UDOSTĘPNIJ
Fot. Wikimedia/Bjoertvedt

Gdyby pod uwagę brać historię, budżety i sponsorów, w pierwszej szóstce Bundesligi plasowałyby się: Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Schalke 04, Bayer Leverkusen, VfL Wolfsburg i Borussia Moenchengladbach. To jednak tylko marzenia, bowiem w futbolu nic nie jest pewne. Na potrzeby tego tekstu załóżmy, że sześć pierwszych miejsc jest obsadzonych. Kto zatem nadaje się na siódmą lokatę?

Hertha Berlin. Kiedy spojrzymy na listę klubów występujących w Bundeslidze, wydaje się ona najbardziej uprawniona do gonienia czołówki. Jednak w obecnej sytuacji smaczku dodaje fakt, że tylko dwie z wymienionych wyżej drużyn są w czołówce. Oprócz nich – rewelacja: RB Lipsk, TSG 1899 Hoffenheim, Hertha i Eintracht Frankfurt. Taki układ tabeli sprawia, że Bundesliga to najbardziej nieprzewidywalna liga w Europie (z wyjątkiem Ekstraklasy) – nigdzie w walce o najwyższe cele, nie liczą się drużyny, które sezon wcześniej walczyły o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Kto spośród tych wyżej wymienionych niespodzianek spisze się najlepiej? Z pewnością RB Lipsk, jednak drużyna ta nadal jest jedną wielką niewiadomą. Może skończy jak Leicester i za rok będzie zajmować miejsca 12-14? Na rzetelne podsumowanie przyjdzie jeszcze czas – w przyszłym sezonie.

Ja chciałbym skupić się na drużynie ze stolicy Niemiec. Hertha kolejny sezon z rzędu gra lepiej, niż moglibyśmy się po niej oczekiwać. Już w zeszłym roku „Stara Dama” pozytywnie zaskoczyła kibiców Bundesligi i przez długi czas utrzymywała się w czołówce. Ostatecznie skończyło się na siódmym miejscu i kwalifikacjach do Ligi Europejskiej. Niestety, formę berlińczyków boleśnie zweryfikowało norweskie Brondby (1:0, 1:3). Jednak patrząc na końcówkę zeszłego sezonu, z całą stanowczością można stwierdzić, że Hertha zasłużyła sobie na taki los. Jeżeli w pięciu ostatnich spotkaniach zdobywa się tylko JEDEN punkt, to coś jest nie tak. A gdy dopowiemy, że berlińczycy przegrali z walczącymi o utrzymanie Darmstadt i Hoffenheim, mamy smutny obraz całości. Mimo tych wpadek klub ze stolicy mógł uznać sezon 2015/2016 za udany.

Jednak to już pieśń przeszłości i w obecnych rozgrywkach kibice liczą na więcej, zwłaszcza, że koniunktura, a właściwie tabela, jest sprzyjająca. Główni rywale o czołowa szóstkę muszą gonić, a sąsiedzi w tabeli przegrywają ostatnie mecze (szósty Eintracht doznał porażki 4 razy z rzędu, a siódma Kolonia 2 razy). Berlińczycy mieli okazję, by odskoczyć głównym rywalom, ale w ostatniej kolejce niespodziewanie ulegli HSV Hamburg. To trochę skomplikowało jej sytuację w tabeli. Hertha ma na koncie 37 punktów, a różnica między nią, a 13. w tabeli Schalke wynosi tylko, i aż, 10 oczek. To tak naprawdę trzy kolejki, a biorąc pod uwagę fakt, że zostało ich jeszcze 11, jest to bardzo skromna przewaga.

Dla „Starej Damy” kluczowe będą cztery najbliższe kolejki. To właśnie one mogą przesądzić o końcowym sukcesie, bądź porażce. Już w tą sobotę do Berlina przyjeżdża Borussia Dortmund, z kolei za tydzień klub ze stolicy czeka wyjazd do Koloni na mecz z bezpośrednim rywalem. Dwa kolejne mecze będą niemniej ważne, bowiem i Hoffenheim, i Borussia Moenchengladbach liczą się w walce o europejskie puchary. Hertha, chcąc zagrać w Lidze Europejskiej, musi wygrać z sąsiadami w tabeli. A jeżeli chce grać w Lidze Mistrzów, musi urwać punkty wicemistrzowi Niemiec. Do Borussii traci tylko 6 punktów, więc w przypadku ewentualnego zwycięstwa, ta strata zmniejszy się do 3 oczek, co może drastycznie wpłynąć na zmianę sytuacji w tabeli.

Jakość rywali to jedno, jednak nawet najsilniejszego rywala można ograć, gdy ma się super atak. A takiego w Berlinie nie ma. Co prawda ściągnięty z VfB Stuttgart Vedad Ibisevic spisuje się nadzwyczaj dobrze, ale jest jedno „ale”. Wystarczy, że napastnik zostanie wyłączony z gry i już atak berlińczyków staje się o wiele mniej groźny. 32-letni Bośniak jest autorem aż 1/3 bramek dla swojego zespołu. Biorąc pod uwagę fakt, że drużyna Herthy łącznie 30 razy znajdowała drogę do bramki rywala, widać jak ważną postacią jest Ibisevic. W przypadku słabszej dyspozycji Bośniaka, kibice zawsze mogą liczyć na defensywę, która spisuje się naprawdę przyzwoicie. Obrońcy Herthy nie odstają od swoich kolegów z BVB, Hoffenheim czy Einrachtu. Doświadczonych Pekarika i Langkampa uzupełniają młodsi Plattenhardt i Stark.

Osobiście jednak nie wierzę, że klub z Berlina stać na bezpośredni awans do Ligi Mistrzów. Hertha gra strasznie nieregularnie. Mimo, że potrafiła zatrzymać Bayern i pokonać sąsiadujący w tabeli Eintracht, to jednak ubiegłotygodniowa porażka z HSV dumy „Starej Damie” nie przyniosła. A jak wspomniałem, najbliższe mecze to nie będzie spacerek w słoneczne sobotnie popołudnie. Piłkarzy z Berlina czeka raczej ślamazarny powrót z pracy przy akompaniamencie burzy, deszczu i wiatru.

Czy skreślam Herthę? Nie. Do końca sezonu zostało jeszcze 11. kolejek. To całe 33 punkty, więc nie można być niczego pewnym. Ścisk w tabeli jest niesamowity, w walce o miejsca 3-6 liczy się 11 drużyn. Każdy następny tydzień może przynieść przetasowania. Kibice „Die Alte Dame” wierzą, że zespół stać na czwartą lokatę, jednak by ten scenariusz się spełnił, Hertha musi odszukać formę z początku sezonu, kiedy to w 8 meczach, przegrała tylko raz – z Bayernem. W innym wypadku konkurencja zostawi berlińczyków daleko w tyle i z marzeń o grze w Lidze Mistrzów zostanie tyle, co włosów Robbena.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ