UDOSTĘPNIJ
Fot.: Daily Mail

FIFA oficjalnie zatwierdziła 48 drużyn na mistrzostwach świata. Reforma ta będzie obowiązywać od mundialu w 2026 roku. Pojawia się masa krytycznych komentarzy na ten temat, ale przebijają się również pozytywne opinie. W poszukiwaniu plusów i minusów rozszerzenia liczby uczestników turnieju zapraszamy na kolejny odcinek naszego cyklu polemicznego „Rak czy RiGCz”, w którym wystąpią nasz redaktor naczelny Marcin Borciuch oraz Kamil Czukowicz.

Kamil Czukowicz: Trzymam kciuki za powodzenie tego projektu

Gdy oficjalnie świat piłki dowiedział się o zatwierdzeniu zmian w formule rozgrywania Mistrzostw Świata, zewsząd zaczął dobiegać lament… „Spadnie poziom! Co z prestiżem mundialu, gdy w fazie grupowej będziemy świadkami starcia ekipy z Atlantydy z reprezentacją Bezludnej Wyspy?! Infantino i FIFA robią skok na kasę i kupują sobie głosy słabszych piłkarsko krajów!”

Gdziekolwiek nie spojrzeć, wszędzie panuje pesymizm i rozczarowanie reformą. Po części rozumiem głosy sprzeciwu, nie twierdzę, że żaden z argumentów tej frakcji do mnie nie przemawia. Postaram się jednak udowodnić, że nie taki diabeł straszny jak go malują…

Koronnym argumentem przeciwników powiększenia liczby uczestników Mistrzostw Świata jest obawa o obniżenie poziomu turnieju. Całkiem słusznie stronnicy tej opcji głoszą, iż na mundialu powinna grać tylko elita, najlepsi z najlepszych. W końcu czempionat globu to impreza najwyższej rangi. Wydaje mi się jednak, że zapomina się o jednym, bardzo istotnym szczególe. Przedmiotem dyskusji są Mistrzostwa Świata, nie Mistrzostwa Europy, Ameryki Południowej z gościnnym występem USA, Japonii czy Ghany.

Naturalnym powinno być, że na w tym turnieju powinien uczestniczyć szeroki wachlarz reprezentacji z różnych kontynentów. Uważam, że za cenę spadku poziomu fazy grupowej warto jest umożliwić wejście kilku nowym drużynom na salony. Faza pucharowa powinna utrzymać „stary, dobry poziom”, gdyż najsłabsze zespoły zostaną odsiane w grupach. Niekoniecznie muszą być to ekipy skazywane z początku na porażkę, czego przykładem jest postawa Kostaryki czy Algierii na Mistrzostwach Świata w Brazylii w 2014 roku. Odświeżający powiew egzotyki, a w konsekwencji szansa na kolejną historię z cyklu „wygrany pojedynek Dawida z Goliatem”, rekompensuje niższy poziom fazy grupowej.

Zresztą nowa forma rozgrywek grupowych – 16 grup po trzy zespoły, z których dwa awansują – powinna odpowiadać wszystkim tym, którzy na co dzień utyskują na tę część międzynarodowych turniejów piłkarskich. Nie ma tu miejsca na mecze o pietruszkę, a kunktatorstwo może okazać się bardzo niekorzystne. Otóż pojawiła się koncepcja, aby w przypadku remisu w tej fazie, mecze rozstrzygane były konkursem rzutów karnych. W moich oczach jawi się to jako bardzo ciekawy pomysł, będący remedium na „remisy zadowalające obie strony”.

Warto przyjrzeć się także, jak wygląda przewidywany przyrost gwarantowanych miejsc na mundialu dla poszczególnych rejonów świata:

  • Europa – obecnie ma 13 miejsc; po reformie mówi się o 16
  • Ameryka Południowa – obecnie: 4,5 miejsca (połówka oznacza baraż); po reformie: 6
  • Strefa CONCACAF –  obecnie: 3,5 miejsca; po reformie: 6,5
  • Oceania – obecnie: 0,5 miejsca; po reformie: 1
  • Afryka – obecnie: 5 miejsc; po reformie: 9
  • Azja – obecnie: 4,5 miejsca; po reformie: 8,5

Jak widzimy, nowy podział miejsc nie jest wcale krzywdzący dla Europy czy Ameryki Południowej. Wręcz przeciwnie, jest on bardzo dobrze zbilansowany. Umożliwia potentatom wysłanie jeszcze większej delegacji, a jednocześnie wyciąga rękę do słabszych, czego przykładem może być skromne, lecz w pełni zasłużone, jedno miejsce przysługujące Oceanii. Wynika z tego, że reprezentacjom łatwiej będzie się zakwalifikować, wyjść z grupy, podczas gdy maksymalna liczba meczów w turnieju – siedem – się nie zmienia. Żyć nie umierać, a niektórzy jeszcze narzekają…

Zanim ściągnę swoje różowe okulary, poruszę jeszcze jedną kwestię. Oponenci reformy podkreślają komercyjność przemian. Zapytam jednak, co złego w tym, że FIFA zarobi więcej? Otóż nic. Część z tych pieniędzy przeznaczona zostanie na popularyzację piłki nożnej, budowę ośrodków sportowych w mniej rozwiniętych państwach, itd. Przyniesie to duże korzyści tej dyscyplinie sportu.

Pewnie, Infantino mógł przepchnąć swój pomysł, mając przed oczami jedynie pieniądze i poparcie biedniejszych federacji. Może tak być, zresztą Szwajcar od początku uczynił pomysł rozszerzenia Mistrzostw Świata swoim flagowym. Pamiętajmy jednak, że nie każde posunięcie obliczone na zysk musi być z góry złe. Kto wie, możliwe, że nowa formuła mundialu okaże się strzałem w dziesiątkę, zarówno pod względem finansowym, jak i sportowym. Tego dowiemy się dopiero za niespełna dziesięć lat. W każdym razie trzymam kciuki za powodzenie tego projektu.

Marcin Borciuch: Infantino jest niereformowalnym idealistą

Z jednej strony można było się spodziewać zwiększenia liczby uczestników mundialu – skoro na EURO grają 24 reprezentacje i już w trakcie francuskiego turnieju mówiło się o tym pomyśle, to kiedyś musiał zostać oficjalnie zatwierdzony. Gianni Infantino motywował decyzję tym, że czas skończyć z duopolem Europy i Ameryki Południowej na międzynarodowej arenie i dać szansę innym kontynentom na zaistnienie w futbolowych mediach. Teoretycznie słabsze i mniejsze nacje mogą się w końcu zaprezentować szerszej publiczności, a na trybunach może być bardziej kolorowo i różnorodnie. Jednak na tym plusy się kończą, zaś końca drogi pełnej minusów nie widać.

Pierwszym napotkanym minusem jest gwarantowany spadek poziomu rozgrywek. Mistrzostwa świata to przecież najważniejsze i największe piłkarskie rozgrywki na naszej planecie. Patrząc na format rozgrywek przy 48 drużynach, może dojść do niejednej spornej sytuacji w grupie, a rywalizacja o zwycięstwo w niej nie nabierze takich rumieńców. Na francuskich boiskach oglądaliśmy dużo bardzo powolnej i defensywnej gry. Jeden mecz więcej do rozegrania w fazie pucharowej dawał do myślenia, ale o wyjście z grupy trzeba było grać do końca. Tutaj z kolei wygrana z outsiderem da już awans, więc mecz o pierwsze miejsce może być przysłowiowym „spotkaniem o pietruszkę”. Więcej miejsc to więcej właśnie tych słabszych zespołów, więc tym bardziej prosi się o odrzucenie tej reformy.

Tym samym spada prestiż imprezy. Na turnieju i mistrzostwo globu ziemskiego zagra tak na dobrą sprawę ćwierć świata. Zakwalifikowanie się na turniej nie będzie już dawać takiej satysfakcji i radości. Dla takiego Hondurasu czy Kostaryki to zawsze duże wydarzenie, a teraz awans będzie musiał stać się ich obowiązkiem.

Aspekt ekonomiczny tutaj też odgrywa kluczową rolę. FIFA zapowiada, że 12 stadionów na turniej wystarczy. Jednak nie sama budowa ewentualnych nowych obiektów jest przerażająca, ale wszystko inne. Już dziś trzeba podać minimum 64 baz treningowych do wyboru. Zachowując proporcje, aż 96 propozycji hoteli z kompleksem treningowym dla reprezentacji trzeba przygotować do kandydatury. Wśród kandydatów na gospodarzy mundiali w 2018 i 2022 roku nikt tylu nie podał. Najbliżej były Hiszpania z Portugalią, które były w stanie zaproponować 82 miejsca pobytu dla uczestniczących drużyn.

Więcej dróg, lotnisk, autostrad, większe inwestycje w przemysł turystyczny… To wszystko kosztuje. Które kraje mogłyby same zorganizować MŚ w tej formule? Na myśl przychodzi ledwie kilka, ale żaden z Europy. Po MŚ w 2002 roku FIFA zapowiedziała, że już nigdy nie będzie dwóch gospodarzy jednocześnie. Mundial stanie się tak samo kosztownym przedsięwzięciem co igrzyska olimpijskie, więc bankructwo niebogatego państwa może być nieuniknione. FIFA zarobi, ale gospodarze będą pod finansowa kreską.

Infantino jest niepoprawnym i niereformowalnym idealistą. Chciałby, żeby bite siedem miliardów ludzi żyło na okrągło futbolem, który zwalcza każde zło, choroby, agresorów z kosmosu. Jak w reklamie Samsunga. Podejście iście w stylu Robin Hooda – dajemy biednym, bo potrzebują.Jednak mundial to starcie elit, a system z 32 drużynami jest w dzisiejszych czasach idealny.

20 lat temu rozszerzenie liczby uczestników było konieczne (rozpad ZSRR i Jugosławii), ale teraz jest co najmniej zbędne. Powstało 11 nowych państw, a nie wszystkie są zrzeszone w FIFA. Światowa federacja nie musi czynić z mundialu taniego festiwalu, na który wstęp jest wolny. Jeśli chce rozwijać futbol w innych rejonach świata, to nie trzeba dawać dodatkowych miejsc na turnieju. Śmiało można zwiększyć nacisk na programy rozwojowe w Azji czy Afryce. Co za dużo, to niezdrowo. Gianni zabija mundial ekonomicznie, sportowo i marketingowo.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ