UDOSTĘPNIJ
fot.: FourFourTwo

Niektórzy mogliby rzec po środowym meczu na Camp Nou, że PSG osiągnęło dno. Jednak uważam wręcz przeciwnie. Według mnie gracze Unaia Emery’ego weszli na szczyt. Szczyt hańby, wstydu, kompromitacji, braku ambicji i zwykłego frajerstwa. Wdrapali się na sam czubek góry ulepionej z własnych odchodów, która przewyższyła właśnie Mount Everest. Marnując wyśmienitą zaliczkę z pierwszego meczu, pokazali, że nie nadają się do gry w dalszych etapach Ligi Mistrzów, ale co najwyżej do ogrywania ogórków w lidze francuskiej. 

Paryżanie choćby ze zwykłej przyzwoitości nie powinni szukać jakichkolwiek wymówek dla takiego stanu rzeczy. Owszem, sędziowie z pewnością w mniejszym lub większym stopniu mieli wpływ na wynik spotkania. Jednak na temat beznadziejnego sędziowania na wszystkich możliwych frontach w Europie zostało już powiedziane chyba wszystko, więc nie będę rozwijał tego wątku. Zresztą, zrozumiałbym zwalanie winy na arbitra w przypadku ewidentnego ograbienia z awansu jak w przypadku legendarnego spotkania Chelsea z Barceloną kilka lat temu. Ale po dostaniu oklepu w takiej skali jest to po prostu żałosne.

PSG drastycznie zmieniło dotychczas znaną skalę przegrywu. Udowodnili, że nie ma szansy, której nie da się zmarnować. Jestem w stanie postawić tezę, że nawet Legia Warszawa i Dinamo Tbilisi potrafiłyby wykorzystać taką zaliczkę z pierwszego spotkania. Czy naprawdę drużyna warta kilkaset milionów euro nie jest w stanie postawić się „Dumie Katalonii”, którą kilkanaście dni wcześniej stuknęli 4:0? Przecież wystarczyło strzelić bramkę, a potem już tylko tykać dogorywających Katalończyków patykami. A nie, moment. Przecież udało im się strzelić bramkę. Ale nawet to nie pomogło w dowiezieniu korzystnego wyniku do końca.

Francuzi przegrali ten mecz już w szatni. Wejście na murawę płonącego Camp Nou z zapasem budyniu w majtkach i taktyką pod tytułem „amba fatima i do przodu” z tyłu głowy to samobójstwo. Cała ekipa pokazała brak zaparcia, chęci walki i zwykłych umiejętności logicznego myślenia przyczynowo – skutkowego. Zaprezentowali się, jakby przed wylotem do Hiszpanii zostali wykastrowani. Za taką postawę, wszyscy piłkarze i trener powinni zostać wysłani do popularnego „klubu kokosa”, lub zostać najzwyczajniej świecie wywaleni z klubu na zbity pysk.

Porażka Paris Saint – Germain pokazała, że ta drużyna nie zasługuje na stawianie jej na równi z prawdziwymi gigantami europejskiego futbolu. Mogą sobie dzielić oraz rządzić w rodzimej podlidze i golić Lorient czy inne Bastie, ale do aspirowania o tytuł najlepszego teamu Europy brakuje im jeszcze tyle, ile Kucharczykowi do Messiego.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ