UDOSTĘPNIJ
"Czerwona kartka podcięła nam skrzydła"; Fot.: www.mirror.co.uk

Świat się zmienia. Jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie powiedziałby, że studia nie będą gwarancją pracy, a ludzie będą informować o każdej swojej czynności wszystkich znajomych za pośrednictwem niezliczonej ilości aplikacji, ze słynnym Facebookiem na czele. Nikt nie uwierzyłby, że Polacy będą czuli niedosyt po odpadnięciu w ćwierćfinale EURO z przyszłym triumfatorem. Nikt nie pomyślałby, że zdjęcia z filtrem psa czy jelenia będą powszechnie stosowanym środkiem na podbicie atencji. I z całą pewnością nikomu nie przyszłoby do głowy, że hitem Bundesligi będzie starcie Bayernu Monachium z klubem o siedmioletniej tradycji, powstałym z inicjatywy producenta energetyków.

Jednak właśnie tak się stało. Klub z Lipska cierpliwie wspinał się po szczeblach ligowej drabinki, i teraz, gdy dotarł do ekstraklasy, tworzy historię. Po 15 kolejkach beniaminek miał identyczną liczbę punktów, co Gwiazda Południa, która obecnie musi uznać wyższość klubu z Saksonii w kategorii najbardziej nielubianego klubu w kraju. Niewykluczone było, że i na boisku piłkarze Rassenballsport okażą się górą – od początku sezonu imponują wysoką formą, pokonująć między innymi BVB i Wolfsburg.

Z kolei Bayern po przyjściu Ancelottiego prezentuje się dobrze, jak na krajowego hegemona przystało, ale w pewien sposób rozczarowująco – zespoły prowadzone przez Włocha są silne w Lidze Mistrzów, natomiast różnie bywa na krajowym podwórku, o czym dość dobitnie przekonali się fani Realu Madryt. Bawarczycy miewają problemy w defensywie, brakuje niekiedy dynamizmu w zespole, ale to wciąż ten sam, groźny Bayern. Zapowiadała się pasjonująca walka tradycji z nowoczesnością.

Miłe złego początki

Wiem, do czego zdolne jest RB Lipsk, ale i tak pozytywnie zaskoczyło mnie otwarcie meczu w ich wykonaniu. Kilka składnych akcji po kontrach przy odrobinie szczęścia mogło zakończyć się objęciem prowadzenia przez gości. Z drugiej strony Bayern również próbował – szczególnie aktywni byli Robben i Douglas Costa. Po kilkunastu minutach gospodarze objęli prowadzenie – po słupku Lewego piłkę dobił Thiago. Stracona bramka nieco zdezorientowała piłkarzy Rassenballsport, którzy stracili nieco inicjatywy. Zemściło się to w następnych minutach – gol na 2:0 autorstwa Xabiego po niedokładnym podaniu, następnie wątpliwa czerwona kartka dla Forsberga (spora w tym zasługa piłkarzy Bayernu, którzy jak jeden mąż podbiegli do arbitra, domagając się surowej kary) wyjaśniły sytuację. Dzieła zniszczenie dopełnił Lewandowski, egzekwując jedenastkę w ostatnich minutach. A to była dopiero pierwsza połowa…

Powiedzcie Mateschitzowi, że zachowaliśmy się jak trzeba

Kolejne 45 minut wyglądało jak spełnienie niekoniecznie przyjemnego obowiązku. Leipzig prezentował się niemrawo, nie potrafili stworzyć choćby szansy na zmniejszenie rezultatu. Tymczasem Bayern powoli konstruował akcje, które raz po raz kończyły się zagrożeniem pod bramką Gulacsiego. Dobre sytuacje mieli między innymi Lewy oraz Ribery – strzał Francuza z końcówki spotkania był tak bliski zatrzepotania w siatce, że chyba każdy spodziewał się ujrzeć na tablicy wyników 4:0. Ostatecznie jednak nikt już nie wpisał się na listę strzelców, ujrzeliśmy klasyczny popis Neuera spacerującego po boisku, po czym sędzia zdecydował się oszczędzić wstydu przyjezdnym.

Przyznam, że jestem bardzo negatywnie zaskoczony. Leipzig nie jest jeszcze ekipą na poziomie Bayernu, natomiast wynik 3:0 oznacza nie tyle przewagę drużyny Carletto, co totalną dominację. Nie licząc odważnego początku, podopieczni Hasenhüttla nie mieli praktycznie nic do powiedzenia. Z przodu starali się Werner i Sabitzer, piłka szukała Poulsena, natomiast nie przyniosło to żadnych wymiernych korzyści. Przeciętnie zaprezentował się Gulacsi, który kilkukrotnie imponował efektownymi interwencjami, ale zdarzały mu się również proste błędy, jak wypuszczenie piłki, które mogły skończyć się fatalnie.

Osobny akapit chciałbym poświęcić Forsbergowi i jego czerwonej kartce. Po obejrzeniu kilku powtórek nie twierdzę, że była niesłuszna, natomiast osobiście zastanowiłbym się nad żółtą. Lahm wybiegał z kontrą, jednak nie wychodził na zupełnie czystą pozycję, a nie da się ukryć, że był to moment, który pozbawił już wszelkich wątpliwości co do wyniku. Tak zwana „pomarańczowa kartka” – sam sędzia nie był chyba przekonany co do wyrzucenia Szweda z boiska, lecz presja piłkarzy Monachium zrobiła swoje. Nie był to błąd, ale żółta kartka też by się obroniła.

Ruszyła maszyna

Bayern w pierwszej połowie zaprezentował swoją najlepszą wersję – dynamiczną, głodną bramek, kreatywną. Jak już wspomniałem, świetnie prezentowali się skrzydłowi, z naciskiem na Douglasa. Lewandowski grał dziś bardziej dla drużyny, dużo podawał, choć kilkukrotnie mógł pokusić się o strzał. Z drugiej strony, słupek przy pierwszej bramce czy zmarnowanie świetnej okazji z początków drugiej połowy… Ale zdobył bramkę, więc ogólnie może zaliczyć mecz do udanych.

Bardzo dobre zawody rozegrali Thiago i Xabi. Hiszpanie dużo pracowali w środku pola, kreowali grę, a dodatkowo byli aktywni z przodu, wpisując się na listę strzelców. Bramka byłego pomocnika Liverpoolu i Realu była nawet całkiem ładnej urody.

Alaba, Lahm i wpuszczony za Austriaka Bernat również przyzwoicie się prezentowali. Podłączali się do akcji ofensywnych, pomagali w defensywie, a Bernat miał nawet niezłą okazję na bramkę. O strzale nie ma jednak co wspominać. Tak czy siak, mecz na plus.

Bayern był dziś zdecydowanie lepszy i zasłużenie kończy rundę na fotelu lidera. W pierwszej połowie spełnili swój obowiązek, a w drugiej na luzie dowieźli wysokie prowadzenie. Carlo wpuścił kilku zmienników przed 85. minutą (w Realu się tak nie dało?… – dop. Madridisty), piłkarze się nie przemęczyli i mogą spokojnie zasiąść do wigilijnych wieczerzy. Tymczasem Lipsk musi wyciągnąć z tego meczu wnioski i zadbać o to, aby w przyszłości postawić gigantom z Bawarii twardsze warunki. Pomimo niebotycznych ambicji i planów, to wciąż tylko beniaminek oparty na młodzikach, więc trzeba ten wynik przyjąć bez załamywania rąk. W końcu to oni mają fajne energetyki.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ