UDOSTĘPNIJ
Carlos Velasco Carballo. Dobrze wyszedł na zdjęciu, lepiej niż sędziowie w Hiszpanii podczas meczów. Fot.: fifa.com

Nie przypominam sobie, by w którymkolwiek sezonie było tyle pomyłek sędziowskich w jednej lidze, w dodatku tej najlepszej na świecie. Wszelkie błędy na polskim czy angielskim podwórku to pikuś przy tym, co wyprawiają hiszpańscy sędziowie. W głowie się nie mieści, że aż tak można krzywdzić czołowe zespoły i to jeszcze w bezpośrednich starciach. Lawinę arbitralnego zła, głupoty oraz ślepoty (kolejny raz) wylał mecz Barcelony. Tym razem z Atletico Madryt w Pucharze Króla.

Zanim zacznę narzekać na pracę sędziów, przypomnę, że Duma Katalonii zremisowała w rewanżu z Los Colchoneros 1:1 i zameldowała się w finale rozgrywek.

Koleżanka Kasia Przepiórka przeglądała Twittera w pubie co rusz po kontrowersyjnej decyzji sędziego. Niestety, mój telefon się rozładował, więc nie miałem możliwości wylać tam swoich uzasadnionych lamentów, ale zdołałem podejrzeć, co jest grane na „ćwierkaczu”. Wniosek był prosty – fani Blaugrany i Atleti najchętniej ukamieniowaliby i rozstrzelaliby jednocześnie wszystkich hiszpańskich arbitrów, a kibice pozostałych klubów dopingowaliby im w linczu. Ale pewnie jakaś część (duża) by chętnie się dołączyła.

Dwa odgwizdane spalone, których nie było (przy jednym Griezmann dał gola na remis, ale właśnie go nie uznano). Wyrzucenie Luisa Suareza za niezamierzony kontakt jego ręki z twarzoczaszką przeciwnika. Karanie Jaspera Cillessena za próbę gry na czas, choć takowa nie miała za bardzo miejsca. Karny dla madrytczyków dość kontrowersyjny. Piłkarze Atletico uważają, że z takimi sędziami nie ma szans na wygranie z Barceloną. Idźmy dalej – z takimi sędziami nie ma szans na sprawiedliwą walkę na hiszpańskim podwórku o cokolwiek! Tytuł, awans, utrzymanie… Pojęcie zdrowej rywalizacji zaczyna odchodzić w niepamięć.

Prezes ligi, Javier Tebas, powiedział, że od przyszłego sezonu będzie testowanie powtórek i goal-line. Człowiek z ligowym psim gwizdkiem w końcu nie będzie skąpił pieniędzy na poprawę jakości sędziowania, szok! Jednak złych nawyków nauczył także krajowy związek, który odpowiada za Copa del Rey. Wiemy, jak działa psi gwizdek – reagują na niego czworonogi. W Hiszpanii posiadają wersję sędziowską, więc słyszą go tylko panowie z zegarkami, kartkami i spray’ami biegający po murawach. Ci są wtedy wyjątkowo posłuszni i gwiżdżą jak związkowcy chcą. Wiem, mogę snuć teorie spiskowe…

Zarządzający hiszpańską piłką nie są ślepi na błędy. Oni ich pożądają. „Nieważne, jak ludzie głosują. Ważne, kto liczy głosy.” – powiedzenie to nabiera parafrazy w futbolowym świecie. Nieważne, kto i jak sędziuje. Ważne, kto zarządza sędziami. A też szkoda sił nawet na wymienianie nazwisk arbitrów, po tylu błędach nie są godni, by je wymawiać i wypisywać.

Swoją drogą, to kolejny raz Aleix Vidal jest przegrywem meczu. Nastawia się na ponad 30 minut grania na poziomie, a tu Sergi Roberto odstawia numer z czerwoną kartką, cały misterny plan Lucho poszedł w błoto i AV nie powąchał murawy.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ