UDOSTĘPNIJ
Viktor Kassai korzysta z powtórki video Fot:. www.fakt.pl

Przy okazji środowego meczu Klubowych Mistrzostw Świata pomiędzy Kashimą Antlers a Atletico National, rozgorzała na nowo dyskusja na temat powtórek video w futbolu. W pierwszej połowie spotkania jeden z Japończyków był faulowany w polu karnym rywala. Arbiter Viktor Kassai, po zapoznaniu się z powtórką tej sytuacji, podjął decyzję o podyktowaniu jedenastki. W ten sposób doszło do kolejnego kroku w stronę wprowadzenia tego typu udogodnień sędziowskich. Był to krok milowy, gdyż pierwszy raz tego typu weryfikacja odbyła się w turnieju takiej rangi. W dzisiejszej odsłonie cyklu Rak czy RiGCZ, nad tym kontrowersyjnym tematem pochylą się Kamil Czukowicz i Piotr Wasserman.

Piotr Wasserman: Powtórki video to Rak

Odkąd ustalone zostały reguły gry w piłkę nożną, odtąd sędziowie popełniali błędy. Przez ponad 160 lat współczesnych dziejów futbolu wpisały się one w ducha gry i były nieodłącznym jej elementem. Ręka Boga czy bramka Geoffa Hursta w finale Mundialu w 1966 roku, to część historii.

Nie wyobrażam sobie, by nagle wszystkie kontrowersje rozstrzygał arbiter przed ekranem. Obiektywizm  w sędziowaniu jest potrzebny i na pewno nie można pozwolić na powtórkę z Mundialu w Korei i Japonii. Łatwo jest jednak wpaść z jednej skrajności w drugą.

Pierwszy przykład z brzegu –  faul na granicy pola karnego.  Sędzia nie jest pewien, liniowy był za daleko czyli „dzwonimy do przyjaciela”. Wkrótce rozleniwiłoby to arbitrów. Po co mają pokazywać na wapno, jeśli mogą poczekać. Spowolni to grę, a niepotrzebne przerwy wprowadzą zamęt na trybunach.

Zresztą ogólnie kwestia weryfikacji fauli przez sędziego „powtórkowego”, to tylko przeniesienie odpowiedzialności za decyzje. Sędzia główny, oceniając na bieżąco, widzi czy ktoś atakował piłkę i nie trafił, czy szukał faulu. Dobry arbiter czuje grę i sędziuje tak, by jego udział w meczu był jak najmniejszy. „Powtórkowy” zwolniłby tylko głównego z myślenia, a sam przed telewizorem musiałby trzymać się ściśle przepisów.

Od razu zachodzi pytanie o różnice między ligami. Nie trzeba być wielkim znawcą, by zauważyć, że w Premierczipsach czy Bundeslidze pozwala się na więcej, niż w takiej LOL Lidze. Weryfikowanie fauli sprawi, że te różnice szybko się zatrą.

To samo ze spalonymi. Wideoweryfikacja podważa sens pracy sędziego liniowego. Czy wszystkie sytuacje graniczne miałby rozstrzygać komputer? Futbol to nie tenis, gdzie wystarczy trochę czujników i ładna animacja lecącej w okolice autu piłeczki. Oczywiście stop-klatka i ładnie namalowana linia dobrze wygląda w telewizji. Jednak oglądając mecz na stadionie oczekujemy emocji, których ta linia nie dostarcza.

Kamil Czukowicz: Powtórki video to RiGCz

Argument, że błędy są naturalną częścią piłki nożnej, jak i zresztą wszystkich dyscyplin sportowych, w mojej opinii nie ma najmniejszego sensu. Owszem, błędy to przyrodzona część działań ludzkich, ale są one jednocześnie elementem niepożądanym, który należy wyeliminować. Akceptacja błędów „bo tak jest naturalnie”, prowadzi do stagnacji i zgnuśnienia w każdej dziedzinie życia.

Ciekawe czy Frank Lampard również jest zdania, jakoby błędy sędziego były czymś, bez czego ta dyscyplina nie byłaby „naturalna, czysta i piękna”…

Sporo do powiedzenia mieliby również pewnie piłkarze drużyn pokrzywdzonych, w którejś z tych sytuacji:

Nie możemy również mówić o powtórkach, jako o przyczynie przyszłego „lenistwa” arbitrów. Będą oni mieli szczegółowe wytyczne w jakich wypadkach mogą sprawdzić, czy podjęli słuszną decyzję. Sędziowie będą weryfikować jedynie kontrowersyjne sytuacje, co do rozstrzygnięcia których nie są pewni.

Szczerze mówiąc bardziej obawiałbym się zjawiska odwrotnego, to znaczy arbitrów nazbyt pewnych siebie i niechętnie korzystających z pomocy. Przykład tego, że z powtórek warto korzystać mogliśmy ujrzeć w meczu finałowym KMŚ, pomiędzy Kashimą a Realem. Zambijski sędzia Janny Sikazwe, ani razu nie posłużył się nagraniem do weryfikacji swoich decyzji. Z jednej strony prawidłowo wychwycił faul w polu karnym na Lucasie Vazquezie, z drugiej jednak popełnił błąd nie wyrzuciwszy z boiska Sergio Ramosa. Wyglądało to trochę tak, jakby za punkt honoru postawił sobie uniknięcie spowalniania gry i stanowczość. Szczególnie widać to było przy drugiej sytuacji, gdy na jego twarzy pojawiło się wahanie i delikatne zagubienie, a mimo to nie skorzystał ze swojej „ściągi” na monitorze.

Powtórki nie wyręczałyby sędziego w oczywistych sytuacjach, nie zmniejszałyby jego czujności. Pomogłyby mu za to w problematycznych przypadkach, gdyby nie zauważył zagrania ręką czy nie był pewien przewinienia gracza w polu karnym. Nagrania niosłyby pomoc również w orzecznictwie odpowiedniego koloru kartki, którą należałoby ukarać faulującego zawodnika, gdy przekroczenie przepisów umknęło uwadze arbitra.

Osobną kwestią jest przepis spalonego. Powtórki w tym kontekście byłyby wykorzystywane na ściśle określonych zasadach. Jeśli sędzia nie byłby pewien, że piłkarz jest na pozycji spalonej, nie odgwizdywałby jej. W momencie, gdy sytuacja byłaby kontrowersyjna, po prostu sprawdziłby na ekranie przebieg akcji i zweryfikowałby poprawność swojej decyzji. Dzięki tej regule, uniknęlibyśmy często przytaczanego absurdu o „powtarzaniu akcji od tego samego miejsca”. Rzecz jasna, osoby odpowiedzialne za przepisy, powinny utworzyć na tyle szczelny regulamin, by nie było niedomówień lub wątpliwości, jak rozpatrzyć dany przypadek.

Moim zdaniem style sędziowania w poszczególnych ligach to kwestia trzeciorzędna i to, czy różnice między nimi by się zatarły jest sprawą dość błahą. Choć prawdę mówiąc, nie widzę powodu, dla którego wprowadzenie powtórek video miałoby stanowić przyczynę tych zmian. Wszak sędziowie nie zmienią swego podejścia ot tak, bo wprowadzono wideoweryfikację i nagle Anglicy zaczną gwizdać faule przy każdym ostrzejszym fizycznym starciu. Jest to dosyć… karkołomna teza.

Poruszyłeś również wątek emocjonalnego zachowania fanów i ich dezorientacji zmianami decyzji. Moim zdaniem jest to immanentna część tej zabawy. Każdy, kto kiedykolwiek był na stadionie wie, że niezależnie od słuszności, decyzja arbitra godząca w interesy któregoś z zespołów, wiąże się z nieprzychylną reakcją jego kibiców. Rollercoaster emocjonalny związany ze zmianą zdania sędziego jest obecny i bez powtórek – patrz: mecz Polski z Czarnogórą i decyzja Björna Kuipersa o nieuznaniu bramki Polaków. Brak możliwości weryfikacji orzeczenia arbitra prowadzi ku wzmożonej niechęci ze strony trybun do rozjemcy, czego przykładem może być Howard Webb i fala hejtu, jaka go zalała po meczu Polska – Austria na Euro 2008.

Jasną sprawą jest, że obecny system powtórek wideo, to dopiero swego rodzaju wersja robocza. Nawet najbardziej zaawansowany projekt, ma jednak gdzieś swój początek, dlatego nie skreślajmy wideoweryfikacji ze względu na to, że Kassaiemu proces sprawdzania swojej decyzji zajął w środę około 2 minut. Z czasem system będzie się poprawiał, wprowadzane będą coraz lepsze rozwiązania, skracające czas „challengu”. Idąc tym tropem, obawa o zbytnie przedłużanie meczu, poprzez przerwy na powtórkę dla sędziego, jest przesadzona. Zawsze można zastanowić się nad tym, aby inny sędzia weryfikował ponownie sytuację na ekranie i przedstawiał w słuchawce swoją interpretację arbitrowi głównemu. Wszystko jest kwestią wypracowania najbardziej optymalnego rozwiązania.

Powtórki wideo nie są przyszłością futbolu. One powoli stają się teraźniejszością. FIFA ma w planach docelowe wprowadzenie wideoweryfikacji w największych rozgrywkach do sezonu 2017/2018. Jak możemy usłyszeć, już w od przyszłego sezonu system powtórek ma działać w lidze MLS. Futbolowi konserwatyści muszą się pogodzić, że świat idzie naprzód i gdy rozwój przynosi wymierne korzyści, nie wolno go na siłę stopować. Przykłady profitów płynących z wprowadzenia nagrań video dla sędziów można mnożyć, a większość argumentów przeciw wynika ze strachu przed nowym. Mam nadzieję, że swoją argumentacją przekonałem choć część osób będących do tej pory zdania, że powtórki wideo to Rak.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ