UDOSTĘPNIJ
fot. rtbf.be

Mimo ogromnego posiadania piłki Zenit nie był w stanie niczym zaskoczyć graczy Anderlechtu. Przy zupełnym braku zaangażowania dwubramkowa porażka w pierwszym meczu wydaję się być najmniejszym możliwym wymiarem kary.

Na początku meczu obie drużyny próbowały długich przerzutów. Sprytniejszym w tych zagraniach okazał się Anderlecht. Po dograniu Stanciu zza pleców śpiącego Iwanowicza wybiegł Acheampong i cudownym strzałem otworzył wynik meczu.

Chwilę później Ghańczyk dostał kolejne długie podanie od reprezentanta Rumunii i mógł do bramki dołożyć asystę. Acheampong znalazł w polu karnym Massimo Bruno, któremu obrońcy Zenita zostawili bardzo dużo miejsca. Szczęśliwie ich skórę uratował Jurij Łodygin.

Zenit bardzo ospale wyprowadzał piłkę ze swojego pola karnego. Praktycznie w ogóle nie grali z pierwszej piłki. Jeżeli już przedarli się gdzieś w okolice bramki Anderlechtu, to na posterunku był Andy Najar. Honduraski obrońca Anderlechtu grał bardzo pewnie. Świetnie wyłuskiwał piłki rosyjskim piłkarzom i ośmieszał ich dryblingiem.

Rosjanom równie długo co przesuwanie się pod bramkę Belgów zajmowało wracanie się do obrony. Domenico Criscito był dużo wolniejszy od Acheamponga i musiał albo siłą zatrzymać Ghańczyka, albo wchodzić ciałem przed niego.

Przy bardzo małej pewności przy wyprowadzaniu piłki i żelaznej pomocy Anderlechtu Zenit wciąż próbował długich przerzutów wzdłuż boiska. Gracze ze stolicy Belgii nie kwapili się do odbiorów pozwalając Rosjanom się zmęczyć. Klub z Sankt Petersburga bardzo powoli i niezdarnie przesuwał się do przodu, gdzie wszystkie akcje kasowała belgijska defensywa.

Zupełnie niewidoczny w ataku był za to Kokorin. Rosjanin popisał się prostą stratą, po której podanie otrzymał Acheampong. Ghańczyk wykonał efektowny rajd lewą stroną boiska. Zakończył go strzałem pod poprzeczkę przy bliższym słupku. Trzeba przyznać, że nie przeszkadzali mu za bardzo Iwanowicz i Neto.

Pomoc Zenita nie nadążała wracać za blyskawicznie kontrującymi graczami Anderlechtu. Javi Garcia gubił się i pozwalał za łatwo przedzierać cię Belgom w stronę pola karnego. Rosjanie zupełnie nie trzymali linii – ani w pomocy ani w obronie. Do tego mieli spore problemy z kryciem.

Anderlecht zostawiał bardzo dużo miejsca w środku boiska i dawał się spychać coraz bardziej. Zapraszali wręcz Rosjan we własne pole karne. Niestety, ci nie mieli zupełnie pomysłu na atak pozycyjny. Wymieniali dziesiątki bezsensownych podań, które w końcu kończyły się stratami. Gracze Zenita nie szukali zupełnie prostopadłych zagrań, nie zmieniali pozycji. Niewidoczny zupełnie był Oleg Szatow. Piłkarze z Petersburga sprawiali wrażenie szczęśliwych z dwubramkowego prowadzenia swoich przeciwników.

W drugiej połowie Zenit odrobinę przyspieszył. Momenty ospałego i niedokładnego ataku pozycyjnego przeplatał zrywami w ofensywie. Anderlecht ułatwiał taki sposób gry głęboko cofając się na swoją połowę. Niestety brakowało pomysłów na rozegranie przez Rosjan piłki, która lekko tylko oddalała się od linii środkowej, by za chwilę tam wrócić.

Kiedy za rozgrywanie w końcu wziął się Oleg Szatow, żaden z jego kolegów nie podjął inicjatywy. Reprezentacyjny pomocnik biegał z piłką wszerz boiska, ale nie miał do kogo zagrać. Kończyło się to ostatecznie stratami i szybkimi kontrami Anderlechtu.

Widząc jak słabo wygląda rozegranie rosyjskiej drużyny, trener Zenita zdecydował się zdjąć w końcu Szatowa. W jego miejsce wbiegł Robert Mak. Słowak nie zmienił jednak za wiele w obrazie gry rosyjskiej drużyny. Wciąż nie było pomysłu na atak pozycyjny i mimo ogromnej przewadze w posiadaniu piłki (70:30 w %) nic z tego nie wynikało. Najlepszym podsumowaniem gry Zenita było zagranie Stanciu, który dwoma zwodami minął sześciu (!) Rosjan. Gracze Mircei Lucescu nie wracali się po akcjach ofensywnych, nie trzymali linii, nie próbowali krycia ani pressingu.

Anderlecht pozwalał się Zenitowi zmęczyć, spokojnie odpierając kolejne niemrawe ataki Rojsan. Zupełną niemoc strzelecką pokazywał Artiom Dziuba. Napastnik reprezentacji Rosji próbował wielokrotnie uderzać głową, ale zawsze próby te kończyły się wysoko nad poprzeczką.

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ