UDOSTĘPNIJ
//fot:007soccerpicks.com

Założyciel Bundesligi. Zespół, który nigdy nie spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech. Przez lata będący w czołówce drużyn piłkarskich naszych zachodnich sąsiadów. Mimo wielu niepowodzeń w ostatnim czasie, nadal dysponujący sporą grupą kibiców, którzy niestety żyją wspomnieniami lat ubiegłych. Mało jest klubów tak specyficznych jak Hamburger Sport-Verein.

Zespół z Hamburga, duma północnych Niemiec. Kiedyś wielki i bogaty, dziś będący tylko cieniem ikony Bundesligi sprzed lat. W teorii HSV ma wszystko. Ogromna rzesza kibiców z wielomilionowej aglomeracji, piękny i nowoczesny stadion oraz bogaty właściciel. Czego zatem brak w tym zespole? Normalności, normalności i jeszcze raz normalności.

Fot.: Jorern Pollex

Chore ambicje kibiców

Jedyne co zostało wielkie w hamburskim obozie to aspiracje. Niestety, środowisko skupione wokół HSV ciągle postrzega siebie jako kandydata do wygrania ligi czy systematycznej gry w Europie – wszystko to mimo regularnego przegrywania większości spotkań i kończeniu sezonów w dolnych rejonach tabeli. Zwiększone oczekiwania wobec zawodników i trenera powodują budowanie niepotrzebnej presji w zespole, co przekłada się negatywnie na wyniki. Powstaje swego rodzaju błędne koło. Każda porażka wzmaga jeszcze większą nerwowość, paraliżując zawodników i sprawiając występowanie w Hamburgu częstych serii porażek.

Brak koncepcji transferowej

Trudno jest zrozumieć politykę transferową działaczy z północy Niemiec. Nie jest ona jednolita, a często zmieniana w krótkim czasie. Kiedyś stawiano na sprawdzone nazwiska, które dużo kosztowały. Jednak transfery Rafaela Van der Vaarta, Ivicy Olicia czy Valona Behramiego zakończyły się dość dużą klapą. Tak naprawdę nie wnieśli oni niczego pozytywnego do gry HSV i jedynie obciążały klubowy budżet. Wyjątkiem był Rene Adler, który broni bardzo dobrze, jednak często jest ofiarą poważnych kontuzji. Jednocześnie oddano za grosze Denisa Aogo oraz bardzo tanio sprzedano młode talenty – Heug Min-Sona czy Hakana Calhanoglu.

Fot.: tripadvisor.com/Mark M

Chaos w obronie, dramat w ataku

Nie da się tworzyć poważnego klubu bez stabilnej linii obrony. 31 goli straconych w 16-tu spotkaniach mówią same za siebie. Gdyby chociaż w zamian za słabą grę w defensywie zespół z Hamburga strzelałby wiele bramek… Nic bardziej mylnego, gdyż zdobył ich on jedynie 14! Słabszy w tej statystyce jest tylko totalny outsider z Darmstadt. Najlepszy strzelec zdobył zaledwie cztery bramki. Brak napastnika z prawdziwego zdarzenia to jedna z głównych bolączek tej drużyny. Przez chwilę wydawało się, że Lassoga sprowadzony z Berlina spełni tę funkcję. Niestety, w tym sezonie w 453 minutach nie zdobył on ani jednego gola.

Trudno wyobrazić sobie ligę bez zespołu z Hamburga. Jednak to ogromne szczęście nie może trwać wiecznie. Utrzymania w doliczonym czasie czy też niesamowite końcówki sezonu to w ostatnim czasie specjalność HSV. Jednak aby w końcu na stałe odstawić widmo spadku, konieczna jest gruntowna przebudowa struktur klubu i nakreślenie długofalowej strategii. Czy to się uda?

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ