#TOTEVE: The Toffees w starciu z żywiołem

#TOTEVE: The Toffees w starciu z żywiołem

Walka o pozycję w angielskiej Premier League wkracza w decydującą fazę.

Szanse na to, że Chelsea popełni jeszcze tyle błędów, by dać się dogonić w drodze po mistrzostwo kraju, są prawie żadne. Stawką, o którą walczy sześć kolejnych klubów, są europejskie puchary. Start – czyli możliwość zdobycia dużych pieniędzy i międzynarodowego prestiżu – w Ligach Mistrzów i Europy są w tym sezonie celami drużyn, które spotkały się dzisiejszego popołudnia na White Hart Lane w Londynie.

Tottenham, zajmujący drugą lokatę w lidze, walczył o zmniejszenie straty do lidera i obronę pozycji przed Manchesterem City. Londyńczycy zapomnieli już o przegranym dwumeczu z Gent, czemu dali wyraz, rozbijając Stoke 4:0. W tym spotkaniu nie mogło być jednak tak łatwo, ponieważ do stolicy przyjechał Everton. Zespół Ronalda Koemana dobrze spisuje się w tym sezonie w meczach z członkami Wielkiej Szóstki, a dodatkową motywacją było potknięcie Manchesteru United. Daje to możliwość zmniejszenia dystansu do szóstej pozycji w lidze.

Drużyna z Liverpoolu postawiła w tym starciu na grę z kontry, wykorzystując szybkiego i silnego Romelu Lukaku i umiejętność dynamicznego przejścia do ataku. Pierwsze 20 minut zapowiadało, że spotkali się dwaj równorzędni rywale i trudno będzie któremuś z nich zaskoczyć drugiego. Posiadanie piłki było po stronie Kogutów, ale piłkarze Mauricio Pochettino mieli duże problemy z przedostaniem się w obręb pola karnego. Sędzia tego spotkania, Michael Oliver, najwyraźniej spodziewał się, że gospodarze będą skupiać się na stałych fragmentach gry wykonywanych przez Erikssena, bo już w 10. minucie wymienił puszkę ‘szpreju’ na pełną. Everton łatwo przechodził do kontr, lecz ich środkowy napastnik ewidentnie źle wszedł w mecz. Dwa pierwsze dryblingi Lukaku zakończyły się stratą, a żadnej z długich piłek, które otrzymywał, nie zdołał opanować.

Kluczowym momentem tego spotkania była 20. minuta. Błyskiem piłkarskiego geniuszu wykazał się Harry Kane. Napastnik wycofał się po piłkę do środkowej strefy boiska, znalazł wolne miejsce przed polem karnym i strzelił typową dla siebie bramkę z odległości 30 metrów. Popularny ‘Hurricane’ już dwie minuty później miał okazję podwyższyć prowadzenie. Zaprezentował wspaniałą żonglerkę piłką nad obrońcami, rozegrał z klepki z Erikssenem, minął kolejnego obrońcę, ale został powstrzymany przez bramkarza. Everton od straty bramki miał podcięte skrzydła. Przyjezdni przez kolejne 10 minut nie potrafili wyjść ze swojej połowy spod pressingu rywala. Dopiero, gdy poukładali swoje szyki, a Tottenham nieco spuścił z tonu, byli w stanie wyprowadzać nieśmiałe ataki. Na pochwałę zasługiwała dyspozycja Toma Davisa, który miał dokładne podania, nie dawał sobie odebrać piłki, a jego nieustępliwość w odbiorze sprawiała, że pomocnicy z północnego Londynu panikowali widząc podbiegającego do nich osiemnastolatka o aparycji wikinga.

Druga połowa rozpoczęła się podobnie do pierwszej, z tym, że dwa razy krócej zajęło Kane’owi zdobycie bramki (po fatalnym błędzie Schneiderlina), która dała mu prowadzenie w klasyfikacji ligowych strzelców. Anglik udowodnił tym samym, jak wiele daje swojej drużynie. Kiedy jest w formie, potrafi w pojedynkę wygrywać mecze. Miał z resztą ogromny apetyt na drugiego z rzędu hat-tricka, ale nie zdołał wykorzystać swojej czwartej stuprocentowej sytuacji w meczu. W 80. minucie obudził się Lukaku. Dzięki (również typowej dla siebie) bramce przesunął się samodzielnie na drugie miejsce w walce o Złotego Buta. Everton odzyskał nadzieję na punkt w meczu, ale Tottenham także nie odpuszczał, co pozwoliło zwiększyć prowadzenie po sprytnie wykonanym rzucie wolnym i lobie Dele Alliego. Szalonego czasu doliczonego na zdobycie bramki wystarczyło też dla The Toffees. Również po rzucie wolnym, rozmiar porażki zmniejszył Enner Valencia.

Spotkanie będące przede wszystkim starciem wybitnych napastników zakończyło się zwycięstwem gospodarzy i faworytów. Tottenham wypełnił swoje zadanie na tę kolejkę, więc pozostaje czekać na odpowiedzi Chelsea i Manchesteru City. Koguty są w tej chwili jedną nogą w fazie grupowej Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie. Patrząc na grę w dzisiejszym spotkaniu i łatwy terminarz, nie powinni mieć problemów z osiągnięciem tego celu.

Dla Evertonu wynik ten oznacza, że mimo kolejnego remisu, Manchester United znowu im odskoczył. Zespołowi z niebieskiej części Liverpoolu bliżej teraz do ósmego w tabeli West Bromu niż do czołówki. Punktowa przestrzeń, która powstała pomiędzy TOP 6 a resztą ligi, potwierdza, że w tym roku w rozgrywkach angielskiej ekstraklasy nie mamy co liczyć na wielkie niespodzianki.

Rate this post