#LIVMCI: Szampański Sylwester w Liverpoolu

#LIVMCI: Szampański Sylwester w Liverpoolu

Do ostatniego meczu Premier League w roku 2016 doszło na Anfield Road. Po znakomitym meczu ze Stoke, Liverpool podejmował u siebie Manchester City. Zwycięstwo Chelsea nad Stoke sprawiło, że obie drużyny potrzebowały punktów, aby utrzymać się w walce o mistrzostwo Anglii. Sylwestra szczęśliwie spędzą piłkarze Liverpoolu, którzy po ambitnej walce wygrali 1:0.

Na początku był chaos

Tak można określić pierwsze minuty meczu. Obie drużyny bardziej walczyły niż grały w piłkę. W takim bałaganie najlepiej odnaleźli się Roberto Firmino i Adam Lallana. Przytomne rozciągnięcie gry tego pierwszego i dośrodkowanie drugiego wypracowały okazję Georginio Wijnaldumowi. Najdziwniejsze w tej sytuacji to zachowanie obrońców City. W decydującym momencie akcji bramkowej było ich aż 6 w okolicach pola karnego. Niestety żaden z nich nie był w stanie powstrzymać Holendra przed zdobyciem gola. Generalnie obrona „The Citizens” nie pracowała tego wieczora najlepiej. Defensorzy Manchesteru City grali zbyt szeroko i stwarzali sporo przestrzeni dla szybkich skrzydłowych Liverpoolu. Słabym pomysłem okazało się wystawienie Yaya Toure w środku pomocy. Iworyjczyk nie imponuje już szybkością, więc nie nadążał za Emre Canem i Jordanem Hendersonem.

Dobrym sposobem na powstrzymywanie ataków City był wysoki pressing. Pomocnicy Guardioli nie cofali się głęboko po piłkę i często już na początku akcji Liverpool miał przewagę (np. 5 na 4) pod polem karnym gości. Długie piłki od Nicolasa Otamendiego rzadko docierały do osamotnionego Sergio Aguero. Podopieczni Jurgena Kloppa skutecznie wyłączy z gry również Kevina de Bruyne’a, więc argentyński napastnik nie mógł liczyć na prostopadłe podania z jego strony. W pierwszej połowie energetyczny Liverpool zdominował wyważony, lecz nieco powolny Manchester City.

Przebudzenie mocy

W przerwie Pep Guardiola musiał pokazać swoim piłkarzom jak wygląda tabela ligi angielskiej, bo na drugą połowę wyszli zupełnie odmienieni. O ile w pierwszej połowie wyglądali jak jednostka z Heroes III, na którą rzucono czar spowolnienia o tyle w drugiej połowie ich ataki nabrały dynamiki i rozmachu. Wreszcie widać było ruch bez piłki Zabalety, a Silva i Yaya Toure zaczęli szybciej operować piłką. Częściej słyszeliśmy gwizdy kibiców Liverpoolu, ponieważ Rahim Sterling chętniej wdawał się w dryblingi na prawym skrzydle Manchesteru. Blok defensywny częściej wyłuskiwał piłki spod nóg napastników Liverpoolu. Obraz gry diametralnie zmienił się i „The Reds” byli w opałach.

Belgijski joker

Jurgen Klopp zareagował w ciekawy sposób. Choć Liverpool ewidentnie nie radził sobie w środku boiska, Niemiec zdecydował się zdjąć z boiska Jordana Hendersona i wprowadził drugiego napastnika – Divocka Origiego. Wyglądało na to, że Niemiec chce nastraszyć piłkarzy City kolejnym napastnikiem za ich plecami. Poza tym Belg był świeżą parą nóg, która mogła mocniej naciskać na stoperów „The Citizens”.

Roszada Kloppa okazała się całkiem skutecznym środkiem. Origi brał udział w kilku kontratakach Liverpoolu i nękał pomocników City brawurowymi rajdami z własnej połowy boiska. Piłkarze Guardioli nie mogli pozwolić sobie na luksus grania ataku pozycyjnego przy solidnym zabezpieczeniu tyłów. Z każdą minutą w ataki należało angażować większą liczbę zawodników.

Asem w rękawie Guardioli miał mógł okazać się Jesus Navas, który wszedł na ostatnie 5 minut spotkania. Piłkarze City opadli z sił i nie cisnęli już tak obrony gospodarzy, ale jeden szalony rajd Hiszpana mógł uratować końcówkę roku. Na nieszczęście gości na odpowiedź nie wystarczyło już czasu.

Anglia zjadła Pepa?

10 punktów straty do lidera na półmetku sezonu – chyba nie tego spodziewali się arabscy szejkowie zatrudniając Pepa Guardiolę. Widać, że Hiszpan nie do końca rozumie jak grać się na wyspach. A może po prostu filozofia Hiszpana jest już przestarzała i ustępuje technikom trenerskim Kloppa lub Conte?

Liverpool utrzymał 6 punktów straty do Chelsea. Biorąc pod uwagę fakt, że przed drużyną Kloppa mecz z Chelsea u siebie możemy liczyć na ciekawą wiosnę w Premier League. Liverpool na pewno będzie chciał obalić przekonanie, że lider z grudnia jest mistrzem Anglii w maju.

#LIVMCI: Szampański Sylwester w Liverpoolu
Rate this post