UDOSTĘPNIJ
Jagiellonia
fot. sport.se.pl

Starcie z Jagiellonią było pierwszym meczem po przerwie zimowej dla drużyny Franciszka Smudy. Drużyna Górnika Łęczna rozpaczliwie potrzebowała punktów, żeby wyjść ze strefy spadkowej. Zespół z Białegostoku chciał zatrzeć złe wrażenie po jednostronnym spotkaniu w Gdańsku.

Gdzie diabeł nie może, tam sędziego pośle

Pierwsze minuty należały do Górnika. Wskazywała na to chociażby statystyka posiadania piłki. Jednak podopieczni Franciszka Smudy nie stwarzali sytuacji pod bramką Mariana Kelemena. Chociaż starali się grać po ziemi, a średni pressing ustawiony przez 4 pomocników i Śpiączkę zdawał egzamin, to nie zapowiadało się, że szybko zdobędą gola.

Jagiellonia próbowała ataków lewą stroną. W oczy rzucał podobny problem co w meczu z Lechią Gdańsk: Góralski i Romańczuk niewystarczająco pomagali swoim kolegom z obrony i ataku. Obaj środkowi pomocnicy Jagiellonii łatwo dopuszczali Gróników do okolic pola karnego. Kiedy podopieczni Michała Probierza byli przy piłce, środkowi pomocnicy rzadko dostarczali dobre podania do Vassiljeva oraz skrzydłowych.

Dopiero po kwadransie gry Jagiellonia stworzyła pierwszą groźną sytuację. Kilka minut później okazało się, że do objęcia prowadzenia wystarczył błąd obrony Górnika. Przy golu najbardziej zawinił Maciej Szmatiuk. Wynik 1-0 uskrzydlił gospodarzy, którzy zaczęli chętniej atakować. Okazje mieli Tomasik i Cernych, ale do zdobycia kolejnego gola potrzebna była pomoc sędziego. Rzut karny po rzekomym faulu Danielewicza wydaje się kontrowersyjny i nawet hiszpańscy sędziowie mieliby problem z uzasadnieniem takiej decyzji. Jedenastkę na gola zamienił Konstantin Vassiljev.

Kolejne minuty to walka w środku boiska, faule na Leandro oraz sytuacje Jagiellonii. Jedną z najlepszych okazji zmarnował Fiodor Cernych, który wychodząc 1 na 1 z Prusakiem dał dogonić się Komorowi i zamiast gola wywalczył tylko rzut rożny. Do przerwy Górnik pozostawał bezradny. Grzegorz Bonin, Javier Hernandez i Nika Dżalamidze zupełnie nie rozumieli się na boisku, a osamotniony Bartosz Śpiączka nie dawał nadziei na wyrównanie.

Bezbronni goście

Po przerwie na boisku pojawił się Vojo Ubiparip, który zastąpił Nikę Dżalamidze. Ofensywna zmiana poskutkowała golem, ale dla Jagiellonii. Sprytny rzut wolny Vassiljeva i gapiostwo obrońców Górnika dały Romańczukowi doskonałą sytuację strzelecką. Franciszek Smuda mógł tylko łapać się za głowę, patrząc na to co robili Leandro i Paweł Sasin.

4 minuty później było już 4-0. Znów zabrakło Szmatiuka, który pozwolił na podanie do Vassiljeva. Sasin złamał linię spalonego, a Komor nie zdążył z kryciem. Efekt? Drugi gol Estończyka.

Ostatnim wartym wspomnienia akcentem był gol Cernycha. Aleksander Komor miał być jedynym defensorem Łęcznej, którego chciałem pochwalić za dzisiejsze spotkanie, ale piąta bramka dla Jagiellonii padła po jego ewidentnym błędzie.

Pomysł na atak

Problem z tym meczem polegał na tym, że Jagiellonia nie zagrała nadzwyczajnego spotkania. Większość bramek to pomyłki zawodników Górnika. Jeżeli Zielono-Czarni chcą utrzymać się w Ekstraklasie, to zdecydowanie muszą poprawić grę w obronie. Jak już wspomniałem, ciężko jednoznacznie ocenić zawodników Jagielloni. Z jednej strony wysokie zwycięstwo bardzo cieszy. Z drugiej, przeciwnik sam wypracowywał okazje, które należało jedynie wykorzystać. Biorąc pod uwagę mecz z Lechią, gdzie piłkarze Probierza mieli ogromne problemy ze stwarzaniem sytuacji należy uznać, że trener Jagielloni musi popracować nad schematami w ofensywie. Jeśli ten element będzie działał lepiej, to przy takiej skuteczności Jaga pozostanie wysoko w tabeli do końca sezonu.

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ