi Tayfun Korkut znowu został zwolniony, a „Czerwone Diabły” były sześć oczek od spadku. Turecki szkoleniowiec bez wątpienia może traktować swój pobyt w Kaiserslautern jako całkowitą porażkę. Tylko cztery wygrane spotkania i średnio 1,06 pkt. na mecz – to z pewnością nie jest bilans rokującego trenera.

A jednak! Szkoleniowiec bez sukcesów, bez większego doświadczenia, mający na swoim koncie jedynie 93 spotkania znalazł uznanie w oczach zarządu Bayeru Leverkusen i 6 marca 2017 roku został oficjalnie zaprezentowany jako trener „Aptekarzy”. W jakiej desperacji są władze Bayeru, że sięgnęły po człowieka, który nie ma obycia z wielką piłką. Niespełna półtora sezonu w 1. Bundeslidze to za mało, by próbować podnosić z kolan taki klub jak Bayer. Korkut nie ma wiele czasu do końca sezonu, a jeżeli chce pomarzyć o przedłużeniu umowy musi wygrywać. W obecnej sytuacji, zarząd powinien być zadowolony, jeżeli Bayer zajmie miejsca 6-8 (a ma na to szansę). Znając jednak „systematyczność” Korkuta Leverkusen będzie teraz częściej remisować niż wygrywać, a patrząc na ścisk w tabeli i formę bezpośrednich rywali, oznacza to walkę w barażach niż w eliminacjach do Ligi Europejskiej. Stanie się tak, ponieważ Korkut nie jest tureckim Ancelottim czy Rijkaardem, ani nawet Frankiem de Boerem. Nie ma doświadczenia i potrzebnych umiejętności. To przeciętny trener, który nie zrobi więcej niż zwolniony Schmidt i wraz z końcem sezonu podzieli jego los. I tylko Bayeru żal.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ