UDOSTĘPNIJ
Bernardo Silva (fot. sky sports)

Niejeden kibic ostrzył sobie pewnie zęby na hit na Parc des Princes. Miało się okazać, czy PSG na poważnie wstaje z kolan oraz czy Monaco jest w stanie udźwignąć presję towarzyszącą liderowi rozgrywek. Odpowiedzi na oba pytania nie są jednak jednoznaczne…

Z punktu widzenia czysto piłkarskiego mecz nie rozczarował. Szybkie tempo, futbolówka krążąca między piłkarzami, którzy nie są z techniką na bakier, walka na całej długości i szerokości boiska – to mogło się podobać. Szkoda tylko, że podbramkowych okazji było jak na lekarstwo. Leonardo Jardim ustawił swoją bandę defensywnie i nawet nie ma co mu się dziwić. Monaco, mimo że wskoczyło niedawno na fotel lidera, nie grało w ostatnich meczach tak dobrze i skutecznie jak jeszcze przed miesiącem, a poza tym PSG to wciąż PSG. Ekipa, która w ostatnich latach wygrała nad Sekwaną wszystko co było do wygrania. Wobec tego, piłkarzom z Księstwa pozostało umiejętnie wykonywać założenia taktyczne swego trenera.

Trudno się więc dziwić ASM, że przez pierwszą połowę ani razu nie zagroziło poważnie bramce paryżan. Ale nieporadne ataki gospodarzy musiały już niepokoić ich kibiców. Poza strzałem z ostrego kąta Edinsona Cavaniego w samej końcówce pierwszej części (Subasić na posterunku) byli bowiem całkowicie bezzębni w momencie, gdy znaleźli się już w szesnastce gości. A już po wejściu na drugą połowę mogli dostać soczystego gonga, gdyby tylko Falcao lepiej przymierzył. Monaco po tym udanym początku złapało zresztą wiatr w żagle, jednak podobnie jak paryżanom najlepiej im szło do momentu zbliżenia się do pola karnego. Alphonse Areola, który zmienił w paryskiej bramce kontuzjowanego Trappa do doliczonego czasu drugiej połowy był niemalże bezrobotny.

Zresztą gospodarze też za wiele w ofensywie nie pokazywali. Zdobyli jednak gola dzięki głupiemu faulowi Sidibe. A że faul miał miejsce w polu karnym, to mieliśmy jedenastkę, którą pewnie wykorzystał Cavani. Doskonały specjalista od bronienia uderzeń z wapna Danijel Subasić był kompletnie bez szans. Monaco ruszyło do ataków, chociaż też nie od razu. Areola dopiero w doliczonym czasie gry musiał dwukrotnie parować strzały rywali. Szczególnie aktywny był Sidibe. Były piłkarz Lille chciał się zrehabilitować za głupotę przy bramce dla paryżan i… w końcu mu się udało! Wyłożył piłkę do Bernardo Silvy, ten zza pola karnego huknął jak z armaty, a zasłonięty Areola nie był w stanie dosięgnąć piłki. Niedługo potem widzowie na Parc des Princes usłyszeli ostatni gwizdek. Remis zasłużony, chociaż niedosyt pozostał. My, Polacy, możemy się natomiast cieszyć z bardzo dobrego występu Kamila Glika, który świetnie dowodził defensywą gości, a w końcówce kapitalnym wślizgiem zatrzymał Cavaniego.

Monaco nadal liderem, chociaż tyle samo punktów (49) ma Nicea, która już za tydzień zawita na Stade Louis II. Obrońcy tytułu nadal trzy punkty z tyłu, chociaż pokazali, że są w stanie tę różnicę szybko zniwelować. Jedno jest pewne: emocji w Ligue 1 nie zabraknie!

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ