UDOSTĘPNIJ
Maciej Kędzierski (Kedzior Design)/Awangarda Futbolu

Styczeń w La Liga upłynął głównie pod znakiem sędziowskich błędów, które niejednokrotnie wypaczały wynik spotkania. Na tym nie będziemy jednak skupiali naszej uwagi, bo dzisiaj ostatni miesiąc podsumują kibice hiszpańskich drużyn. Zapraszam do lektury.

Pierwsza strona: Real Madryt, FC Barcelona, Atlético Madryt.

Druga strona: Villarreal, Eibar, Valencia, Las Palmas – tutaj.

Trzecia strona: Real Betis, Deportivo La Coruña, Granada – tutaj.

REAL MADRYT i Marika – redaktor naczelna HalaMadrid.pl

Real dawno nie był w tak komfortowej sytuacji. Czy możemy mówić o tym, że Królewscy mogą przegrać wyścig o mistrzostwo tylko przez własną głupotę?

Marika: Przede wszystkim nie można mówić o tym, że Liga jest już rozstrzygnięta. Dopiero co byliśmy na jej półmetku, a prawdziwa walka dopiero się rozkręca. Na pewno żadna z drużyn nie odpuści i każda z nich do końca będzie chciała zawalczyć o końcowy triumf. To prawda, Królewscy znajdują się w naprawdę idealnej sytuacji. Wszystko tak naprawdę zależy od nich, lecz każdy choćby najmniejszy błąd może zostać bezwzględnie wykorzystany przez rywali. A takie (większe bądź mniejsze) z pewnością trafią się każdej z drużyn. Pozostaje pytanie… Na ile to zaważy w kontekście walki o mistrzostwo? Czas pokaże.

Prawdziwą zmorą w obozie Królewskich są kontuzje. Czy część winy można zrzucić na nieodpowiednie przygotowanie zawodników oraz zbyt małą rotację składem?

Marika: Na pewno jest coś nie tak z przygotowaniem fizycznym. Mini preseason pod koniec ubiegłego roku miał przygotować drużynę na wymagający styczeń, a w nim zamiast być lepiej było znacznie gorzej. Ustawienia sypały się jak domek z kart, a kolejni zawodnicy, zamiast spędzać czas na murawie przesiadywali w gabinetach lekarskich. Choć nie są to długotrwałe kontuzje, bo tak naprawdę tylko Casemiro i Bale opuścili ponad 50 dni, to niektóre urazy powielały się i powielały. Ile razy czytaliśmy o kontuzji Pepe, Sergio Ramosa…? Nie wspomnę już o wiecznie nieobecnym Coentrão. Na palcach można wyliczyć, ilu graczy nie opuściło z powodu urazu ani jednego dnia, a w tym zestawieniu znajdzie się też dwóch rezerwowych bramkarzy. Zidane nawet jakby bardzo chciał, to często nie mógł wystawiać takiej samej jedenastki z meczu na mecz. Wiele osób mówiło, że Toni Kroos grał zbyt dużo i stąd jego problem ze stopą. Jednakże uraz ten był mechaniczny, taki przed którym trudno jest się obronić, nawet będąc na maksa wypoczętym. Gdy tylko przedłużono umowę z Sanitasem, to wśród madridismo pojawiały się wielkie obawy, bo wszyscy doskonale wiedzieliśmy, jak to wyglądało wcześniej. Plaga kontuzji to coś, z czym Real boryka się od dość dawna. I można powiedzieć, że nie zmienia się nic…

We wszystkich styczniowych meczach w podstawowej jedenastce widzieliśmy Karima Benzemę, który nie prezentuje wybornej formy. Jaką decyzję odnośnie tego piłkarza podjęlibyście, będąc na miejscu trenera? Jakich zmian dokonalibyście w podstawowej jedenastce?

Marika: Styczeń był ogólnie słaby w wykonaniu Realu Madryt. Na pewno na obraz gry miały wpływ wcześniej wspomniane urazy. Zidane nie może korzystać z Garetha Bale’a. Wcześniej poza grą był też Cristiano Ronaldo. W kontekście tak wielu urazów i nieobecności pole manewru jest naprawdę bardzo ograniczone. Tak jak jednak wspomniałaś, Karim Benzema gra bardzo kiepsko. Ostatnio wyczytałam w Marce, że aż szesnaście drużyn w LaLiga ma podstawowego napastnika oddającego strzały częściej od Karima. Lepszy wskaźnik ma Morata, który gra znacznie mniej. Hiszpan ma też strzeloną o jedną bramkę więcej niż Francuz (6 do 5). Benzema nie zdobył bramki od blisko miesiąca.

Ostatnia rzecz, o którą muszę zapytać, to usunięcie krzyża z herbu w krajach arabskich. Jak na tę sprawę zapatruje się Wasza redakcja?

Marika: Wypowiadałam się w tej sprawie już wielokrotnie i za każdym razem wywoływałam długie dyskusje, być może teraz będzie podobnie. Powtórzę zatem – nie rozumiem tego ruchu ze strony Realu Madryt. Albo inaczej, rozumiem… Ale jestem jego przeciwniczką. Jakkolwiek pojmuję kwestie związane z pieniędzmi, zarobkami, tak nie rozumiem usuwania części korony hiszpańskiej. Korony, dzięki której REAL, jak widać zawdzięcza swoją nazwę. Nie wyobrażam sobie, aby teraz Barcelona czy Sevilla miały wykonać podobny zabieg.

FC BARCELONA i Jarek z okiemcule.pl oraz popularny Józek Guardiola

Mamy dopiero początek lutego, czy możemy mówić o tym, że Barcelona pożegnała się już z tytułem mistrza kraju?

Jarek: Absolutnie nie. Liga hiszpańska jest nieprzewidywalna. Słyszałem wiele opinii mówiących o dominacji Królewskich i Blaugrany na przestrzeni wielu lat. Większość tych słów traktuję z przymrużeniem oka. Obecnie Real Madryt ma przewagę, lecz utrzymanie równej formy jest trudne nawet dla topowych drużyn z Europy. Wszystko zależy od dyspozycji i najbliższych spotkań. Nie wykluczałbym Sevilli z końcowej walki o tytuł. Zespół ze stolicy Andaluzji sumiennie zbiera punkty w kolejnych spotkaniach. Real ma przed sobą ciężkie mecze wyjazdowe z Celtą, czy Valencią. Głównym zadaniem Dumy Katalonii jest zdobywanie kompletu punktów w jak największej liczbie spotkań. Jeszcze za wcześnie, by prognozować, kto zdobędzie końcowy tytuł.

Józek: Na koniec stycznia Barça traciła do lidera 4 punkty, a ponadto przewodzący w tabeli Real miał rozegrane o jedno spotkanie mniej. Biorąc pod uwagę formę oraz regularność obu zespołów w sezonie 2016/2017, strata wydaje się duża. W pierwszym miesiącu obecnego roku Katalończycy zdobyli zaledwie 8 z 12 możliwych punktów. Można mieć co prawda pretensje do sędziowania w zremisowanych meczach z Villarrealem (ręka Bruna) i Betisem (nieuznana wyrównująca bramka w 75 minucie), być może bez tych pomyłek dorobek punktowy wyglądałby inaczej, ale Duma Katalonii często ma problemy z kontrolowaniem meczów. Przy tak nieregularnej formie trudno myśleć o pogoni za ekipą ze stolicy Hiszpanii, a należy również pamiętać o kapitalnej Sevilli. Warto jednak przypomnieć, że w poprzednim sezonie na pewnym etapie rozgrywek Barcelona miała 12 punktów przewagi nad Realem, a ostatecznie wygrała ligę z przewagą zaledwie 1 oczka. Osobiście wątpię w obronę tytułu Mistrza Hiszpanii przez Barcelonę, zdecydowanym faworytem do zwycięstwa w lidze jest Real, ale ekipy Luisa Enrique przekreślać nie można.

Luis Enrique ma ewidentny problem ze środkiem pola. Kiedy nie ma Iniesty, gra jest dramatyczna. Rakitić i Gomes są ewidentnie pod formą. Jak ty byś ustawił pomoc Blaugrany, będąc na miejscu trenera?

Jarek: Brak Iniesty i Busquetsa tworzy doskonałą okazję dla naszych zmienników. Wbrew pozorom środek pola wcale nie wygląda tak źle. Luis Enrique ma okazję przekonać się na własne oczy, kto nadaje się do pierwszego składu. Jeśli chcesz być piłkarzem Barcelony, musisz grać na najwyższym poziomie. Dla zmiennika okazja do gry w pierwszym składzie to przede wszystkim dobry moment na zaprezentowanie się trenerowi i kibicom. Oczywiście gra w takim klubie jak Barcelona oznacza ogromną presję, ale jeśli już się z nią uporasz, wtedy dopiero potrafisz dać z siebie 100 procent. W ostatnim czasie pokazał to Aleix Vidal. Nie wierzył w niego trener, nie wierzyła spora część kibiców. Pokazał wszystkim, jak bardzo się mylą. Iniesta jest nie do zastąpienia, ale cieszy mnie, gdy w środku pola pojawia się Rafinha. Zdecydowanie stać go na coś niekonwencjonalnego. Rakitić gra ostatnio gorzej, jednak jest to zawodnik niesamowicie stabilny. Jeśli ma formę, potrafi ją dłużej utrzymać. Denis Suárez i André Gomes moim zdaniem nie pokazują jeszcze wszystkiego. Obecność w drużynie takiego kolegi jak Iniesta wyznacza wzorce młodszym, co na pewno zaowocuje w przyszłości. Uważam, że nasi pomocnicy nie zawsze są doceniani, ale też nie pokazują wszystkiego. Jeszcze ten środkowy „lwi pazur” zaskoczy wszystkich.

Józek: W obecnym sezonie główną bolączką Barcelony jest właśnie środek pola. Coś, co kiedyś było siłą napędową zespołu, wymaga dziś naprawy. Od początku rozgrywek forma pomocników pozostawia wiele do życzenia. Poniżej swoich możliwości gra Sergio Busquets, fatalną formę prezentuje Rakitić, ale największym problemem jest współpraca linii pomocy jako całości: na pomeczowych grafikach często widać małą liczbę podań pomiędzy zawodnikami tej formacji. Postawiona w pytaniu teza o zależności środka pola od Iniesty wydaje się zasadna. Bardzo często możemy bowiem zaobserwować, że gra oraz wyniki zespołu zależą od indywidualności – najczęściej o wyniku przesądza Leo Messi, ale kapitan Blaugrany również należy do fundamentalnych postaci drużyny. W tym miejscu warto przytoczyć statystykę, którą, jak wynika z moich obserwacji, niewielu dostrzega: Iniesta (do końca stycznia) wystąpił zaledwie w 9 z 20 meczów w  lidze, przebywając na boisku 539 minut. To zaledwie 30% możliwego wymiaru czasu gry. To duży problem. Jeśli Andres jest zdrowy, ma niepodważalną pozycję w meczach przeciwko silniejszym rywalom, ale ze względu na wiek potrzebuje coraz więcej odpoczynku.

Wystawienie linii na ważne mecze jest trudnym zadaniem. Zakładając, że wszyscy zawodnicy są zdrowi, niepodważalną pozycję mają Iniesta i Busquets. Problemem jest wybór „tego trzeciego”. Osobiście odrzuciłbym Denisa Suareza oraz Rafinhę, gdyż ta dwójka nie daje odpowiedniego balansu pomiędzy defensywą a ofensywą. W obliczu zawodzących Gomesa i Rakiticia, o których mowa w pytaniu, ciekawym pomysłem może być wystawienie Mascherano na pozycji defensywnego pomocnika oraz przesunięcie wyżej Busquetsa. Niestety w tym wypadku możemy mówić o wyborze „mniejszego zła”.

O ile jeszcze kilka/kilkanaście miesięcy temu mówiło się o tym, że Messi ogranicza Neymara, tak teraz mamy zdecydowanie odmienne opinie. Co się dzieje z Brazylijczykiem?  

Jarek: Ciężko jednoznacznie stwierdzić co się z nim dzieje. Myślę, że to kwestia psychiki. Niedawno świat obiegło zdjęcie, jakoby Luis Suárez zwrócił uwagę Neymarowi, że ten spóźnił się na trening. Kultura mieszkańców Brazylii jest specyficzna. To kraj samby. Ludzie lubią zabawę, długie rozmowy. Częściej od nas znajdują okazje do świętowania. Neymar w bardzo młodym wieku osiągnął sukces, w którym łatwo się pogubić. Wierzę, że wróci na właściwy tor. Ma przecież świetne wzorce do naśladowania. To typ zawodnika, który nie wyróżniając się w całym meczu, potrafi przeprowadzić jedną akcję przesądzającą o końcowym wyniku.

Józek: W ostatnich miesiącach, poza nieskutecznością można zauważyć zmianę w stylu gry Neymara. Coraz częściej stara się on być kreatorem, rozgrywającym, można powiedzieć,  że próbuje „wejść w buty Messiego”. Jednakże Leo jest o wiele lepszym zawodnikiem od swojego młodszego kolegi. W grze Neymara można zaobserwować tendencję do zbyt częstego holowania piłki. Brazylijczyk, w przeciwieństwie do Messiego, ma problem z odpowiedzialną grą, częściej traci piłki oraz podejmuje gorsze decyzje. Również umiejętnością rozgrywania piłki ustępuje Argentyńczykowi. W zasadzie podobnie można powiedzieć o każdym zawodniku, gdyż Leo wyrasta na najlepszego rozgrywającego
na świecie, ale moim zdaniem przeniesienie ciężaru gry na lewą flankę i rozgrywanie piłki przez Brazylijczyka powoduje niewykorzystanie pełnego potencjału Messiego – rozgrywającego. Jednak oczywiście nie wszystko w grze Neymara zasługuje na krytykę. Jest on najczęściej faulowanym zawodnikiem w lidze, ma wiele asyst, a także najwięcej udanych dryblingów w lidze. Ocena Neymara z pewnością byłaby inna, gdyby  prezentował lepszą skuteczność. Kibicom Barcelony pozostaje czekać na ‘odblokowanie się’ Brazylijczyka i wykorzystywanie genialnych podań Messiego. Gdy przyjdą bramki, można będzie przymknąć oko na momentami nieodpowiedzialne holowanie piłki oraz pozostałe niedoskonałości w grze.

ATLÉTICO MADRYT i Mariusz Jędroszczyk oraz Michał Giletycz

Atlético ostatnio nie imponuje. Zespół będzie w stanie jeszcze powalczyć o mistrzostwo czy pozostaje walka tylko o Ligę Mistrzów?

Mariusz: W sercu na pewno tli się nadzieja, że to właśnie będzie ten spektakularny sezon, w którym uda się odrobić straty i na koniec rozgrywek Rojiblancos okażą się najlepsi w Hiszpanii, a za kilka lat powstanie film o tym niesamowitym wyczynie. Trzeba jednak stąpać twardo po ziemi, bo taka kampania może się zdarzyć raz na kilkadziesiąt lat. Nawet jeśli ekipa Diego Simeone odmieniłaby swoje oblicze, co zresztą powoli ma miejsce, musi liczyć na potknięcia rywali. O ile dogonienie Sevilli czy nawet Barcelony jest jak najbardziej możliwe, tak Real Madryt wydaje się obecnie poza zasięgiem. Królewscy mają dwa mecze zaległe, a mimo to przewodzą stawce. W końcówce sezonu bardzo ważna będzie szeroka ławka i tutaj ponownie przewagę mają Los Blancos. Na Vicente Calderón nie ma też szczególnego ciśnienia na wygranie ligi. Wszakże Cholo jak mantrę powtarza, iż jego celem jest trzecie miejsce i awans do Ligi Mistrzów. Z jednej strony to denerwujące, widząc potencjał i progres w ostatnich latach, z drugiej ściąga presję z graczy.

Champions League ma dla Atlético wymiar szczególny, gdyż zespół już trzykrotnie w swojej historii grał w finale tych elitarnych rozgrywek i za każdym razem ponosił porażkę. Dwa z nich były udziałem argentyńskiego szkoleniowca, więc można powiedzieć, że najważniejsze europejskie rozgrywki klubowe stały się pewnego rodzaju obsesją trenera. Kibice nad Manzanares również są głodni triumfu w Lidze Mistrzów, gdyż tylko tego pucharu brakuje w klubowej gablocie. Atleti ostatnio nabiera rozpędu, co jest dobrym prognostykiem przed starciem z Bayerem w 1/8 finału. Aptekarze dodatkowo stracili do końca sezonu swojego asa Hakana Çalhanoğlu. LM jest priorytetem i na pewno żaden kibic nie wytknie słabej pozycji ligowej, jeśli tylko Gabi 3 czerwca w Cardiff będzie wznosił do góry trofeum.

Michał: Simeone już na początku podkreślał, że nie zamierza skupiać się na lidze i o ile co sezon kibice traktowali to z przymrużeniem oka, to w tym roku widać, że w Cholo jest ta zadra odnośnie Ligi Mistrzów i to ona jest priorytetem Atletico. Trochę kłóci się to z tym, że każdy w Madrycie ostatnio podkreśla szeroką kadrę, że to najlepsze Atletico w historii i mogliby z sukcesami walczyć na wielu frontach.

Diego Simeone będzie w stanie wykrzesać z tego zespołu wolę walki, tworząc dobrze naoliwioną maszynę czy może zmiana taktyki to był zbyt duży przeskok dla tych piłkarzy, a era Cholo już przeminęła?

Mariusz: Ostatnio bardzo modne wśród dziennikarzy jest stwierdzenie, że „formuła/filozofia Diego Simeone przestała działać”. Następnie te same osoby będą narzekać, że w polskiej lidze ktoś zwolnił trenera po kilku słabych wynikach. Obecni podopieczni Argentyńczyka, to ci sami ludzie, którzy w maju byli o krok od zwycięstwa w Lidze Mistrzów, a w Primera División przegrali mistrzostwo z Barceloną o trzy punkty. Obecny sezon zaczął się wprawdzie od falstartu, ale następnie Atlético było liderem ligi. Później zaczęły się problemy, czego kulminacją była domowa derbowa porażka z Realem 0:3. Należy szukać różnych przyczyn, a pewnym usprawiedliwieniem może być problem z kontuzjami, szczególnie wśród środkowych pomocników. Doświadczony Augusto Fernández zerwał więzadła, natomiast Tiago Mendes po ubiegłorocznym urazie wciąż nie doszedł do siebie, a od jakiegoś czasu leczy kolano.

Bardzo poważnym problemem do niedawna była skuteczność pod bramką przeciwnika oraz tworzenie okazji strzeleckich. Kévin Gameiro raz po raz marnował „setki”, z kolei Antoine Griezmann i Fernando Torres popadli w strzelecką niemoc. Diego Simeone starał się coś zmienić i stąd pomysł, aby ustawić Juanfrana na skrzydle albo José Giméneza jako defensywnego pomocnika. Zabrakło jednak odważnych decyzji w zestawieniu ataku i tutaj wyszedł jeden z mankamentów szkoleniowca, czyli przyzwyczajenie do nazwisk. Ángel Correa, który dobrze pokazywał się w roli rezerwowego oraz w Pucharze Króla, nie otrzymywał zbyt wielu szans w wyjściowym składzie, a młodemu Argentyńczykowi regularna gra na pewno pomogłaby ustabilizować formę.

Cholo prowadzi drużynę ponad pięć lat i tak naprawdę to dopiero pierwszy tak poważny kryzys. Nie ma co w ogóle dyskutować o przeminięciu jego ery. To kolejne wyzwanie których miał wiele podczas pracy w Madrycie i jestem pewien, że i z tym sobie poradzi. Słabsze okresy zdarzają się w każdej ekipie. Zresztą ostatnie wyniki napawają optymizmem. Druga połowa przeciwko Barcelonie w Pucharze Króla udowodniła, że w Madrycie nie zapomnieli, jak się gra w piłkę.

Michał: Co do motywacji Simeone to był to chyba jedyny element jego pracy, z którym nigdy nie miał problemu. Jeśli chodzi o taktykę, to trzeba pamiętać, że dwa-trzy lata temu taka gra to było coś nowego, na Calderon rzut rożny był świętowany jak gol, to typowe „partido a partido” powtarzane przez Simeone miało przełożenie w każdym spotkaniu. Teraz każdy trener przed meczem z Atletico cztery razy uczula swój zespół na ten styl gry. Chętnie bym zobaczył jakąś zmianę taktyki, tym bardziej że w porównaniu z latami poprzednimi są do tego większe środki i większe możliwości, ale znając charakter Simeone, żadnych gwałtownych ruchów w tym kierunku bym się nie spodziewał.

Obrona to był znak firmowy Atleti. Ostatnio jest to jednak jedna z największych bolączek tej drużyny. Gdzie możemy dopatrywać się powodu takiego stanu rzeczy?

Mariusz: Defensywa Atlético jest drugą najlepszą w lidze, a w dotychczasowych 21 kolejkach ligowych nasi bramkarze dwunastokrotnie zachowywali czyste konto. Chyba całkiem nieźle to wygląda? Godín i spółka są trochę zakładnikami własnego wyczyny sprzed roku. Wówczas Jan Oblak przy nieocenionym wkładzie obrońców wyrównał ponad dwudziestoletni rekord Paco Liaño w najniższej średniej puszczonych bramek (0,47 gola/mecz).

Żeby nie było tak słodko, należy również zauważyć mankamenty, a największym problemem są proste błędy, które czasem przytrafiają się graczom i nie sposób ich wytłumaczyć niczym innym jak brakiem koncentracji, bo nie wierzę, że nagle zapomnieli, jak się gra w piłkę. Fakt, że defensywa Atleti nie jest już tak pewnym monolitem, może również być zasługą sztabów szkoleniowych rywali, którzy najwidoczniej dobrze przeanalizowali pracę Rojiblancos w destrukcji i w końcu nauczyli się jak sobie radzić z dotarciem do pola karnego.

Prawdziwe problemy z obroną mogą dopiero się zacząć przy coraz większym natłoku spotkań oraz rosnącym zmęczeniu sezonem. W ostatnim spotkaniu Diego Simeone miał do dyspozycji jedynie dwóch środkowych obrońców, gdyż na ponad miesiąc wypadł z powodu kontuzji José Giménez, a Lucas Hernández nie uczestniczył w meczu ze względu na toczącą się sprawę, w której jest oskarżony o przemoc wobec swojej narzeczonej. Francuz na szczęście już wrócił do treningów, ale nie wiadomo jak potoczą się jego losy. Klub w oświadczeniu przyznał, że respektuje domniemanie niewinności, ale zaznaczył, że nie ma tolerancji wobec wszelkich przejawów przemocy. Ewentualne odsunięcie 20-latka od drużyny byłoby podwójnym ciosem, gdyż może on zagrać również na lewej stronie, gdzie Filipe Luís nie ma nominalnego zastępcy.

Michał: Jak już wspominałem, tych opcji na grę Simeone ma znacznie więcej, powoli odchodzi od klasycznego Cholismo, a zatem i gra w obronie będzie miała swoje mankamenty. Trzeba pamiętać, że Juanfran i Godin już mają trójkę z przodu, natomiast o ile widzę chemię pomiędzy tym drugim a Gimenezem w środku obrony, o tyle, jeśli gra Savić, często decyzje podejmowane przez ten duet są niezrozumiałe albo co najmniej dziwne. Widać lekki brak komunikacji, nie ma tego monolitu, jakim był chociażby Miranda w parze z Urugwajczykiem. Moim zdaniem jest to efekt bardziej wszechstronnego treningu, przyzwyczajania zespołu do gry we wszystkich strefach boiska równomiernie, Atletico na ten moment ma piłkę zdecydowanie dłużej na połowie rywala, widać, że próbują grać bardziej kombinacyjnie, wykorzystywać więcej rozwiązać taktycznych, przez co zaniedbują grę obronną i efekty są takie, a nie inne.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ