UDOSTĘPNIJ
W rodzinnym pojedynku górą młodość. Sassuolo Eusebio Di Francesco musiało uznać wyższość Bolonii z jego synem, Federico Di Francesco w składzie. (Fot.: www.corrieredellosport.it)

W zespole Sassuolo wyraźnie coś się nie klei. Nie pomaga fakt, że właścicielem klubu jest Mapei, znane w Polsce głównie z produkcji materiałów budowlanych i… klejów. Mimo posiadania na koszulkach czarno-zielonych pasów drużyna gra w kratkę, a w tym sezonie nie wygrała jeszcze z żadnym z kandydatów do gry w Europie. Czy tak powinien grać siódmy zespół poprzedniego sezonu?

Prześledźmy najpierw krótko historię występów Sassuolo w Serie A. Na pięć kolejek przed końcem swojego debiutanckiego sezonu w najwyższej klasie rozgrywkowej Neroverdi byli na przedostatnim miejscu. Zdołali zdobyć przed zakończeniem rozgrywek aż dziewięć punktów, co przy fatalnej dyspozycji Livorno i Bolonii dało beniaminkom utrzymanie. Rok później było lepiej – 13. pozycja zwiastowała stabilizację. To, co wydarzyło się rok temu przerosło wszelkie oczekiwania. Po wygranych z m.in. Juventusem czy Milanem Sassuolo z dorobkiem 61 punktów zajęło siódmą pozycję, co dało historyczny awans do eliminacji Ligi Europy. Teraz szanse na podobny sukces są jedynie iluzoryczne.

Zmiany nie tylko w ligowej tabeli

Z klubu po sezonie 2015/16 odeszło dwóch kluczowych zawodników. Droższym okazał się prawy obrońca, Chorwat Sime Vrsaljko, który wystąpił w 35 meczach ubiegłorocznego Serie A. Dobre występy zaprocentowały transferem za 16 milionów euro do Atletico Madryt, w którym po pewnym czasie wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie, a wypożyczony w jego miejsce Hiszpan Pol Lirola czy Marcello Gazzola nie potrafią załatać luki po wychowanku Dinama Zagrzeb.

Nicola Sansone mocno ciągnął Sassuolo w górę w poprzednich sezonach. Jego strata odbiła się na sytuacji zespołu. (Fot.: www.infobetting.com)

Zdecydowanie większą stratą dla Sassuolo, szczególnie w ofensywie, jest Nicola Sansone. Lewoskrzydłowy Villarrealu w poprzednim sezonie był najlepszym strzelcem drużyny spod Modeny (7 bramek w Serie A, tyle co Domenico Berardi i Gregoire Defrel) i w swoim nowym klubie trafiał już w 21 spotkaniach tyle samo razy, ile przez cały poprzedni sezon. Swoimi występami potwierdza, że 13 wydanych milionów było zdecydowanie okazyjną ceną. Pietro Iemello czy Antonio Ragusa, nabytki zespołu z Emilii-Romanii nie sprawdzili się wystarczająco dobrze, a jedynym, który choć po części załatał dziurę po wychowanku Bayernu, jest Alessandro Matri. Były piłkarz Juventusu i Milanu ma już co prawda 6 bramek na koncie, lecz ma i 32 lata na karku… Raczej nie będzie eksplodował formą.

Efektownie, nieefektywnie

W słynącej z defensywnej gry lidze włoskiej mało jest drużyn, które grają wyrównane spotkania z dużą ilością bramek. Jeśli zaś chodzi o Sassuolo, mamy wręcz pewność ciekawego meczu. W 16 z 28 spotkań tego klubu w tegorocznym Serie A padały co najmniej trzy gole. Co ważne – tylko w dwóch z nich strzelała jedna drużyna (nie liczymy walkowera z Pescarą). Niestety, nie przekłada się to na punkty – w tych najciekawszych spotkaniach, w których padło siedem bramek, Sassuolo przegrywało 3:4. Najpierw z Milanem, a później z Cagliari. Im więcej goli jest strzelanych w meczu, tym częściej Neroverdi przegrywają – w tych 16 spotkaniach zanotowali łącznie aż 11 porażek.

Gregoire Defrel dzięki swoim dobrymi występom znalazł się na celowniku europejskich gigantów, w tym Arsenalu. Tutaj cieszy się z bramki strzelonej Genui. (Fot.: metro.co.uk)

Pozytywem tego sezonu dla włoskiej drużyny jest postawa pewnego Francuza. Wspomniany wcześniej Gregoire Defrel jest największym, a być może jedynym wygranym w aktualnym Sassuolo. Z ośmioma bramkami na koncie pobił ubiegłoroczny wynik. Taki sam w tym sezonie notuje np. Paulo Dybala. Gorzej jest z Domenico Berardim, który rozgrywa najgorszy sezon w swojej karierze. Wprawdzie zaczęło się świetnie, bo w 4 meczach kwalifikacji do Ligi Europy zdobył 5 bramek. Strzelał też w dwóch pierwszych spotkaniach Serie A. W tym drugim, przeciwko Pescarze, nabawił się kontuzji kolana i od tamtego czasu nie może dojść do swojej zwyczajowej formy. Cztery miesiące pauzy niestety w jego przypadku zrobiły swoje. Najlepszą okazję na przełamanie miał w lutowym meczu z Rossoneri, lecz wtedy przestrzelił z jedenastu metrów.

Optymizmu brak

Ostatnie dwa spotkania Neroverdi nie przekonują. Bezbramkowy remis z Crotone dał im wprawdzie punkt, lecz tutaj możemy raczej mówić o dwóch straconych, niż jednym zdobytym. Szczególnie, że z 16 oddanych strzałów na strzeżoną przez Alexa Cordaza bramkę tylko jeden był celny. Jeden celny strzał starczył Bolonii, by wygrać niedzielny mecz z Sassuolo. Mattia Destro sprawił, że 100% prób swojego zespołu lecących w światło bramki do niej wpadło. Nie świadczy to najlepiej o obrońcach Czarno-Zielonych. Szczególnie, że w najbliższą niedzielę prawdziwy test sprawią im piłkarze Romy. Podopieczni Eusebio Di Francesco mogą już się raczej szykować na egzamin poprawkowy.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ