UDOSTĘPNIJ
http://www.fourfourtwo.com/news/juventus-lose-mandzukic-and-asamoah-injury

Jugol w garniturze, przeciętniak, drewniak. Mario Mandżukić to napastnik znany, ale niekoniecznie szanowany. Pamiętacie dwumecz Juventus – Bayern w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów?

Fot.: sport.interia.pl

Jak on mógł tak zrobić naszemu Robertowi, największemu polskiemu idolowi od czasów Papieża Polaka? Rozum i godność człowieka to dla buńczucznego Chorwata pojęcia obce.

Takich charakternych zawodników – jak np. Ibrahimović czy Mandżukić właśnie – kocha się albo nienawidzi. Problem Chorwata jest taki, że do tej pory – w przeciwieństwie do Ibry – nie kojarzono go z nadzwyczajnymi umiejętnościami piłkarskimi. Czy grając na nowej pozycji Mario udowodni, że niesłusznie?

Walczak i….

Solidny napastnik, ale nic więcej. Bez żalu odpalony z Bayernu i Atletico, do kluczowych postaci Juventusu również mu daleko. Przyjście Higuaina z miejsca skazywało Chorwata na ławkę. Co prawda nie od razu – Allegri wprowadza nowych zawodników do składu stopniowo, a Higuain był u progu sezonu po prostu gruby. Mimo wielkiej wagi Higuaina szansy od trenera, Chorwat koncertowo psuł dogodne sytuacje i na jego konkurencie wymuszono jak najszybsze odstawienie pizzy i hamburgerów. Odchudzony Higuain błyskawicznie zdobył serca kibiców i kilka kluczowych bramek. Gdy do tego dodamy medialne doniesienia o zainteresowaniu Mandżukiciem ze strony chińskich bogaczy, to w zasadzie na krnąbrym Mario można by śmiało postawić krzyżyk.

Eksperymenty trenera

Jednak zmartwieniem Allegriego był w tym sezonie nie tylko Mandżukić, ale Juventus w ogóle. Stara Dama grała beznadziejnie. Bez Pogby i z sennym Pjaniciem miała problem przede wszystkim w środku pola. Problem na tyle duży, że biedny Dybala w większości spotkań musiał cofać się po piłkę w okolice środka boiska. Tak słabo druga linia Juventusu nie funkcjonowała od kilku dobrych sezonów. Allegri metodą prób i błędów zaczął szukać odpowiedniego ustawienia dla swojego zespołu. Co mecz wystawiał inny skład, w jednym spotkaniu w ataku wesoło hasał sobie Cuadrado, a w rolę skrzydłowego wcielił się… defensywny środkowy pomocnik, Sturaro.

I tak od standardowego 3-5-2 , przez 4-3-1-2 i 4-3-3- Allegri doszedł do 4-2-3-1 w meczu z Lazio. Pamiętne spotkanie, Juventus bodaj po raz pierwszy w tym sezonie zagrał na miarę swojego potencjału.

Nowa formacja, nowy Mario (?)

I tutaj wracamy do naszego głównego bohatera. W nowym ustawieniu Mandżukić ze względu na swoją charakterystykę powinien być wysuniętym napastnikiem, dziewiątką mają za plecami ofensywne skrzydła i „support strikera”. Tymczasem szalonym pomysłom Allegriego nie było końca i Włoch ustawił Chorwata na lewym skrzydle. 30 latek nagle musiał zamienić się w demona szybkości, dryblingu, techniki i…wyszło to nie najgorzej. Oczywiście popisom Mandżukicia daleko do tych serwowanych przez Cuadrado, Alexa Sandro czy Dybalę, ale swoją nieustępliwością, wybieganiem i przede wszystkim solidną grą w obronie szybko udowodnił, że nie czas na spekulacje o transferze do Chin. Fizyczne wsparcie w ataku dla kruchego Dybali i błyskawiczne powroty do obrony, to nowy styl gry Mandżukicia.

Wreszcie wola walki i zadziorność Chorwata są widoczne i korzystne dla zespołu. Grając w ataku wynikały z nich tylko groźne miny i machanie rękami po złych zagraniach kolegów. Gdy rywalizował o miejsce w ataku z Higuainem, seryjnie marnował „setki” i generalnie rywalizacja oraz porównania do Argentyńczyka mu nie służyły. Teraz trudno sobie wyobrazić Juventus bez „pierwszego” obrońcy, jego łokci i poświęcenia.

Jednak każdy kto śledzi Juventus w tym sezonie wie, że nie zawsze jest tak kolorowo. Na usprawiedliwienie Mandżukicia można powiedzieć, że dotyczy to całego zespołu. Ostatni remis z Udinese – jedno z najgorszych spotkań Juventusu w tym sezonie. Bianconeri w pierwszej połowie nie stworzyli sobie ani jednej okazji, a w drugiej trafili po stałym fragmencie gry. Chorwat nie zrobił niczego niezwykłego, dostosował się poziomem do kolegów z zespołu. Gdyby nie chimeryczny rywal do miejsca w składzie – rodak, Marko Pjaca – Mandżukić pewnie już od słabego spotkania w Porto siedział na ławce rezerwowych. Pytanie czy warto psuć atmosferę w szatni? Nie od dziś wiadomo, że ambitny Mario nie lubi się integrować na ławce z rezerwowymi.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ