UDOSTĘPNIJ
Vincenzo Montella po czterech porażkach z rzędu ma o czym myśleć przed następnymi spotkaniami. (Fot.: dailymail.co.uk)

“To już ten rok” – powiedzieli sobie przed sezonem kibice większości klubów w Europie. W Anglii boisko negatywnie weryfikuje nadzieje Arsenalu czy Liverpoolu, w Niemczech Borussii, a we Włoszech… No właśnie. Kto najbardziej we Włoszech pragnął powrotu do czołówki po trzech suchych latach? Odpowiedź jest jedna: zespół z Mediolanu. I nie mam tu na myśli Interu.

AC Milan zakończył rok 2016 z wielkimi nadziejami. W ligowej tabeli zespół z San Siro zajmował piąte miejsce. Wprawdzie do drugiej Romy tracił 5 punktów, ale rozegrał mecz mniej ze względu na spotkanie Superpucharu z Juventusem. Swoją drogą, po karnych Rossoneri pokonali zespół z Turynu zdobywając swoje pierwsze trofeum od 2011 roku. Nic dziwnego, że wielu kibiców Milanu liczyło na walkę o Ligę Mistrzów. Jak bardzo się mylili, pokazał początek 2017 roku.

Miłe kryzysu początki

Zwycięstwo z Cagliari na start stycznia nie było ani trochę przekonujące. No dobrze, kiedy spojrzymy na statystykę strzałów, znajdziemy bilans 29:7 dla Milanu. Porażający jednak jest fakt, że z tych blisko 30 prób zdobycia bramki zaledwie 4 szły w światło bramki. Pod koniec spotkania do zespołu z San Siro po prostu uśmiechnęło się szczęście, gdy po “bilardzie” w polu karnym piłka trafiła pod nogi Carlosa Bacci, który po prostu nie mógł nie trafić do siatki. W bardzo wyrównanym spotkaniu ⅛ finału Pucharu Włoch przeciwko Torino Rossoneri przegrywali do 60. minuty, ale szybkie dwa ciosy pozwoliły im awansować dalej. Cztery dni po tym spotkaniu mieli zagrać po raz kolejny z drużyną prowadzoną przez Sinisę Mihajlovicia… I tak zaczął się koszmar.

Carlos Bacca po strzeleniu jedynego gola w spotkaniu z Cagliari – ostatnim w lidze, który wygrał Milan. (Fot.: www.quotidiano.net)

Daniele Zappacosta ogrywa na prawej flance trzech zawodników Milanu, podaje do Adama Ljajicia, który zalicza asystę beznadziejnym strzałem. Defensywa Milanu z łatwością powinna wyłapać tę piłkę, lecz zamiast tego niepilnowany Belotti strzelił gola. Jeden do zera. Chwilę później w zamieszaniu w polu karnym, podczas którego obrońcy z Mediolanu trzykrotnie wybijali piłkę – i trzykrotnie pod nogi rywala – bramkę zdobył Marco Benassi. Dwa do zera. Po kilku minutach Ignazio Abate w głupi sposób podcina lewego obrońcę Byków, Antonio Barrecę. Chciałbym móc teraz napisać “trzy do zera”, ale Ljajić wykonał jednego z najgorszych karnych w tym sezonie. Druga połowa była momentem przebudzenia Milanu – dwie bramki zdobyte po kolejnym zamieszaniu i karnym dały drużynie Vincenzo Montelli remis. Tak dobrego rezultatu od tego czasu już nie zanotowali.

Brakowało niewiele, ale każdorazowo

Do otwierającej serię porażki wystarczyło 10 pierwszych minut spotkania. Wtedy po dwóch podaniach lidera klasyfikacji strzelców, Driesa Mertensa, gole strzelali Lorenzo Insigne i Jose Callejon. Odpowiedź Juraja Kucki nie przyniosła jednak punktów i Napoli okazało się być o bramkę lepsze. Juventus w ćwierćfinale Coppa Italia potrzebował 10 minut więcej, a w roli katów wystąpili Pablo Dybala i Miralem Pjanić. Jak to ostatnio bywało, Milan po raz kolejny miał lepszą drugą część spotkania. Carlos Bacca zdołał strzelić gola, ale minutę później Manuel Locatelli wyleciał z boiska. W dziesięciu nie udało się odrobić strat.

Manuel Locatelli w meczu Pucharu Włoch przeciwko Juventusowi zobaczył czerwoną kartkę. Nie pomogło to Milanowi. (Fot.: www.espnfc.com)

Mecz z Udinese miał być spotkaniem na odkucie się dla zespołu prowadzonego przez Montellę. I faktycznie, rozpoczął się on dla nich wyjątkowo dobrze – Giacomo Bonaventura zdobył bramkę już po ośmiu minutach gry. Pół godziny później Udinese wyrównało po bramce Cyrila Thereau, a popularnego wśród fanów “Jacka” Bonaventury nie było już na boisku. Diagnoza: kontuzja mięśnia przywodziciela i brak gry do końca sezonu. Pozostaje nam tylko życzyć szybkiego powrotu do zdrowia sympatycznemu Włochowi… Buona ventura, Jack! Kilkadziesiąt minut później Rodrigo De Paul strzelił swojego debiutanckiego gola w Serie A i Udinese stało się trzecim zespołem z rzędu, który pokonał Milan jedną bramką.

Dni prawdy

Przez całe niedzielne spotkanie z Sampdorią przeważał jeden zespół. Byli to oczywiście gospodarze meczu na San Siro. Mimo wszystko, końcowy wynik to 0:1. 3 punkty powędrowały do Genui. Ofensywne trio Deulofeu-Bacca-Suso nie potrafiło zdobyć bramki w pierwszej połowie. Gdy w 70. minucie rezerwowy gości, Filip Djuricić wywalczył jedenastkę, a Lucas Muriel chwilę później ją wykorzystał, zespół z Mediolanu musiał zrobić coś, co ostatnio mu się nie udaje – odrobić straty. Wydawało się jednak, że Milan musi zremisować, gdy w 88. minucie spotkania Gianluca Lapadula dostał idealną piłkę sam na sam z bramkarzem. Emiliano Viviano obronił jego strzał, po czym Ignazio Abate dobił prosto w bramkarza Blucerchiati. Do piłki dopadł Gerard Deulofeu i po jego uderzeniu piłka leciała w światło bramki, ale zatrzymał ją… Lapadula. Kolejne punkty uciekły Milanowi sprzed nosa.

Żaden Rossoneri, mimo grymasów poświęcenia na twarzy, nie dał rady pokonać Emiliano Viviano. (Fot.: acmilan.com.pl)

Już dziś wieczorem w zaległym spotkaniu 18. kolejki Serie A drużyna AC Milan podejmie Bolognę. Tak jak ostatnio, i tym razem będzie to mecz ligowych średniaków – gospodarze są na 13. miejscu w tabeli, a zespół z Mediolanu jest siódmy. Nawet, jeśli osłabiony brakiem Bonaventury De Sciglio czy Montolivo Milan pokona swojego środowego rywala, w najbliższy poniedziałek czeka ich mecz z bijącym się o Ligę Mistrzów Lazio. Czy drużyna Vincenzo Montelli wyjdzie z dołka, czy jeszcze go dla siebie pogłębi? Już niedługo się o tym przekonamy.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ