UDOSTĘPNIJ
Po bramce Nabila Fekira na 3:2 kibice Romy faktycznie mieli powód, by ucichnąć. A przecież to jeszcze nie był koniec strzelania... (Fot.: www.uefa.com)

To spotkanie śmiało mogłoby być co najmniej półfinałem Ligi Europy. My obejrzeliśmy je już w ⅛ finału, lecz nie odjęło to temu starciu poziomu. W pięknej Owernii zmierzyły się drużyny Olympique Lyon oraz AS Roma. Spodziewaliśmy się wyrównanej gry, wymiany ciosów i to otrzymaliśmy. Mimo piłkarskiej bliskości obu drużyn, zwycięzca mógł być tylko jeden – okazał się nim Lyon.

Gospodarze musieli poradzić sobie z brakiem Memphisa Depaya, który występował już w tej edycji LE w barwach Manchesteru United. Włosi za to zagrali bez m.in. zawieszonego za kartki Antoniego Ruedigera czy Clementa Greniera, który grał w tej edycji w Lidze Europy jako piłkarz… Lyonu. Swoją drogą, w Romie oprócz Daniele De Rossiego nie zagrali Włosi. Oprócz tego od pierwszej minuty zagrało trzech Brazylijczyków, a jednym z nich był Allison, który zastąpił Wojciecha Szczęsnego.

Walka od samego początku

Luciano Spaletti już raz pokonał zawodników z Lyonu – gdy po raz pierwszy był trenerem Romy, w sezonie 2006/07 te zespoły zmierzyły się również w ⅛ Ligi Mistrzów. Wtedy padły wyniki 0:0 (w Rzymie) oraz 0:2 (w Lyonie). Tym razem też zaczęło się dobrze dla byłego szkoleniowca Zenitu – od samego początku na bramkę napierali zawodnicy klubu ze stolicy Włoch. Jako pierwszy próbował Nainggolan – siła strzału oddanego przez Radję już w 5. minucie była wysoko ponad przeciętną, ale piłkę z niemałym trudem zbił Anthony Lopes. Po chwili Rzymianie z łatwością doszli do kolejnej sytuacji strzeleckiej, gdy Edin Dżeko wystawił futbolówkę Mohamedowi Salahowi. Jego próba poszybowała jednak wysoko nad poprzeczką.

Mouctar Diakhaby zdobył swoją drugą bramkę w trzecim występie w tegorocznej Lidze Europy. Później jednak po jego błędzie Roma wyrównała. (Fot.: sport.interia.pl)

Bramka mimo wszystko wisiała w powietrzu. I z powietrza piłkę wprost do siatki skierował Mouctar Diakhaby po wyśmienitym podaniu z rzutu wolnego Valbueny i odegraniu Rafaela. Roma, która wcześniej przeważała, teraz rzuciła się do odrabiania strat jeszcze zacieklej. Próbowali Emerson i Dżeko, ale żaden z nich nie znalazł sposobu na wyrównanie. Bośniak, który w tym sezonie strzela średnio co 43 minuty główkował z kilku metrów ponad bramką. Chwilę później z pomocą Wilkom przyszedł strzelec pierwszego gola w tym meczu – Diakhaby. Poślizgnął się około 40 metrów przed swoją bramką, przepuszczając piłkę do dzisiejszego skrzydłowego gości – Mohameda Salaha. Ten znalazł się w sytuacji sam na sam i bez problemu pokonał Lopesa.

Przewaga odbijana jak w ping-pongu

Kilkanaście minut później wynik po raz kolejny się zmienił. Najpierw Kevin Strootman uderzał z narożnika pola karnego, lecz został zablokowany. Po chwili mieliśmy do czynienia z bardzo nieprzyjemną sytuacją – kapitan Rzymian został obrzucony przez “kibiców” gumowymi kulkami. Zrewanżował się za to Francuzom i po jego podaniu już w kolejnej akcji Federico Fazio skierował głową piłkę do siatki. Po 33 minutach gry na tablicy widniał wynik 1:2. Wtedy do głosu starali się dojść piłkarze Olympique, którzy przeprowadzili kilka ciekawych akcji. Nie przyniosły one jednak rezultatu i na przerwę szczęśliwsi schodzili piłkarze w bordowych strojach.

Nainggolan wygarnął piłkę, która trafiła do De Rossiego. Ten dograł na głowę Federico Fazio, a on się nie pomylił. Jego gol był jednak ostatnim dla Romy. (Fot.: www.uefa.com)

Po przerwie nastroje szybko się zmieniły. Piękną dwójkową akcją popisali się Alexandre Lacazette i Corentin Tolisso. Po kilkukrotnej wymianie podań ten drugi oddał wyśmienity strzał spoza pola karnego. Alisson dał radę go dosięgnąć, ale piłka i tak wpadła do siatki. Kolejny remis zwiastował jeszcze więcej emocji. Tempo gry się nie uspokoiło i nadal obie strony oddawały strzały przez następne kilkanaście minut. Poważnie zagroził bramce Romy dopiero strzał Mathieu Valbueny, tym razem jednak górą był brazylijski bramkarz.

Olimpijska orkiestra gra ostatni akord

Chwilę później było już 3:2. Nabil Fekir popisał się inteligentnym dryblingiem i Allison musiał wyciągać piłkę z bramki po raz trzeci. Roma na 15 minut przed ostatnim gwizdkiem znajdowała się w złej pozycji i musiała rzucić się do odrabiania strat. Pierwszy próbował Bruno Peres, lecz jego strzał wyłapał Anthony Lopes. Chwilę później do drugiej główki w spotkaniu doszedł Edin Dżeko, lecz i tym razem nic z tego nie wyszło. Tuż przed zakończeniem regulaminowego czasu  gry szczęścia szukał Emerson. W drugiej minucie doliczonego czasu gry golem rundy popisał się niezawodny Alexandre Lacazette, który huknął prosto w okienko. Gdyby nie siatka, która zatrzymała uderzenie, widzowie byliby naprawdę zagrożeni.

Bramka Alexandra Lacazette’a była ozdobą tego spotkania. Ten, w stylu Erica Cantony, postanowił się z niej zbytnio nie cieszyć, ale nie pozwolili mu na to jego koledzy. (Fot.: www.uefa.com)

Dziesięć lat i trzy dni temu odbyło się dokładnie takie samo spotkanie. Roma wygrała wtedy na wyjeździe 0:2. Tamten mecz pamięta tylko jeden zawodnik, który dziś wystąpił – Daniele De Rossi, kapitan Włochów. W momencie, gdy zszedł z boiska, na murawie przez ponad dziesięć minut (do wejścia Stephana El Shaarawy’ego) nie było żadnego Włocha. Czy ta polityka Spalettiego przyczyniła się do pierwszej w tym sezonie Ligi Europy wyjazdowej porażki AS Romy? Bardzo możliwe. Ale mimo wszystko jest pewne, że Francuzi na ten wynik po prostu zasłużyli ciężką pracą i zostawieniem serca na boisku. A że przy okazji ucieszyli nasze oczy piękną grą, jest miłym efektem ubocznym. Na szczęście rewanż już za tydzień.

Olympique Lyon – AS Roma 4:2 (1:2)

Bramki: Diakhaby ‘8, Tolisso ‘47, Fekir ‘74, Lacazette ‘90+2 – Salah ‘20, Fazio ‘33

Żółte kartki: Tousart ‘62 – Emerson ‘41, Manolas ‘66

Składy:
Olympique: Lopes – Morel, Diakhaby, Mammana (‘71 Fekir), Rafael (‘46 Jallet), Tousart, Gonalons, Tolisso – Valbuena, Lacazette, Ghezzal (‘75 Cornet)

Roma: Alisson – Jesus, Fazio, Manolas – Emerson, Strootman, De Rossi (‘82 Paredes), Peres – Salah, Dżeko (‘90+3 El Shaarawy), Nainggolan (‘85 Perotti)

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ