UDOSTĘPNIJ
Frank
Frank Lampard z upragnionym pucharem za zwycięstwo w Lidze Mistrzów, fot. metrouk2.com

„Miałem siedemnaście lat, kiedy moja mama weszła do mojego pokoju ze wzrokiem, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Powiedziała: „To koniec Turk… Koniec kariery Michaela Jordana” – to wspomnienia Chrisa Turka, bohatera serialu „Scrubs”. Muszę przyznać, że dziś czułem dokładnie to samo, kiedy dowiedziałem się, że Frank Lampard kończy piłkarską karierę.

Człowiek z żelaza

Nie chodzi tylko o końskie zdrowie (potrafił zaliczyć 164 mecze z rzędu w Premier League). To również niesamowita solidność i jakość w grze, którą dawał Chelsea i innym zespołom. Trudno nie docenić jego klasy, bo Frank Lampard nigdy nie schodził poniżej pewnego poziomu. Przez Chelsea przewinęło się wielu znakomitych środkowych pomocników jak Michael Ballack lub Michael Essien, często zmieniali się trenerzy, a jednak Super Frank trwał i zdobywał kolejne trofea w niebieskim trykocie. Na boisku wybierał optymalne rozwiązania i pomimo fantastycznych umiejętności rzadko grał pod publiczkę. Wolał harować dla dobra swojego zespołu.

Snajper

Imponował skutecznością: 208 goli w 626 meczach dla Chelsea (dane z transfermarkt.pl) czynią go najlepszym strzelcem w historii klubu. Prawdopodobnie porównując go z dzisiejszymi napastnikami pokroju Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo, taki wynik to błahostka, ale trzeba wziąć poprawkę na fakt, że Lampard był pomocnikiem i strzelanie goli nie należało do jego podstawowych obowiązków. Pomimo swojej roli na boisku wyróżniał się znakomitym timingiem w polu karnym. Niewielu jest na świecie piłkarzy, którzy potrafią tak dobrze wyczuć moment i podłączyć się do akcji swojej drużyny, a później zamknąć ją dokładnym strzałem nie do obrony. Swoje ofensywne wejścia uzupełniał potężnymi bombami zza pola karnego. Najładniejsze gole z dystansu zdobywał w meczach z Evertonem.

Lampard miał również duży wpływ na wprowadzenie goal-line technology. Jego nieuznana bramka w meczu z Niemcami na mistrzostwach świata w RPA okrutnie rozgniewała Anglików, którzy musieli pożegnać się z mundialem. Tak poważny błąd na imprezie tej rangi był jednym z powodów wprowadzenia nowej technologii do świata piłki nożnej.

Playmaker

Zapamiętamy go również jako świetnego rozgrywającego z fantastycznym przeglądem pola. Frank Lampard jak nikt potrafił rozerwać obronę rywali prostopadłym podaniem, nawet z okolic linii środkowej. W pamięci pozostaną nam jego precyzyjne podania za plecy obrońców na lewe skrzydło, gdzie szalał Ashley Cole. Prawdopodobnie telepatyczna więź łączyła go także z Didierem Drogbą – wystarczy spojrzeć na tę wymianę podań.

Pracuś z charakterem

Anglik to jednak nie tylko zagrania w uliczkę i znakomity timing. To również ciężka praca w defensywie. Na jego znakomite odbiory nadziewały się takie tuzy jak Lionel Messi czy Andres Iniesta. Po przejęciu piłki Lampard najczęściej mądrym podaniem uruchamiał kolejny atak swojego zespołu.

Charakteryzowała go także silna psychika. Karny w Lidze Mistrzów z Liverpoolem po śmierci matki nie stanowił wyzwania dla pomocnika The Blues. Nie załamał się w półfinale LM w 2012 roku. 0:2 na Camp Nou i gra w dziesiątkę po głupim zachowaniu Johna Terry’ego przeciwko Barcelonie – taka wizja mogłaby przerazić wielu kozaków. Jednak Frank Lampard potrafił zachować zimną krew. Jego otwierające podanie do Ramiresa odwróciło losy meczu, który wydawał się już przegrany.

Stamford Bridge czeka

Większość piłkarskiego życia spędził w Londynie. Jego kariera zaczęła się w West Hamie. Zaliczył wypożyczenie do Swansea. Przełomem był rok 2001. Za 11 milionów funtów przeszedł do Chelsea, gdzie miał rozegrać najlepsze mecze swojego życia. Po fantastycznych 13 latach trafił do New York City, które prędko wypożyczyło go do Manchesteru City. Szkoda, że włodarze Chelsea nie zadbali o to, żeby Anglik mógł pożegnać się z kibicami na boisku. Na szczęście przewrotni bogowie futbolu sprawili, że Lampard dostał okazję do dwóch występów przeciwko Chelsea. W barwach The Citizens Lampard strzelił gola dawnemu klubowi, ale po zakończonym spotkaniu zamiast gwizdów otrzymał solidną porcję braw. Bardzo emocjonalny był również jego powrót na Stamford Bridge w koszulce Manchesteru City.

Chociaż nigdy nie otrzymał Złotej Piłki (w 2005 roku zajął drugie miejsce), to dla wielu fanów Chelsea pozostanie najlepszym piłkarzem globu. Kibice The Blues na pewno liczą na jego powrót w charakterze członka sztabu klubu z Fulham Road lub managera pierwszego zespołu. Niedawno Steven Gerrard zajął się szkoleniem młodzieży w Liverpoolu. Możliwe, że tą samą drogą powędruje także legenda ze Stamford Bridge.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ