UDOSTĘPNIJ

Drugi dzień fazy pucharowej Ligi Mistrzów zapowiadał się równie ciekawie jak pierwszy. W obu meczach mogliśmy zobaczyć polskie akcenty, co nawet w tak elitarnych rozgrywkach staje się powoli standardem. Starciem na szczycie było tradycyjne, doroczne spotkanie pomiędzy Bayernem Monachium a Arsenalem. Oba zespoły spisywały się ostatnio poniżej oczekiwań, ale jak dobrze wiemy, europejskie puchary rządzą się własnymi prawami.

Przed spotkaniem wiele mówiło się o tym, że Arsene Wenger może zdecydować się na rotację i posadzić Mesuta Ozila na ławce. W bramce Petra Cecha zastąpił David Ospina, który powoli jest przygotowywany do przejęcia roli pierwszego bramkarza. Ostatecznie Francuz zdecydował się nie dokonywać drastycznych zmian i na boisko wybiegł skład dobrze znany z Premier League. Jedynym zaskoczeniem był Kieran Gibbs na lewej obronie, oddelegowany do opieki nad Arjenem Robbenem.

Carlo Ancelotti również posłał do boju swoich najlepszych dostępnych piłkarzy. Na ławce na swoją szansę czekał kiepsko spisujący się Thomas Mueller. Zwracał uwagę fakt, że obaj szkoleniowcy zdecydowali się na dokładnie takie samo ustawienie, ale na każdej pozycji Bayern miał starszego, bardziej doświadczonego zawodnika od swojego vis-a-vis (wyjątkiem Ozil-Thiago).

Zgodnie z oczekiwaniami bukmacherów, których kursy na zwycięstwo gospodarzy cały dzień malały, od początku piłka znajdowała się głównie na połowie Arsenalu. Kanonierzy zaparkowali autobus i kompletnie nie wiedzieli jak z niego wysiąść. Mieli szczęście, że dobrze na środku obrony spisywał się duet Mustafi-Kościelny. Do zdobycia bramki w pierwszej połowie monachijczycy potrzebowali niesamowitej techniki Arjena Robbena. Wenger prawdopodobnie nie poinformował swoich podopiecznych o ulubionym zagraniu Holendra, który dostał piłkę na skrzydle, zszedł do środka, i huknął w okienko, podkręcając piłkę. Gdzieś już to widzieliśmy, ale bramka genialna.

Niestety, arbiter dzisiejszego pojedynku, Pan Milorad Mazic, nie wytrzymał presji tego meczu i w 30. minucie podyktował karnego dla Arsenalu za BARDZO wątpliwy faul Roberta Lewandowskiego. Pan Piłkarz Polak, chcąc wyekspediować piłkę ze swojego pola karnego, trafił w nogę wchodzącego nakładką Laurenta Kościelnego. Oprócz stworzenia stuprocentowej okazji dla przyjezdnych, sędzia ukarał napastnika żółtą kartką, czym prawdopodobnie zrujnował jego morale do końca pierwszej połowy.

Do wykonania rzutu karnego wyznaczony był Alexis Sanchez, a ten stały fragment gry jest jedną z niewielu jego pięt Achillesowych (Chillijczyk zdobywa w ten sposób bramki jedynie gdy uderza w środek). W środek nie udało mu się trafić, więc piłkę odchodzącą lekko na lewo odbił przed siebie Neuer i dopiero druga dobitka Sancheza trafiła do bramki.

Arsenal jakoś zdołał dowieźć remis do przerwy, ale druga połowa toczyła się również głównie przed polem karnym  Londyńczyków. W 49. minucie nastąpił przełomowy moment. Kontuzji doznał Laurent Kościelny i na boisko musiał wejść występujący ostatnio na prawej obronie Gabriel Paulista. Strata kapitana złamała Kanonierów, z czego skorzystał Lewandowski. Napastnik w 53. minucie przeskoczył Shkodrana Mustafiego o głowę i zdobył bramkę. Trzy minuty później dołożył kapitalną asystę – zagraniem piętą uruchomił Thiago Alcantarę, który z łatwością pokonał bramkarza. Ten sam piłkarz zdobył bramkę na 4:1, gdy dopadł do wybitej z pola karnego piłki i w gąszczu nóg znalazł drogę do bramki Ospiny.

Formalności dopełnił Thomas Mueller. Po stracie Alexa Oxlade-Chamberlaina, najpierw obrońców w ziemię wkręcił Thiago, a potem Niemiec i bez problemu pokonał bramkarza. Arsenal został jak co roku upokorzony i sprowadzony na ziemię. Teraz mogą skupić się na walce o grę w Lidze Mistrzów, ale w przyszłym sezonie. A my możemy być pewni, że w rewanżu zobaczymy praktycznie ten sam ‚najsilniejszy’ skład Arsene’a Wengera.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ