UDOSTĘPNIJ
Piłkarze Villarrealu cieszą się po swoim najlepszym spotkaniu w tym sezonie. Pokonali Atletico Madryt aż 3:0. (Fot.: www.laliga.es)

Gdy na kilka dni przed rozpoczęciem sezonu władze Villarrealu pożegnały się z Marcelino, który dał im półfinał Ligi Europy i 4 miejsce w La Lidze, rywale zacierali ręce. Jeszcze bardziej ucieszyli się, gdy na jego miejsce przyszedł Fran Escriba, który właśnie spadł z ligi z Getafe. Dzisiaj na wzmiankę o drużynie z Miasta Króla nie ma drużyny, nie szykującej się na ciężki bój. Często już przed pierwszym gwizdkiem, godząc się na stratę punktów.

Wszystko by się udało, gdyby nie Ci przeklęci Baskowie…

Po odejściu Marcelino i Erica Bailly’ego, wielu miało obawy o dobre występy drużyny spod Walencji. Mimo wszystko, na pierwszy domowy mecz Villarrealu przyszło ponad 18 tysięcy osób – co przy pojemności El Madrigal (25 tysięcy miejsc), daje naprawdę optymistyczne rezultaty. Co więcej, El submarino amarillo na własnym boisku straciło punkty tylko w trzech spotkaniach. Remisując z Sevillą i Barceloną oraz przegrywając z… Deportivo Alaves. W tym momencie dochodzimy do poważnej wady zespołu Żółtej Łodzi: nie umieją grać przeciwko Baskom.

Smutny Alexandre Pato przechadza się po boisku, podczas gdy piłkarze Deportivo Alaves świętują. W tym sezonie łodzie podwodne, szczególnie te żółte, to specjalność Basków. (Fot.: www.zimbio.com)

Villarreal zaliczył w tym sezonie tylko 3 ligowe porażki. Wszystkie były w meczach rozgrywanych przeciwko drużynom z Kraju Basków. Najpierw fantastyczną końcówką popisało się Eibar. Choć przegrywali jeszcze w 80. minucie 0:1, zdołali strzelić dwie bramki i 3 punkty zostały na Estadio Municipal de Ipurua. Później na San Mames wystarczył gol Raula Garcii, by Athletic Bilbao zdobył trzy punkty. Na koniec przyszła wspomniana porażka z Deportivo Alaves. A to wszystko w przeciągu czterech kolejek. No właśnie, a może był to tylko chwilowy kryzys formy? W końcu Real Sociedad San Sebastian i Osasuna Pampeluna przegrały z zespołem Frana Escriby. Patrząc jednak na Puchar Króla i dwumecz w ⅛ finału, właśnie przeciwko biało-niebieskim (1:3 i 1:1), coś może w tym być.

Defensywa z żelaza niczym stelaż łodzi podwodnej

Mimo wszystko, Villarreal zachwyca. Szczególnie w grze defensywnej. Tylko oni i Real Madryt nie mieli spotkania z więcej niż dwoma wpuszczonymi golami. Póki co zespół w 18 meczach ligowych stracił zaledwie 12 bramek – to nie tylko najmniej w Primera Division. Na ten moment jest to również drugi najlepszy wynik w topowych pięciu ligach Europy. Mniej, bo 9 razy, kapitulował bramkarz Bayernu Monachium. Trzeba jednak zaznaczyć, że w Bundeslidze rozegrano 16 kolejek, a np. w Premier League 21. Na pewno można więc stwierdzić tylko, że defensywa hiszpańskiego zespołu jest jedną z najlepszych w Europie. Czy najlepszą? To się jeszcze okaże.

Sergio Asenjo wiele razy ratował drużynę przed stratą punktów. Mecz z Leganes był jednym z tych, w których zachował czyste konto. (Fot.: www.twitter.com/SergioAsenjo1)

Wielka siła napędowa Żółtej Łodzi tkwi w indywidualnej formie zawodników. Sezon życia gra aktualnie trzeci bramkarz reprezentacji Hiszpanii, który zresztą w maju poprzedniego roku w niej zadebiutował – Sergio Asenjo. Zagrał od pierwszej do ostatniej minuty w każdym z osiemnastu spotkań, aż 8 razy zachowując czyste konto. Jest pod tym względem najlepszy w lidze i póki co, ma największe szanse na zdobycie Trofeo Zamora. Razem z nim przez cały sezon grają prawy obrońca Mario Gaspar i środkowy obrońca Victor Ruiz. Fani Villarrealu z wdzięczności nadali Gasparowi przydomek “Super Mario”. I słusznie, patrząc na to, jak spisuje się z tyłu boiska razem z klubowymi kolegami.

Siła abordażu

A co słychać w ofensywie? Mimo tego, że El submarino amarillo zdobyło tylko 26 bramek, nie ma powodów, by krytykować napad zespołu z Miasta Króla. Alexandre Pato wyciągnięty za 3 miliony euro z Corinthians nie zachwyca i ma na swoim koncie zaledwie 2 bramki (oraz 2 w Lidze Europy). Jeśli jednak obejrzy się mecze Villarrealu, Brazylijczyka zauważymy jako pierwszego. Biega, ustawia się, prowadzi akcje, strzela, podaje. To ważniejsze niż suche statystyki. Wypożyczony z Atletico Madryt Kolumbijczyk Rafael Santos Borre ma wielki talent, lecz póki co, jedna zdobyta bramka w LE nie wróży mu przyszłości w żółtym trykocie.

Nicola Sansone strzela bramkę w meczu z Osasuną. W tym sezonie La Ligi zrobił to razem siedmiokrotnie i jest najlepszym strzelcem El submarino amarillo. (Fot.: www.laliga.es)

Odpalił za to Nicola Sansone. Włoch prowadzi grę ofensywną Villarrealu. Siedem razy pokonał bramkarzy ligi hiszpańskiej, a raz pomógł w wygranej w europejskich pucharach. Transfer z Sassuolo był strzałem w dziesiątkę. Sansone jest warty każdego euro z wydanych na niego 13 milionów. Kto wie, może już za rok czy dwa odejdzie do mocniejszego klubu, bo warunki na to ma. Inny nabytek z Serie A, Roberto Soriano, też spisuje się wyśmienicie. 4 bramki i 3 asysty w 17 meczach, to – jak na środkowego pomocnika – świetne statystyki. Do tego dochodzi rozgrywanie piłki i wyprowadzanie akcji. W tym pomaga mu Manu Trigueros, kolejny z grających najlepszy sezon w karierze. Wisienką na torcie jest świetna postawa wychowanka klubu, będącego w seniorskiej drużynie dziesiąty sezon, kapitana Bruno Soriano. Nie odszedł nawet, gdy drużyna spadła do Segunda Division. Teraz stara się z nią powrócić do Ligi Mistrzów.

Panta rhei – Villarreal także

W Villarrealu wszystko gra. Jak w orkiestrze. A dyrygentem jest Fran Escriba, który nie tylko nie obniżył lotów po wspaniałym poprzednim sezonie, ale także, pomimo transferów, stworzył zgraną paczkę ambitnych zawodników. Do tego dobrze dogadujących się ze swoim szkoleniowcem. Często na filmach wrzucanych na YouTube’owy kanał Żółtej Łodzi Podwodnej widzimy treningi zespołu, w których Fran Escriba aktywnie uczestniczy, m.in. grając z piłkarzami w dziadka. Czy jego Villarreal utrzyma dobrą formę do końca sezonu i wskoczy na podium La Ligi? Dowiemy się za kilka miesięcy, ale wszystko przemawia za tym, że poradzi sobie z tym bez problemu.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ