UDOSTĘPNIJ
instagram.com/ol/

Stało się to, co było do przewidzenia. Najgorszy numer 7 w najnowszej historii Manchesteru United zmienia klub. Memphis Depay spróbuje o sobie przypomnieć we Francji, grając dla Olympique Lyon. Zwalnia tym samym symboliczny numer, do którego szykowany jest Antoine Griezmann.

Pomarańczowa pomyłka

Wszyscy doskonale pamiętamy „Dipeja” – jak nazywał go Dariusz Szpakowski – z udanego dla Holendrów Mundialu w Brazylii w 2014 roku. Był on jednym z nieznanych szerszej publiczności młodych zawodników, którzy rozwinęli skrzydła pod wodzą Louisa van Gaala. Ówczesny selekcjoner Oranje znany jest ze świetnej pracy z młodzieżą i kształtowania młodych zawodników na gwiazdy światowego formatu. Po turnieju wszystko wskazywało na to, że to właśnie młody skrzydłowy PSV stanie się gwiazdą na miarę Marca Overmarsa czy Arjena Robbena. Kolejny sezon spędził jeszcze w Eindhoven, gdzie zdobył w sezonie aż 25 goli i został królem strzelców holenderskiej Eredivisie. Następnie został piłkarzem wielkiego Manchesteru United, gdzie trenerem był jego dobry znajomy, van Gaal. Dostał na koszulce numer 7, co dla Czerwonych Diabłów ma znaczenie szczególne – w ostatnich latach ten numer na plecach nosili m.in David Beckham, Eric Cantona i Cristiano Ronaldo. Wydawało się to idealnym kierunkiem dla wszystkich stron umowy. Dlaczego z wielkich planów nic nie wyszło?

Powodów było kilka, ale wszystkie obracały się właściwie wokół głównego zarzutu – niepoświęcania się dla drużyny zarówno na boisku, jak i poza nim.

Facebookowy profil zawodnik co rusz ozdabiał zdjęciami z imprez towarzyskich, treningów czy klubowej szatni. Z każdym jego nieudanym meczem komentarze były coraz bardziej negatywne. Kibice zarzucali mu, że więcej czasu poświęca na wrzucanie zdjęć niż pracę nad swoją słabą formą sportową, o co mają pretensje do dziś.

Fot.: Facebook

Sporym echem odbił się też jego konflikt z ojcem, któremu zarzucił, że został przez niego opuszczony w dzieciństwie, dlatego na koszulce nie ma jego nazwiska. Dennis Depay odpowiedział, że jego syn kłamie, bo mimo rozstania rodziców, spotykał się z Memphisem, a ten często zostawał u niego, pierwszą piłkę i sprzęt piłkarski dostał według wersji starszego Depaya również od niego.

Na boisku zaś nie potrafił pokazać cechy, która wcześniej była jego znakiem rozpoznawczym – skuteczności. W pierwszym sezonie w Anglii w całym sezonie zdobył tylko 5 goli, stając się wielkim rozczarowaniem. Błyszczał tylko pojedynczymi, mało produktywnymi zagraniami. Przytłoczyła go presja wielkiego klubu, wyraźnie ciążył mu numer na koszulce i cena, jaką za niego zapłacono – 34 miliony euro. Jednym z nielicznych spotkań, w których błyszczał na miarę talentu, był mecz z duńskim Midtjylland w Lidze Europejskiej:

Prognozy rehabilitacji

Obecny sezon to czas jego zupełnego odstawienia na boczny tor przez nowego menedżera United Jose Mourinho, który sam nie ukrywał, że nie wystawia Holendra, bo wie, że Depay chce odejść z klubu. Skrzydłowy zagrał w tym sezonie zaledwie dwadzieścia minut w czterech meczach Premiership, niewiele więcej w Lidze Europy. Dużo pisano o jego rychłym odejściu do AC Milan, ostatecznie jednak do skutku doszedł transfer do Lyonu. Główny zainteresowany zdaje się być zadowolony, podobnie jak Mourinho, który nie dość że pozbył się niechcianego piłkarza, to zwolnił numer „7”, który niebawem dostać ma Antoine Griezmann.

Mniejszy klub, mniejsza presja, ale jednocześnie większe wyzwanie czeka przed transferową pomyłką Manchesteru. Jego potencjał i możliwości sięgają jednak bardzo daleko, musi się tylko skupić na grze i ciągle iść do przodu. Sądzę, że drużyna go zaakceptuje (nie można mu zarzucić, że nie był lubiany w szatni klubu z Old Trafford), a wtedy razem będą gonić czołówkę Ligue 1 i przechodzić kolejne fazy Ligi Europy. Kibice Lyonu już wkrótce z dumą będą mogli nucić „We are walking with Memphis” na słynną melodię piosenki Marca Cohna. Skoro sam Depay na myśl o nowej przygodzie pisze „Let’s go!” …

Fot.: Facebook

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ