UDOSTĘPNIJ
Źródło.: facebook/Leicester City FC

Kiedy tylko naszym oczom ukazały się składy Leicester i Derby County na mecz obu ekip w Pucharze Anglii, niemalże doznaliśmy szoku. Obaj Polacy w wyjściowej jedenastce mistrza Anglii to w tym sezonie ewenement. Szczególnie jeżeli chodzi o Bartosza Kapustkę, dla którego był to pierwszy występ w podstawowym składzie od momentu podpisania kontraktu.

Od samego początku to spotkanie przypominało przegląd wojsk. Trenerzy obu ekip postanowili wypróbować całą masę rezerwowych, co stworzyło szansę do pokazania się obu naszym rodakom. Mecz nie zachwycił tempem, był po prostu nudny, a pierwszą połowę niech podsumują liczby. Siedem strzałów, z czego jeden celny. Słabo.

Druga część spotkania była, w porównaniu do pierwszej, zdecydowanie lepsza. W końcu padły bramki, mieliśmy też inne dogodne okazje dla obu drużyn. Najlepszym zawodnikiem na boisku wydawał się być Demaray Grey, który kreował sporo sytuacji swoim nieprzeciętnym dryblingiem.

Jaka była w tym wszystkim rola Bartka? Został on przez Claudio Ranieriego ustawiony za plecami Ahmeda Musy. Widać było spore zaangażowanie młodego reprezentanta Polski, jednak tak naprawdę niewiele z tego wynikało. Kapustka miał delikatne problemy z decyzyjnością, jego wybory były zbyt asekuracyjne. Brakowało pewnej fantazji, wejścia w drybling. Bartek chyba był zbyt spięty i za bardzo chciał być altruistą. W dwóch sytuacjach mógł szukać strzału, a podawał.

Pokazał jednak, że potrafi piłkę przytrzymać, dokładnie zgrać i nawet powalczyć w powietrzu. Ponadto popisał się kilkoma odbiorami, które prowadziły do szybkich kontr Leicester. Na plus końcowej oceny Bartka może także wpływać udział w pierwszej bramce zdobytej przez mistrzów Anglii. Ostatecznie swój występ zakończył w 80. minucie, kiedy zmienił go Riyad Mahrez.

Tuż po zejściu jednego z Polaków, w 84. minucie sędzia popisał się ślepotą rodem z hiszpańskich boisk. Bramkarz gości Jonathan Mitchell wychodząc z bramki, zagrał piłkę ręką poza własnym polem karnym. Ewidentna czerwona kartka dla golkipera Derby, jednak sędzia nie dyktuje nawet rzutu wolnego. Sytuacja o tyle odmieniłaby losy meczu, że w bramce musiałby stanąć gracz z pola, bowiem Steve McClaren wykorzystał już limit zmian.

To było jednak tylko kulminacją poczynań Mike’a Jonesa. W dogrywce nie odgwizdał ewidentnego karnego po faulu na Islamie Slimanim, nie wspominając już o kolejnych dwóch wątpliwych decyzjach o braku jedenastek dla gospodarzy w regulaminowym czasie gry. Dawno nie było widać tak fatalnego sędziowania w Anglii, jak w tym sezonie.

Mecz rozstrzygnął się po dogrywce, kiedy mimo nieprzychylności arbitra, “Lisy” wyprowadziły dwa ciosy, w postaci pięknych bramek Ndidiego i Greya. Szczególnie temu drugiemu należało się trafienie, bowiem cały mecz ciągnął ofensywę gospodarzy i był zdecydowanie najlepszy na boisku.

Warto jeszcze wspomnieć o postawie Marcina Wasilewskiego przez 120 minut spotkania. Chyba najlepszy występ “Wasyla” w tym sezonie. Poza jednym poważnym błędem był bardzo solidny, dobrze asekurował Benalouane’a i “wyczyścił” kilka akcji Derby.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ