UDOSTĘPNIJ
Fot. Sky Sports

AS Monaco znowu odskakuje grupie pościgowej! Dzisiaj na Stade Louis II gospodarze pokazali rewelacyjnej Nicei, że, mimo gry na czterech frontach, mistrzostwa Francji nikomu nie oddadzą bez walki. Kolejny fantastyczny mecz zagrał Kamil Glik.

Do meczu obie ekipy przystępowały z taką samą liczbą punktów. Mimo tego, tylko jedna z drużyn wyszła z nastawieniem zgarnięcia pełnej puli i odskoczenia w tabeli przeciwnikowi. Podopieczni Leonardo Jardima grali jak to mają, od pewnego czasu, w zwyczaju: ofensywnie, z polotem, szybko starając się przedostać pod bramkę przeciwnika. Odwrotnie swój zespół ustawił Lucien Favre. Szwajcar skupił się bowiem na defensywie, jednak od początku jego piłkarze także w tyłach nie wyglądali zbyt solidnie. Pierwsza połowa to jednak okres walenia przez zawodników gospodarzy głową w mur. Próbowali, uderzali na bramkę Yohana Cardinale’a, ale albo uderzali niecelnie, albo bramkarzowi nicejczyków w interwencjach dopisywało szczęście. A Nicea? W ataku byli tak samo groźni jak pacyfiści na wojnie. Niecelny strzał Eyserrica to wszystko, na co było stać Mario Balotellego i jego kolegów.

Jeżeli jednak pierwsza połowa była w wykonaniu gości słaba, to jak nazwać to, co zaprezentowali w drugich 45 minutach? Ledwo zdążyli wrócić po przerwie na boisko, a Cardinale już musiał schylać się po piłkę do siatki. Kapitalne dośrodkowanie Benjamina Mendy’ego (cichy bohater meczu), piłka trafia do Germaina, który mając jakieś 476 metrów wolnego miejsca w polu karnym na pełnym luzie trafił do siatki swojej poprzedniej drużyny. Po godzinie gry było już natomiast po meczu – znowu z lewej strony dogrywał Mendy, a wślizgiem akcję wykończył jak za swoich najlepszych lat Radamel Falcao. Warto dodać, że przy obu bramkach nie popisał się tak chwalony za grę w tym sezonie 18-letni stoper OGC – Malang Sarr. Dwa razy zostawił bowiem napastnikom rywali zdecydowanie zbyt dużo miejsca. Favre, widząc beznadzieję swoich podopiecznych w ofensywie, próbował coś zmienić, jednak nawet wejście Younesa Belhandy na niewiele się zdało. W końcówce gospodarze podwyższyli wręcz wynik, za sprawą Falcao i asystującego tym razem Lemara.

Graczom OGC Nice trzeba oddać, że do końca walczyli o honorową bramkę. W doliczonym czasie byli jej nawet blisko, ale w słupek trafił Eysseric. Różnica w poziomie gry między dwoma dotychczasowymi liderami ligi francuskiej była jednak zbyt duża. A zauważyć należy, że obok Falcao, Germaina i Mendy’ego ojcem dzisiejszej wiktorii należy obwołać Kamila Glika. Jeżeli ktoś myślał, że lepiej niż przed tygodniem z PSG polski stoper zagrać już nie może, no to dzisiaj otrzymał potwierdzenie swojej omylności. Były kapitan Torino był bowiem wszędzie: blokował dośrodkowania, znakomicie się ustawiał, walczył o każdą piłkę i kapitalnie dyrygował całą defensywą gospodarzy, również przy zakładaniu pułapek ofsajdowych. Taka forma Kamila to doskonała wiadomość nie tylko dla Jardima i kibiców książęcego klubu, ale także wszystkich fanów reprezentacji Polski.

Jak wynik dzisiejszego meczu wpływa na tabelę L1? Monaco ma już 52 punkty, wyprzedzając o trzy oczka dzisiejszego rywala. Do zawodników Nicei dołączyć punktowo mogą już dzisiaj obrońcy tytułu z PSG, o ile tylko pokonają wieczorem Dijon. Po takim meczu, jedynym co może pocieszyć Favre’a i jego pakę to fakt, że zarówno paryżanie, jak i gracze z Monaco poza walką o ligowy tytuł wciąż rywalizują w Pucharze Francji, Pucharze Ligi, a także Lidze Mistrzów, którą obaj giganci Ligue 1 traktują niezwykle priorytetowo. W takiej formie jak dzisiaj, nawet dużo większe natężenie meczów nie powinno jednak przeszkodzić ASM w udowodnieniu swojej wyższości nad aktualnym wiceliderem ligi…

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ